dłoń staruszki
foto: pimpelucha

Żyją obok nas. Najczęściej mało zwracamy na nich  uwagę, bo nie wydają nam się ciekawi.
Czasem irytują, bo nie chcą, jak nam się wydaje, się dopasować, bo tkwią uparcie przy swoich przyzwyczajeniach wypracowanych przez dziesiątki, niełatwych najczęściej, lat.
Nasi dziadkowie, nasi teściowe, nasi rodzice.

To, co chcę napisać, to takie małe pokłosie mojej niedawnej rozmowy z teściową.
Mama mojego męża, babcia moich dzieci ma dzisiaj 85 lat i coraz częściej zdarza jej się opowiadać o czasach, które dawno minęły.
Wraca do swojej młodości i do lat dzieciństwa. Wiele historii, wielu ludzi pamięta ze szczegółami i opowiada o nich tak, jakby miała ich przed oczami.
Dzisiaj dopiero, po 19 latach, zaczynam rozumieć, albo tylko tak mi się wydaje, dlaczego jest taką, a nie inną osobą. Niełatwą.

Nasze początki były takie sobie. Ona była uparta i ja byłam uparta.
Każda z nas trwała przez jakiś czas przy swoim.
W końcu po mniej więcej roku, doszłam do wniosku, że to bez sensu i złe dla wszystkich ( to oczywiście wielki skrót, ale szczegóły zostawię dla siebie, bo i nie są bardzo interesujące).
Pojechałam, zostałam ciepło przyjęta i wszystko potoczyło się tak, jakby nic wcześniej się nie wydarzyło.
Jechałam z ciężkim sercem przygotowana na trudną rozmowę, ale ona nie chciała rozmawiać.
Od tamtego dnia żyjemy w zgodzie, może nawet się polubiłyśmy.
Wiem, że tak się dzieje prawdopodobnie dlatego, że nie mieszkamy razem, ani nawet blisko siebie.

Moja teściowa mieszka na wsi i zawsze obdarowywała nas świeżymi warzywami, owocami i własnoręcznie przygotowywanymi przetworami.
Te przetwory to jej oczko w głowie. Kiedy nie chcemy ich zabierać, bo przecież tyle pracy w to wkłada, czuje się urażona – ona robi je z myślą o nas między innymi.
Ja mam wyrzuty sumienia, że tyle się przy tym musi napracować, a ja lekką ręką zabieram.
Na tym polu nie sposób się dogadać, ktoś musi ustąpić. Tak, wiem, jestem wygodna.

Każdy słoik jest przez moją teściową opisany. Nigdy się nie śmiałam i nigdy nie komentowałam, ale jako, że od dziecka jestem wyczulona na błędy, to  „ogurki” czy „krzan” na wieczkach słoików natychmiast biły mnie po oczach.
Nie wnikałam w szczegóły, wiedziałam, że moja teściowa nie miała łatwego życia, ale dopiero teraz dowiedziałam się od niej, jak bardzo było ono trudne. I dotarło do mnie, że to, że w ogóle czyta i pisze cokolwiek, to niemalże cud.

Urodziła się, podobnie, jak moi dziadkowie, na terenach dzisiejszej Ukrainy.
Szczęśliwe dzieciństwo, bracia, siostry, kochająca mama, tata z aspiracjami, zabawy z kolegami z sąsiedztwa.
I nagle wszystko zaczyna się zmieniać. Pojawia się strach, ci, z którymi dzień wcześniej się rozmawiało, patrzą wrogo.
Nie można przejechać przez las do sąsiedniej wsi, bo po drodze czyhają ludzie z bronią, której chcą użyć.
Trzeba nocami uciekać z domu i spać w lesie, żeby przeżyć.
I na koniec trzeba spakować co się da i szukać domu w całkiem obcym miejscu.

A w międzyczasie rodzice próbują zaspokoić podstawowe potrzeby swoich dzieci. Nauka jest jednak niemożliwa. Bo albo szkołę zamykają, albo nie można dotrzeć z wiadomych powodów do szkoły w innej miejscowości. A na koniec jako już starsze dziecko, bo najlepsze lata dzieciństwa uciekły, trzeba po prostu zabrać się do roboty, żeby pomóc rodzicom.
Moja teściowa naukę zaczynała 4 razy i udało jej się zrobić 4 klasy.
Stąd te ogurki i krzan.

„Miałam wtedy tyle lat, co Ania.” Popatrzyłam na moją córeczkę i wyobraziłam ją sobie uciekającą nocą do lasu. Jej wielkie ze strachu oczy, boi się przecież byle grzmotu.
Boi się pająków, więc pewnie nawet by nie usiadła. Z zimna i wilgoci pewnie zaraz dostałaby zapalenia płuc.
Nie mogłam sobie wyobrazić moich dzieci w takiej sytuacji.
To jest za trudne, chociaż mam całkiem sprawną wyobraźnię.
A przecież codziennie niemalże patrzę na dzieci, którym zabrano dzieciństwo.

Jaka ma być puenta tego dzisiejszego wpisu? Nie wiem.
Cieszę się, że ta nasza rozmowa się zdarzyła i wiem, że nie jestem dobrą synową.

7 thoughts on “Czasami wyobraźnia nas zawodzi

    1. Oj, to prawda, jest taka historia, którą opowiedział mi moja teściowa. Wydaje się nieprawdopodobna, zupełnie, jak z filmu. I ze szczęśliwym zakończeniem 🙂

    1. Ja nie miałam tego szczęścia, ale zawsze lubiłam wszelkie opowieści filmowe, czasem, kiedy chodziłam jeszcze do szkoły, ktoś przychodził i opowiadał nam o tych strasznych czasach. Dzisiaj niestety mogą opowiedzieć nam co nieco nasi rówieśnicy, a nawet dużo młodsi od nas. To jest straszne. To bardzo ustawia wszystko na właściwych miejscach, to prawda.

  1. Historia bardzo wpłynęła na ludzi żyjących w trudnych czasach, kształtując ich charaktery. Ale niektórzy z nich pozostali optymistami nastawionymi pozytywnie do życia… także to i tak chyba zawsze sprawa indywidualna, natomiast nie mieli lekko w życiu. Teraz mamy dużo ułatwień i niewiele ograniczeń 🙂

  2. Wchodząc do nowej rodziny nie zawsze mamy szczęście trafić na osoby rozmowne i otwarte.
    Ja również nie czuję się na siłach by rozmawiać z babcią mego syna bez „spinki”. Te rozmowy zwykle mnie stresują. Ale, to prawda, nie należy oceniać ludzi starszych zbyt pochopnie.Przeżyli trudne czasy…

Dodaj komentarz