Czy to ma sens?

pielgrzymka - w drodze
foto: jplenio

Jestem oszołomem, fanatykiem, nierobem i już nie pamiętam, kim jeszcze. Mam szaleństwo w oczach i w ogóle to na pewno jestem  niespełna rozumu. Dlaczego? Bo poszłam na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy 🙂

Tak przeczytałam po powrocie do domu w jakimś artykule w Internecie.

Przeszliśmy z Opola do Częstochowy jakieś 150 km. Nie było łatwo, tym bardziej, że tegoroczne upały, jakie są, każdy czuje.
Daliśmy radę. Jedni cierpieli więcej, inni mniej, ale nie było nikogo, kto mógłby powiedzieć, że było mu łatwo. Bo o to chodzi w pieszej pielgrzymce.
Idziemy, żeby się modlić. Nasz marsz jest modlitwą.
Niesiemy ze sobą mnóstwo spraw. Swoich i tych powierzonych. Nie ma wśród nich łatwych, ale są podziękowania za cuda.
Bo jak inaczej nazwać fakt wyzdrowienia z raka żołądka człowieka, nad którym lekarze rozłożyli bezradnie ręce?
Podziękowania za uzdrowienie pani, która według diagnozy miała nie żyć już od kilku lat?

Idziemy, odmawiamy różaniec, śpiewamy, pomagamy sobie. Walczymy z bólem, zmęczeniem, czasami zwątpieniem, obawą o nasze, a jakże, zindoktrynowane dzieci, które radzą sobie najczęściej lepiej od nas,
Wykorzystujemy na tę pielgrzymkę swoje urlopy.
W zasadzie można by pomyśleć: jaki to ma sens? Idziesz tyle kilometrów w upale, kurzu, bolą cię nogi, a właściwie to całe ciało.
I wszystko po to, żeby przez moment popatrzeć na tę Madonnę w złotych ramach, pomodlić się przez chwilę. W przelocie ogarnąć zdumionym wzrokiem te ściany obwieszone wotami dziękczynnymi. Przeciskać się przez ludzki tłum, żeby na koniec wziąć udział w uroczystej mszy i wrócić autokarem do domu.
Bez sensu, prawda?

Dla kogoś, kto patrzy z boku i widzi tylko tyle, ile można zobaczyć oczami, tak, bez sensu. Dlatego według niektórych jesteśmy szaleńcami.
I nic na to nie poradzimy. Na tę opinię.
Dopóki ci, którzy tak o nas mówią i piszą, nie poczują w swoim sercu wołania, to będziemy szaleńcami.
A jeśli Boga nie ma, jak uważają, to nam to nie zaszkodzi. A jeśli Bóg jest, jak my wierzymy, to nasza modlitwa może im tylko pomóc, chociaż dzisiaj jej nie doceniają.
Nie, nie jesteśmy idealni. Dla niektórych to pielgrzymowanie, to tylko sport. Inni uchylają się od pomocy, jeszcze inni łamią zakaz i na postoju popijają piwko.
Księża też różni. Jedni lepsi, drudzy gorsi, jedni mądrzejsi, inni trochę mniej.
Bo jesteśmy ludźmi. Staramy się, podejmujemy wyzwania i zdarza się, wcale nie tak rzadko, że dajemy ciała.
Może dobrze by było przestać przyglądać się innym i ich oceniać, a skupić się na swoim wnętrzu i swoim zachowaniu? Mnie to bardzo pomogło.

Mimo wszystko to pielgrzymowanie, to coś niesamowitego. Bo pozwala jednak zobaczyć dobro.
W ludziach, którzy podają nam wodę i częstują tym, co mają, kiedy idziemy.
W ludziach, którzy nas karmią na postojach i w ludziach, którzy oddają nam swoje domy, kiedy musimy spać. Tak, są tacy szaleńcy 🙂 A potem jeszcze wstają o świcie, żeby nas nakarmić na drogę, albo wiozą bagaże na miejsce zbiórki.
W ludziach, którzy idąc obok po prostu poniosą przez chwilę twój plecak, chociaż ich własny nie jest lekki, albo podzielą się bułką.
A poza tym, albo raczej przede wszystkim, to co najważniejsze odbywa się w sercu, w głowie, we wnętrzu. Tam, gdzie nikt nie widzi i odbywa się tak, że nie można tego opowiedzieć tak po prostu, bo nasze zwykłe słowa nie potrafią tego opisywać.
Łatwe to nie jest, ale kiedy uda ci się oderwać od siebie i zobaczysz, że chociaż nic nie zależy od ciebie, to właśnie tak jest dobrze, ogarnia cię spokój, jakiego sam nie mógłbyś sobie nigdy zapewnić.

Przez cały kolejny rok będę szła w tej pielgrzymce, tak jak przez ostatni rok szłam w tej mojej pierwszej.
Te ważne chwile, te usłyszane słowa, te momenty niesamowitego spokoju, te twarze, które pamiętam, żarty, wspólny śpiew i modlitwa będą mi pomagały.
I niech tam, mogę być oszołomem.

Related posts