selfie
FOTO: kelseyannvere

Ostatnio przeprowadzam coraz więcej trudnych rozmów. Trudnych dla mnie i trudnych dla dzieci, głównie dla starszej Królewny.
Taki czas nam nastał.
Raz jest trudniej, raz łatwiej, ale na razie trzymamy się kursu. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Jeśli dziewczyny ciągle chcą ze mną rozmawiać, to chyba nie jest źle?

Jak to drzewiej bywało

Nie chcę znowu wyjść na zgreda, ale my chyba, współcześni rodzice, mamy trudniej niż mieli nasi, przynajmniej moi.
Ja się wychowałam w czasach, kiedy w telewizji wieczorynka to była jedna bajka o 19, a Disneya to można było obejrzeć w specjalnym bloku przed Wigilią.
Programów dla młodzieży, kiedy już dorosłam było, jak na lekarstwo.
Komputerów i smartfonów. jeśli się ktoś młodszy nie domyślił, oczywiście nie było
Moje koleżanki, te które miały kogoś zagranicą, najczęściej w Niemczech, fascynowały się Bravo. To była taka kolorowa gazetka. W sumie nie wiem nawet dokładnie, co w niej było, chyba jakieś plotki na temat piosenkarzy.
U nas można było poczytać Świat młodych. Co do tematyki, to może było, co poczytać, ale ta jakość. Dwa różne światy.
Wspomnienia wspomnieniami, ale chodzi mi o to, że byliśmy, jacy byliśmy.
Trochę śmieszni, jak się dzisiaj popatrzy na zdjęcia. Ubrani, jak na dzisiejsze standardy, byle jak.
Moja córka na pewno nie wyszłaby z domu w czymś  takim, w co ja ubierałam się do szkoły.
Pamiętam jednak, że ja byłam szczęśliwa. Bardzo długo.
Ubierałam się w to, co kupiła mi mama, w pewnym momencie mogłam zdecydować o kolorze czy fasonie, ale nie było za bardzo w czym wybierać.
Nosiłam długie włosy, więc czesałam je po prostu w kucyk.
Po raz pierwszy umalowałam się idąc do fotografa, żeby zrobić zdjęcie do pierwszego dowodu osobistego.
I czułam się okropnie. Pierwsze piwo wypiłam, kiedy miałam 20 lat.

Nie chcę wcale powiedzieć, że ma być dzisiaj tak, jak było, kiedy ja byłam nastolatką. Nie chcę powiedzieć, że tamten czas, szary i brzydki w gruncie rzeczy, na pewno wizualnie, był lepszy niż to, co mamy dzisiaj. Był inny.
Chcę tylko powiedzieć, że nie mając dostępu do świata, do mediów, takich, do jakich dzisiaj mają dostęp nasze dzieci, nie znając trendów w modzie, nie mając na wyciągnięcie ręki mnóstwa kolorowych kosmetyków, używek itp. zajmowaliśmy się w większości sprawami adekwatnymi do naszego wieku.
Tak, moje koleżanki chciały być dorosłe ( ja przeczuwałam, że to wcale nie jest aż takie fajne), ale póki były dziećmi, młodzieżą, w większości przypadków, nie udawały dorosłych.

A jak wygląda dziś – czyli współczesne dzieciaki

Nasze dzieci, choćbyśmy nie wiadomo, jak je pilnowali, dawali dobry przykład, ograniczali dostęp, wciąż coś oglądają. Youtube, Snapchat, Musically i czort jeden wie co jeszcze, bo ciągle coś nowego się pojawia. Ja nie nadążam.
One wciąż chcą się stawać kimś innym.
I tylko na chwilę. Bo za chwilę znów coś innego będzie trendy.
I znów tylko na chwilę.
Im się wydaje, że jak pani w teledysku do ulubionej piosenki tańczy z brzuchem i pupą na wierzchu, to tak właśnie jest modnie i tak można się ubierać na co dzień. Naprawdę dziwią się, kiedy dowiadują się, że wcale tak nie jest.

Myślę, że w tym wszystkim najtrudniej jest właśnie im. Naszym dzieciom.
Brak im spokoju i stabilności. Zbyt dużo dociera do nich informacji i to często tych niedobrych czy nie najlepszych.
My jeśli chcemy, potrafimy się odciąć. Potrafimy zdecydować, że coś nie jest dla nas, czegoś nie chcemy. Nie wierzymy ślepo reklamom. Chociaż różnie też z tym bywa.
Jednak dzieciakom, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, wydaje się, że muszą nadążać, chociaż wcale sobie z tego nie zdają sprawy. Wydaje im się, że tak ma być.
Wciąż potrzebują czegoś nowego. Kupiłyśmy dopiero co nowy plecak, już jest niedobry, bo teraz nosi się inne.
O tym, że trzeba mieć nowego Iphone’a słyszę już od kilku miesięcy.
Co jakiś czas muszę tłumaczyć, dlaczego nie można się jeszcze malować do szkoły.
Że piercing jest może i fajny, jeśli się komuś podoba, ale niekoniecznie wskazany dla 11-letniej dziewczynki.
Szczególnie, jeśli ta dziewczynka wciąż dłubie jakimś ołówkiem lub piórem w okolicach buzi.
Spodnie z dziurami też sprawa gustu, ale do szkoły to może ich lepiej nie ubierać?

I tak prawie każdego dnia.
Bywa różnie. Raz spokojnie, częściej są łzy, złość, foch.
Na szczęście dziewczyny mają punkt odniesienia.
I w 9 przypadkach na 10 po czasie potrzebnym na przemyślenia albo przyznają mi rację, albo staramy się zawrzeć jakiś sensowny kompromis. Jeśli to jest możliwe.

Co ja mogę zrobić innego niż robię?

Im więcej będę zabraniać, tym bardziej będzie im zależało na tym, żeby postawić na swoim.
Wszystkiego, co wydaje mi się niepotrzebne czy bez sensu zabronić nie mogę, bo zostaną wyrzucone poza nawias przez rówieśników.
Zależy mi na tym, żeby zachowały swoją indywidualność, ale bez przesady. Nie chcę, żeby ciągle musiały walczyć o akceptację. Człowiek musi żyć w społeczeństwie, musi umieć się dopasować w granicach rozsądku, dogadać. I nie tylko dla siebie samego.
Mój dziadek najpierw, a potem mój tata powtarzali, że człowiek inteligentny to ten, który potrafi rozmawiać z każdym bez względu na status, wykształcenie, wiek i płeć.
I myślę, bo widzę i obserwuję, że to ma sens, dlatego chciałabym, żeby moje dzieci to potrafiły.

Dlatego czasem pozwalam na przykład obejrzeć jakiś według mnie głupkowaty film, bo aż się trzęsą, bo „wszystkie moje koleżanki  to oglądają”, albo kupuję dziurawe legginsy i pozwalam jeździć w nich na deskorolce, ale czytają też książki, chodzimy na koncerty od czasu do czasu, do kina, spędzamy razem czas.
Jedyne, co mogę zrobić, to gadać i gadać i gadać i pokazywać i podpowiadać i robić swoje, bo patrzą i wiem, że się zastanawiają.
Wiem, bo od czasu do czasu zdarza się, że któraś powie: mamo, miałaś rację, to bez sensu.
I mam nadzieję, że wybiorą dobrze dla siebie, bo będą potrafiły podjąć dobrą decyzję na życie, bo będą miały do jej podjęcia podstawy.
Jasne, że chciałabym, żeby to była decyzja, którą ja będę potrafiła zaakceptować, ale tak naprawdę chodzi o to, żeby bez względu na to, jaka ona będzie, dziewczyny potrafiły być, a nie jedynie mieć i błyszczeć.

 

Dodaj komentarz