Boże Narodzenie
foto: Wokandapix

No to się trochę zaniedbałam w tym przedświątecznym tygodniu. Wybaczcie, ale po prostu nie nadążam. Mam wrażenie, że albo doba jest coraz mniej rozciągliwa, albo ja coraz słabsza, albo jedno i drugie razem wzięte.
Czy może jest jeszcze jakaś inna ewentualność?
Nie zapomniałam o blogu, tylko po prostu czasu nie znalazłam na napisanie porządnego posta, bo byle co by się pewnie napisało, tylko po co?
Nawet niczego nowego i niezwykle pięknego co posłuchania tym razem nie znalazłam. Gdzieś tam jest i na mnie czeka, ale z jakiegoś powodu nie chciało ujawnić się teraz.
No trudno, świat Wam się beze mnie przecież nie zawalił.
Będzie mało oryginalnie, bo o świętach.
Tych, które już za progiem, tych, które ostatnimi czasy stały się tak problematyczne dla wielu osób. Tych, które dla wielu są tak ważne, czasem najważniejsze z wielu różniastych powodów.

Boże Narodzenie. Urodziny Pana Jezusa, przybycie na ziemię, do ludzi Boga. Bo to o tym przecież są z założenia te święta i takie pozostają dla wierzących chrześcijan.
Czym są dla ateistów lub agnostyków, dla wierzących, ale niepraktykujących?
Okazją do spotkania w rodzinnym gronie, okazją do odpoczynku, podarowania prezentów, zjedzenia pyszności, które przyrządza się tylko raz do roku, kultywowaniem tradycji.
Są tacy, którzy na święta wyjeżdżają np. na narty tak po prostu, albo po to, żeby zamanifestować swoją niechęć do tych przesłodzonych według nich świąt.
Mimo to nie unikną przecież świątecznych dekoracji, migających wieczorem światełek, kolęd płynących z głośników czy wołających zewsząd „wesołych świąt” ludzi.

Być może nie wszyscy z Was rozumieją o co mi chodzi, bo to prawdopodobnie zależy od miejsca w życiu, w którym się jest. Jeśli obracasz się wśród ludzi o podobnych zapatrywaniach, zainteresowaniach, jeśli jesteś wierząca i żyjesz wśród wierzących, to nie wiesz o co mi chodzi, bo być może nie przywiązujesz uwagi do newsów, w których się to przebija.
Kiedy byliśmy  dziećmi wszyscy obchodziliśmy w domu Boże Narodzenie, prawda?
Każdy miał w domu choinkę i prezenty pod nią, karpia na stole i barszcz z uszkami lub inne regionalne potrawy. A jeśli nawet nie wszyscy, to bardzo znacząca większość.
Kiedy wychodziło się ze szkoły, z pracy, ze sklepu nikt nie obrażał się na nasze wesołych świąt na pożegnanie.

Dziś niektórzy się przeciw temu buntują. Bo nie wszyscy są przecież wierzący, bo nie wszyscy świętują.
Ok, ja jestem wierząca, cały Adwent przygotowywałam się do świąt w kościele z moimi dziewczynami.
To pierwszy raz, kiedy czuję tak naprawdę, że coś wielkiego się jutro wydarzy, dla mnie osobiście i dla wszystkich, którzy zechcą.
Jednak nie wymagam od nikogo, żeby poczuł to, co ja czuję, nie wymagam od nikogo, żeby świętował coś czego nie chce świętować, coś w co nie wierzy. Uważam nawet, że jeśli nie wierzy, to nie powinien sobie Bożym Narodzeniem w najmniejszym stopniu zawracać głowy.
Wierzyć nie da się tak po prostu, bo to łaska, którą się otrzymuje, albo i nie.

Zastanawia mnie jednak coraz bardziej, dlaczego ktoś, kto stawia choinkę i robi bliskim prezenty, sprząta przez miesiąc dom i przygotowuje świąteczne potrawy, zaprasza rodzinę lub sam do niej się wybiera, obraża się na mnie za to, że życzę mu wesołych świąt?
Czy ktoś potrafi mi to wytłumaczyć?
Czy to z mojej strony jest jakiś nietakt? Czy drwię, czy robię na złość czy nie daj Boże kogoś nawracam na siłę?
Co może być złego w tym, że życzę komuś wszystkiego najlepszego?

Zrób co chcesz. Postaw tę nieszczęsną choinkę, ubierz ją, albo nie. Spotkaj się z rodziną, albo posiedź w samotności. Wypij wódkę, jeśli musisz, albo chcesz. Zrób jeszcze coś czego sobie nie wyobrażam.
To nie moja sprawa. To Twoje święta i mnie nic do nich, ale ja swoje spędzę tak, jak ja chcę. Ok?
JA LUBIĘ BOŻE NARODZENIE.
Bo dla mnie wtedy rodzi się Jezus. Bo ja staję się na chwilę dzieckiem i lubię tę cudowną atmosferę, kiedy wszyscy są przez moment mili i grzeczni ( co z tego, że to się za chwilę zmieni, wiem przecież, nie jestem dzieckiem:-), bo moje dzieci są szczęśliwe. Bo moja mama zawsze roni łezkę, kiedy wspomina swoją mamę i swoje dzieciństwo. Bo wszyscy na chwilę czujemy, że jesteśmy Rodziną.
Bo zawsze wzruszam się na szkolnych Jasełkach, kiedy dzieci śpiewają stare piosenki Seweryna Krajewskiego ( swoją drogą te piosenki to jakiś fenomen). „Przekażcie sobie znak pokoju, przekażcie sobie znak…”
Bo lubię życzyć wszystkim tego, co dla nich według mnie najlepsze.

Ciekawe jest to, że ludzie innych kultur potrafią się wpasować, polubić nasze święta. Składają innym życzenia, choć przecież nie wierzą. To dla nich piękna otoczka, choć z głębokim podtekstem, a my, którzy wyrośliśmy w tej kulturze często się buntujemy. Na dodatek w taki dziecinny sposób, moim zdaniem, bezrefleksyjny sposób.
Dlaczego tak często odrzucamy to, co stanowi w jakiś sposób nasze korzenie, że się tak górnolotnie wyrażę, na rzecz czegoś, co w moim pojęciu jest enigmatyczne, często bezosobowe, tak jak hipermarkety, które wszystkie wyglądają tak samo i zawsze mi się mylą?
Bez obaw nie zamierzam zagłębiać się w ten temat, bo to są tylko takie moje przeczucia-odczucia niczym nie poparte i nie udowodnione. Tak jednak to widzę na co dzień.

Wyszło trochę inaczej niż się pewnie spodziewaliście, co?
W takim razie, na osłodę, pochwalę się, że zostałam pochwalona za własnoręcznie ulepione uszka do barszczu 🙂 Mam dwie lewe ręce do wszelakich robót kuchennych, jeśli ktoś jeszcze nie wie.
Dlatego ta pochwała jest dla mnie taka miła.
To nie pierwszy raz oczywiście, co roku lepimy wspólnie z siostrą i mamą uszka do Wigilii, to taka nasza tradycja domowa.
Tym razem jednak samodzielnie zrobiłam wszystko od początku do końca na wigilię klasową młodszej Królewny. Podobno dzieci prosiły o dokładkę ha ha.
Co poza tym? Dom ozdobiły Królewny papierowymi gwiazdami, aniołkami i łańcuchami wykonanymi w szkole. Jest łaaadnie 🙂
Choinka przed nami. Zapał do strojenia wyczerpuje się zwykle mniej więcej w połowie drzewka, ale jakoś nam się udaje ubrać je w całości.
Tyle. Czekamy.

A skoro się już tak rozpisałam, to oczywiście życzę Wam, wszystkim czytaczom, bez względu na to, jaki macie światopogląd i kim jesteście, wesołych świąt.
Każdy moment jest dobry, a ten jest szczególnie uzasadniony do przekazywania innym dobrej energii.
Dlatego życzę Wam mnóstwa miłości i ciepła w kontaktach z ludźmi, tylko dobrych wiadomości, spokoju duszy i serca, zdrowia oczywiście.
Bo jakkolwiek banalnie to brzmi, to ono jest podstawą o czym dowiadujemy się zwykle w momencie, kiedy jego brak zaczyna nam doskwierać, więc obyśmy nie musieli się o tym w najbliższej przyszłości przekonywać.
Życzę Wam, żebyście spełniali swoje marzenia, a najpierw, żebyście nie bali się marzyć.
I czego sobie jeszcze sami życzycie, tego i ja Wam życzę.
Aha, i jeszcze żebyśmy się wszyscy potrafili i chcieli nawzajem szanować.

One thought on “A ja lubię Boże Narodzenie

  1. Magdo,
    Miło,że w przedświątecznym zamieszaniu znalazłaś czas by poskładać w głowie parę myśli. Oczywiście, to pod koniec grudnia trudne aby usiąść i po prostu wyciszyć się.
    Jestem osobą wierzącą i praktykującą dlatego Boże Narodzenie jest wydarzeniem bardzo radosnym i wyczekiwanym nie tylko ze względu na prezenty i dekoracje czy odświętne potrawy.

    Ostatnio uczucia dziecięcej radości i beztroski zostały zmącone i w tym roku będzie bardziej refleksyjnie niż radośnie.Ale zna to każda rodzina. Gdy ubywa bliskich…
    Pozdrawiam ciepło:) i życzę spełnienia marzeń i domowego ciepełka:)

Dodaj komentarz