pielęgniarka
foto: Alesas_Fotos

Naszą szpitalną przygodę poprzedził tydzień pełen zawrotów głowy i nudności starszej Królewny.
Zupełnie nie wiedziałam co robić. Lekarz rozkładał ręce, podstawowe badania niczego nie wykazywały, a dziecko nie było w stanie funkcjonować.
Ponieważ neurolog, do którego zostałyśmy skierowane mógł nas przyjąć dopiero pod koniec wakacji, prywatnie też nie udało się umówić wizyty natychmiast, pani doktor zdecydowała się skierować nas do szpitala na oddział neurologiczny.
Miało być szybko i sprawnie, bo na ten oddział przyjmowanych jest niewiele dzieci.

Było rzeczywiście szybko i sprawnie. Bardzo duży i bardzo roześmiany pan doktor zbadał Królewnę i zdecydował, że ją sobie jeszcze trochę pobada na oddziale (nie wiem dlaczego, cały czas łudziłam się, że jednak nas to ominie).
Po podróży windą okazało się, że na oddziale neurologicznym jest tak dużo dzieci, że brak miejsc w salach.
Trzeba było dostawić łóżko na korytarzu i tak moje dziecko spędziło pierwszy dzień i pierwszą noc w szpitalu.
Na szczęście nie była tam sama, bo za chwilę pojawiła się trójka kolejnych dzieci.
Na nieszczęście tej nocy zmieniła się pogoda i spadł deszcz i szalał wiatr.
Wrażenia były dość niesamowite, bo huczało, jak na jakimś starym strychu, a moje dziecko właśnie zaczęło czytać „Nawiedzony dom” Joanny Chmielewskiej i trochę jej się ten wiatr źle kojarzył.
Na szczęście następnego dnia znalazło się miejsce w jednej z sal i było już normalniej. Nawiązała nawet jakieś znajomości, a że dziewczyny były starsze od niej, to starała się dopasować. Zabawnie to wyglądało.

Po trzech dniach mogłam ją zabrać do domu. Badania nie wykazały niczego, czym trzeba by się martwić.
To naprawdę świetnie, tylko z drugiej strony, dlaczego tak cierpiała wcześniej?
Co prawda muszę sprawdzić jeszcze jeden trop, ale powoli nabieram podejrzeń, że moje maleństwo zaczyna po prostu…rozkwitać (bardzo nie lubię słowa dojrzewać, bo ja wiem dlaczego?).

Dlaczego już? Przecież ja się jeszcze nie przygotowałam. A wygląda na to, że to nie będzie dla mnie, dla nas wszystkich, z nią włącznie, łatwy czas.
Każde dziecko jest inne, moje ma wspaniały, ale bardzo trudny charakter.
Na razie sobie nie radzę, na razie ona sobie nie radzi, niestety. Porażka goni porażkę. Udaje się to naprawiać na szczęście, bo przecież się bardzo kochamy i wybaczamy, ale trudno jest żyć po prostu.
Zwłaszcza młodszej Królewnie, która wprost kocha spokój i dobrą atmosferę.
Mam wrażenie, że żadne rady mi tym razem nie pomogą. Znam zasady, ale najczęściej, w sytuacji kulminacji złości i nerwów, nie pomaga nic.
Muszę znaleźć swój własny sposób, klucz do mojego dziecka.
Musimy to razem przejść. Myślę, że obie się uczymy każdego dnia i to jest moja nadzieja na to, że każdego dnia będzie lepiej, nie gorzej.

Kiedyś spotkałam się z pytaniem pewnej zdesperowanej mamy nastolatka o to czy istnieje w Sieci jakiś blog o radzeniu sobie z problemami dotyczącymi wychowania czy w ogóle życia z takowym. Nie mogła znaleźć i nikt jej nie pomógł, bo jak ktoś napisał,  o tym się nie da pisać 🙂
Nie wiem czy takie miejsce gdzieś jest, ja sama miałam przez moment ochotę pisać na te tematy, ale to faktycznie jest trudne.
Sam temat jest trudny do ogarnięcia, a do tego jeszcze dochodzi potrzeba ochrony prywatności dziecka.
Dam sobie spokój i co najwyżej od czasu do czasu trochę pożalę się ogólnie.

A wracając jeszcze na chwilę do szpitala, to chciałabym napisać, że pomimo, że samo miejsce niezbyt przyjemne, że człowiek się boi, że źle się czuje, to mogę napisać tylko pozytywnie, przede wszystkim na temat ludzi, którzy tam pracują.
Pomimo trudnych warunków, bo przez cały czas pobytu Królewny kilkoro dzieci pozostało na korytarzu, wszyscy do każdego odnosili się z życzliwością, cierpliwością i empatią.
Jasne, że każda pielęgniarka inna, jedna cieplejsza, druga bardziej oficjalna, ale każda zawsze pomocna.
Pokój, w którym panie przebywają na oddziale zawsze otwarty. Zawsze można podejść czy to dziecko czy rodzic. Jeśli trzeba pomóc, panie pomagają, jeśli trzeba coś wyjaśnić, wyjaśniają, jeśli trzeba przytulić, przytulają.
Ordynator dostępny dla rodziców w każdym momencie, wyczerpująco odpowiada na każde pytanie, wyjaśnia wyniki badań. Lekarz prowadzący tryskający humorem i sypiący dowcipami, co bardzo skutecznie rozbraja nawet ponuraków.

Rodzice mogą z dziećmi przebywać na oddziale przez całą dobę. Co prawda rodzice starszych dzieci mają sytuację nieco  utrudnioną, jednak nie ze względu na złą wolę personelu, a po prostu ze względu na warunki lokalowe.
Oddział neurologiczny w naszym szpitalu jest bardzo mały – to zaledwie kilka sal i po prostu nie ma miejsca.
Rodzice z maluszkami zajmują największą salę. Co wieczór dostawiają tam rozkładane polowe łóżka i w ten sposób sobie radzą – z tego, co widziałam, zawiązują się czasem nawet całkiem bliskie relacje.
Starsze dzieciaki na noc zostają same. Tym nastoletnim wystarczają codzienne wizyty.
Ja zostawałam z Królewną do momentu, kiedy zasypiała, a rano, po odprowadzeniu do szkoły młodszej Królewny, wracałam.

Podczas naszego pobytu na oddziale nie wydarzyło się nic drastycznego poza jednorazowym omdleniem pewnej nastolatki, wyniki badań mojego dziecka są bardzo dobre, więc może stąd taka moja ocena, ale na szczęście ten szpital nie kojarzy się źle ani Królewnie, ani mnie.
Pozostaje teraz tylko wyjaśnić sytuację do końca i wybrać się do sklepu, w którym sprzedają cierpliwość.

biblia do słuchania - Krzysof Globiszzt
fot. Facebook/Biblia AUDIO superprodukcja

Miało być o naszej szpitalnej „przygodzie”, ale dzisiaj nie będzie.
Bo trafiłam jakoś na to nagranie


Pewnie jednych wzruszy, innych wręcz przeciwnie z powodów bardzo różnych i w większości znanych.
Ja zamieszczam je z innego powodu niż treść czytanego Psalmu i z innego niż siła i odwaga, chociaż wszystko się tu ze sobą wiąże.
Bo myślę jednak, że to odwaga czytać dzisiaj Psalm pamiętając o tym, co było jeszcze nie tak dawno przecież. I wcale nie ze względu na kłopoty z mową.
Myślę, że to odwaga budować życie zupełnie od nowa, i to cielesne i to duchowe.
Zresztą nie my jesteśmy od oceniania.
Powodem, dla którego wrzucam to nagranie jest człowiek obok pana Krzysztofa, Leszek Zduń. Bardzo, bardzo dobry aktor, chociaż szerzej chyba niezbyt znany.
Kiedyś uczeń Krzysztofa Globisza. Dzisiaj role się odwróciły. Leszek, jeśli nie jest nauczycielem, to na pewno, co widać, wsparciem.

Nigdy nie możemy być pewni tego, co przed nami, ale jeśli są tacy, którzy będą obok, to jest dobrze.
Mam nadzieję, że pan Krzysztof będzie mógł zagrać jeszcze jakąś ważną, z akcentem na ważną, rolę dla nas i dla siebie.

To niełatwe, raczej bardzo trudne, ale trzeba się z tym pogodzić. Trzeba nauczyć się z tym żyć, bo żeby nie wiem, jak uciekać, to się nie ucieknie.
Dobrze to czy źle? Co za różnica? Każdy radzi sobie sam. I nie sam.

IkigaiW Polsce często można usłyszeć takich, którzy twierdzą, że nie chcieliby żyć zbyt długo. Potem następuje długa lista powodów:
– nie chcę być ciężarem dla innych
– starość się Panu Bogu nie udała
– po co żyć długo, kiedy wszystko boli, ruszyć się nie można, po lekarzach trzeba chodzić, lekarstwa łykać, nic już nie cieszy, jak kiedyś
– nie można nadążyć za pędzącym światem
– starość to samotność
Continue reading

kwitnąca jabłoń
foto: eloneo

Siedzę i siedzę. Myślę i myślę. Zastanawiam się co napisać. I wiecie, co? Nie wiem.
Tak mam od kilku dni.
I doszłam do wniosku, że nie będę ściemniać i pisać na siłę, bo co to wszystko wtedy jest warte? Poznacie przecież.
Po co w takim razie w ogóle piszę? Nie musi Was przecież obchodzić, że mam lekki dołek. Continue reading

starość jest piękna
foto: Ellen26

Pewnie dlatego, że mam coraz więcej lat, coraz częściej dostrzegam wartość bycia sprawnym w dojrzałym i bardzo dojrzałym wieku. Wyłapuję przykłady osób, które mimo bardzo zaawansowanego wieku potrafią być sprawne zarówno fizycznie, jak i intelektualnie.
Czasami wydaje się to wręcz niewiarygodne, ale skoro można, to znaczy, że i ja mam szansę na zatrzymanie młodości, przede wszystkim ducha, bo od niego wszystko jest uzależnione. Od wewnętrznego stanu każdego człowieka zależy to, jak się czuje, jak myśli, także o sobie samym, jak funkcjonuje, jaki jest stan jego zdrowia fizycznego i psychicznego.
A oto kilka przykładów, bardzo dla mnie ważnych. Continue reading