500 zł na dziecko, wielkie mi mecyje

rodzina
foto: Pexels

Twoje dziecko, twoja sprawa. Chciałeś dzieci, radź sobie sam. Dzieci to luksus, nie każdego na nie stać. Twoje dziecko, to nie moja sprawa.
Takie i inne zdania wciąż gdzieś słyszę, zwłaszcza w ostatnim czasie. I zastanawiam się, jak to w końcu jest.
Przecież wszystkie dzieci nasze są, w tym sensie, że to one za kilkanaście lat będą tymi, które będą współtworzyły naszą rzeczywistość. One będą pracowały na nasze emerytury, one będą odkrywały nieznane, dokonywały wielkich rzeczy, rządziły naszym Państwem, które jest naszym wspólnym domem

Że trochę zbyt wielkie słowa? Dlaczego? Przecież to prawda.
Jeśli nie Kacper, którego wychowuje samotna mama, to może Amelka, której nic nie brakuje, bo jest jedynaczką. A może wcale nie ona, ale Ola, która ma dwoje rodzeństwa, albo jej siostra Basia, która uwielbia śpiewać, albo może Wiktor, który ma czworo rodzeństwa, w tym bardzo niepełnosprawną siostrę.
A może to właśnie Krzysiu, którego tata i babcia to alkoholicy, a mama staje na głowie, żeby go utrzymać i stworzyć mu prawdziwy dom pełen miłości i radości? Krzysiu jest dumnym ministrantem i chociaż ma bardzo smutne oczy, to zawsze jest chętny do pomocy.

Wciąż słyszę, że jeśli damy im, nam, bo ja też jestem mamą, 500 zł. to będzie to wspieranie patologii, że to niesprawiedliwe, że jednym trzeba zabrać, żeby dać innym itp. itd.
Podeprę się artykułem, bo sama nie mam takiej wiedzy. Artykuł do wglądu TUTAJ.
Cytuję:
„Wszystkie państwa wokół nas traktują rodzących się obywateli jako zysk, jako kapitał społeczny, na którym budowany będzie dobrobyt. Rządy pomagają rodzinom w całej zachodniej Europie, a także w biedniejszej od nas Ukrainie czy Rosji, gdzie becikowe w formie „kapitału macierzyńskiego” wynosi równowartość aż 25 tys. zł.”
i dalej
„Wielu publicystów upiera się, że wprowadzenie świadczeń rodzinnych nie przekłada się na zwiększenie dzietności, jako koronny dowód podając Niemcy. Co z tego, że we Francji, Wielkiej Brytanii czy Estonii widać, że konkretne wsparcie dla rodzin przynosi efekty? Skoro gdzieś nie wyszło, u nas też się nie uda. Podczas gdy na Wyspach Brytyjskich ciężarna kobieta, a potem jej dziecko, mają nawet darmowe leki, u nas trwają niekończące się debaty, czy może nie odebrać jeszcze rodzicom marnego tysiąca becikowego, który nie starcza nawet na wózek. Za naszą zachodnią granicą kobieta, wybierając szpital do porodu, zastanawia się, czy zdecydować się na ten z tradycyjnym żywieniem, czy na ten oferujący „szwedzki stół”. U nas, gdy niedawno pewnemu ordynatorowi ginekologii wyrwało się w obecności ministra zdrowia, w jak zapyziałych warunkach rodzą kobiety na Śląsku, omal nie stracił pracy. Polka musi nierzadko płacić za obecność męża przy narodzinach i za szczepionki dla noworodków, bo inaczej maluch będzie czterokrotnie kłuty najtańszymi, „farmaceutycznymi mamutami”, wycofanymi dawno choćby w Czechach. O wydatkach, jakie czekają polskich rodziców w kolejnych latach nie wspominając.”

I tak dalej i tak dalej…
Nie chcę się wdawać w politykowanie i nie twierdzę, że wiem, kto ma rację. Myślę  jednak, że pomoc rodzicom jest potrzebna. Rodzice są różni. Jedni bardziej, drudzy mniej zaradni. Brak finansowej zaradności nie świadczy o człowieku wcale źle i nie świadczy o tym, że nie jest zdolny do miłości, że źle wychowa swoje dzieci.
Dlaczego dobry Krzyś o smutnych oczach, który może w przyszłości robić wielkie rzeczy, nie może pójść do kina, albo do dentysty tylko dlatego, że jego mamie ułożyło się w życiu tak, a nie inaczej. A może Krzyś wymyśli kiedyś lekarstwo na raka i uratuje mamę Amelki, której nic dzisiaj nie brakuje, a która w jakimś sensie dołożyła się do jego rozwoju?

Dlaczego w większości tak trudno nam zrozumieć, że nie jesteśmy sami, ani w dobrym, ani w złym?
Jesteśmy, jak naczynia połączone, zależymy od siebie, choćby się nam wydawało, że jesteśmy jedyni w swoim rodzaju, indywidualni, wspaniali.
500 zł. nie rozwiąże wszystkich problemów, ba nawet można powiedzieć, że rozwiąże ich w sumie bardzo niewiele, ale dla każdego rodzica nawet jeden rozwiązany problem, znaczy bardzo wiele, a sama świadomość, że Państwo o nas w jakiś sposób dba ma również ogromne znaczenie. Tak myślę.

 

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment