Płomień dwóch adwentowych świec
foto: Myriams-Fotos

14 grudzień, czwartek

Usiadłam i zastanawiam się co tu dzisiaj napisać.
Bo może ja się do tego Adwentu źle zabrałam?
Adwent to czas oczekiwania.
Oczekiwania, a nie wyzwań, jakie by one tam nie były wielkie czy małe.
Cała „filozofia” polega więc, tak sobie dzisiaj myślę, na tym, żeby dobrze oczekiwać.
Żeby się tym oczekiwaniem przygotować na przybycie i żeby w efekcie nie przegapić przybycia.
A oczekiwać i nie przegapić można tylko w spokoju.
A, żeby mieć w sobie spokój/pokój to trzeba się wziąć i wyciszyć.
A jak się tu wyciszyć, kiedy ciągle się starasz przegonić czas?

Spojrzałam wczoraj na swój plan i pomyślałam, że popełniłam jeden, podstawowy błąd.
Nie uwzględniłam realnych możliwości jego realizacji. Założyłam, że wszystkie okoliczności będą się układały po mojej myśli.
Nie układają się.
Dlatego wprowadzam korektę.
Wybiorę po jednym wiodącym zadaniu na każdy dzień i na nim się skupię, żeby mieć więcej czasu na dobre oczekiwanie.
Trudno, reszta musi poczekać. I tak czeka, a ja się tylko coraz bardziej nie lubię. W ten sposób uniknę tego  nie lubienia 🙂
Myślę, że filozofowie Kaizen przyznają mi rację 🙂 Lepiej zrobić jeden dobry krok dobrze, niż zrobić kilka źle, albo nie zrobić wcale.
Krystian Lupa pewnie by się zdziwił, że ktoś o nim wspomina przy takiej okazji, ale pasuje tu coś, co kiedyś przeczytałam w jego książce. Nie zacytuję, ale sens jest taki: kiedy nie mogę poradzić sobie z problemem, odpuszczam. I wracam do sprawy za jakiś czas. Rozwiązanie przychodzi samo.

Myślę, że rozwiązanie nie przychodzi samo, ale odpuszczam i zostawiam niektóre sprawy. Spróbuje wrócić pomału do nich po nowym roku. I poproszę o podpowiedź, jak sobie z nimi poradzić.
A dzisiaj, wpadłam przed chwilą na pomysł, pomodlę się za Was moi czytacze kochani.
Do jutra.

 

zaświecił dla mnie słońce
foto: B_A

12 grudzień, środa

Ależ dzisiaj było pięknie. Zimno, ale pięknie. Wystarczy odrobina słońca, a wszystko wydaje się inne.
Wystarczy iskierka, coś, co nagle staje się jasne i wyraźne i nagle wszystko wydaje się inne.

Kolejne dni mojego Adwentu to wzloty i upadki i wielkie zmęczenie, ale ostatnio dużo się modlę.
I nie wiem, jak to nazwać, ale jest chwilami tak, jak wtedy, kiedy zaświeci słońce. Jest inaczej.
Często słyszę, że ludzie mówią o tym, jak zwracają się do Boga prosząc o podpowiedź, o prowadzenie, a On odpowiada.
Do mnie Bóg nigdy nie mówił. Nie słyszałam Go i szczerze mówiąc myślałam, że te opowieści to takie pobożne życzenia. Ludzie często mają skłonność do przesady.
Dzisiaj jednak coś się wydarzyło i trochę nie wiem, co, przez moment poczułam się całkowicie bezpiecznie i spokojnie.
Nie chciałabym przesadzać, bo może to tylko moje pobożne życzenia, ale, kiedy biegłam od jednego zajęcia do drugiego, czyli w najmniej oczekiwanym przeze mnie momencie, nagle zaświeciło dla mnie  słońce.

usmiechnięta buźka, nie poddam się
foto: kropekk_pl

12 grudzień, wtorek
Znowu pochmurno 🙁 brr.

Wiem już jakie jest moje kolejne”zadanie”  – walka z ogarniającym mnie znowu przygnębieniem.
Nie marudzić, nie narzekać, zaufać, zaufać, zaufać.
To, co dziś doprowadzi do dobrego. Na pewno.

Nic się nie udało, bo trzeba było z lekka podrasować sukienkę na egzamin Królewny. Dlaczego nie powiedziała mi o tym wcześniej? Bo zapomniała. I już.
Ja i robótki ręczne raczej się nie spotykamy i nie lubimy się.
Zajęło mi to dzierganie pół nocy, rano zaspałam, spóźniłam się do pracy.
Udało mi się nie wpaść w panikę, bo się po drodze pomodliłam.
I już oczywiście po głowie mi się plącze: mam dość, znowu to samo, po cholerę mi to wszystko.

Dlatego stanowczo oświadczam, że nie zamierzam się temu poddać. Ani dziś, ani jutro, ani wcale.
Tak, wciąż mi się nie udaje, ale w końcu się uda.
Lepiej poszukać rozwiązania niż wciąż roztrząsać porażkę.
Nie narzekam, ufam. Także sobie.

Płomień dwóch adwentowych świec
foto: Myriams-Fotos

11 grudzień, poniedziałek
Nie wiem, jaka dzisiaj pogoda, nie zauważyłam, za to jakiś bardzo miły pan chciał mnie dzisiaj rozjechać na drodze, ale na szczęście mu się to nie udało, bo ja mam refleks, tzn. mam dobry refleks.
Dzisiaj wypowie się ktoś inny, z kim się bardzo zgadzam i komu prawdziwie zazdroszczę pewności, do której sama próbuję dosięgnąć, ale jeszcze tylko gwoli ścisłości kilka słów „sprawozdania”.
Spokój/cierpliwość: 0. Dałyśmy ciała wszystkie trzy, chociaż to ja jestem temu najbardziej winna. Poprawiam się, już od wczoraj.
Pismo Święte: wielki +
Plan: jest. Piękny i wspaniały, tzn. na tyle szczegółowy, że jak na razie wiem co robić i na razie idzie mi dobrze jego realizacja i daje mi to poczucie spokoju. Fajnie.
Na razie żadnych nowych zadań sobie nie stawiam. Jak mi się uda zachować spokój i zrealizować plan na dziś, to pomyślę, co dalej.
A teraz mówi Anna Maria

Czy można pozostać obojętnym, kiedy się ktoś tak uśmiecha po takich słowach?

adwentowy lampion
foto: Robfoto

Dwa w jednym, bo sobota to był dzień ogarniania domostwa.
Ciągle  nie mam na to czasu. Nie muszę zamiatać nogą śmieci z podłogi, ale w niektóre miejsca dawno nie zaglądałam.
W czasie mojego dzieciństwa czas przedświąteczny to były generalne porządki. Moja mam sprzątała dosłownie wszystko.
Nie cierpiałam tego, a dzisiaj trochę mi tego brakuje.
Adwent to nie synonim sprzątania, ale jest coś dobrego w uporządkowaniu terenu wokół siebie. Jakoś tak się człowiekowi lekko robi, radośniej i łatwiej zabrać się za sprawy ważniejsze.
Trochę mi się w sobotę udało zrobić.
Szału nie ma, ale zrobiłam to, co było najpilniejsze, a resztę sobie rozplanowałam na kilka dni.

Bo udało mi się wreszcie zrobić swój plan. Jest prosty, nie bije po oczach, ale mam czarno na białym co chcę robić.
Jeśli uda mi się go trzymać, to myślę, że ruszę do przodu i może coś dobrego z tego wyniknie. Dla mnie i nie tylko dla mnie.

Prawie zapomniałam w sobotę rano o fragmencie Pisma, ale sobie przypomniałam na szczęście.
Nie będę komentować, bo jestem do tego za mała, ale jakoś mi ten fragment pomógł na początek dnia, kiedy jak zwykle z niczym nie mogłam nadążyć.

Nic nowego na razie nie wymyśliłam, ale myślę, że te trzy zadania: spokój, plan i Pismo Św. na początek wystarczą.
Jeśli przez tydzień dam sobie z tym radę, pomyślę o kolejnym zadaniu.
A teraz niedziela. Ma być najpiękniejsza z możliwych.

czytam Pismo Święte
Nowy dzień w Opolu

8 grudzień, piątek
Dzisiaj dzień zaczął się tak ładnie, jak na tym zdjęciu, a teraz leje, jak z cebra.
Co robić, trzeba brać się w garść.
Nie myślałam, że to będzie aż tak trudne. Jakby się coś sprzysięgło, żeby mi się nie udało niczego zaplanować.
Plan na razie w brudnopisie, prawie gotowy. Spróbuję dokończyć go dzisiaj, chociaż może być trudno, bo dzisiaj świętują moje Marianki, a ja razem z nimi.

Ze spokojem prawie dobrze, chociaż był moment krytyczny, kiedy po siódmym razie powtórzyłam swoją kwestię głośniej, a młodsza Królewna zapytała: dlaczego OD RAZU krzyczysz. Uff…

Udało mi się za to wprowadzić dzisiaj w życie nowy pomysł.
Postanowiłam każdego ranka czytać fragmencik Pisma Świętego.
Ci, którzy to robią, mówią, że ten krok zmienił ich życie.
Ja tego nigdy nie umiałam robić, chociaż kilka razy próbowałam. Dlatego zdałam się po prostu na aplikację i będę czytać to, co ona podpowiada, a potem zobaczymy.

Adwent 2017
foto: TizzleBDizzle

7 grudzień, czwartek
Dzisiaj inaczej, prawie świeci słońce, nie wieje mocny wiatr. Na świecie całkiem ładnie.
A u mnie porażka.
Nie do końca, nie stuprocentowa, może nie aż porażka, ale jednak.
Jest zarys planu, ale w głowie. Tyle się wczoraj tylko udało, ale za to udało mi się zachować spokój. A całkiem łatwo nie było.
I udało mi się porozmawiać od serca z młodszą Królewną. To się w jej przypadku rzadko zdarza.

Na dzisiaj w związku z tym nie dokładam żadnego nowego zadania.
Bardzo mi się podoba zachowywanie spokoju. Postaram się więc o to i dzisiaj.
I zmaterializuję mój plan na papierze. Na papierze jakoś najlepiej mi się takie rzeczy robi i najlepiej przyswaja je moja mózgownica.
Następne zadanie już sobie wymyśliłam,ale to jutro.

wieniec adwentowy
foto: geralt

Dzień drugi

6 grudzień, środa na świecie pochmurno, dla odmiany pada drobny deszcz.
Udało się. Nie dałam się wyprowadzić z równowagi, chociaż nie było to zupełnie łatwe.
Dlaczego wciąż mam wrażenie, chyba coraz mocniejsze, że szkolne zebrania to strata czasu?

Dzisiaj do wczorajszego zadania dokładam sobie kolejne. Napisałam wczoraj, że trudne to dla mnie i to prawda.
Planuję się ogarnąć. Mimo wszystko, mimo tego bałaganu w środku i mimo tej ospałości jesiennej, mimo tego, że nie chce mi się planować.
Mam mnóstwo pozaczynanych spraw. Wszystkie ważne i przestałam je ogarniać.
Trzeba będzie usiąść, pogadać ze sobą, ustawić kolejność, ustalić priorytety i powoli ruszyć do przodu.
Nie poganiać się, nie krytykować, nie panikować.

Będę z tym sama, ale i nie sama, więc liczę, że wygram ze sobą.