Czy twoje kosmetyki są bezpieczne?

No to, zgodnie z obietnicą, zaczynamy.
Na początek jednak jedno, małe zastrzeżenie.

Pisałam już wcześniej chyba, że nie jestem ekspertką w dziedzinie kosmetologii, ani chemikiem.
Wszystko, co tu napiszę, to będą tylko i wyłącznie moje subiektywne oceny i odczucia. Informacje, które udało mi się znaleźć w Sieci.

Odrobinę więc zagłębiając się w temat stwierdzam, że opinii w sprawie kosmetyków i tego, które lepsze czy naturalne czy te tradycyjne czy nawet na temat samych składników tychże kosmetyków są bardzo rozbieżne. I że temat ten wzbudza mnóstwo kontrowersji i emocji.

Ja nie wiem, ja się na tym zupełnie nie znam. Nie przytaczam badań, nie powołuję się, na zagraniczne portale, bo nie znam na tyle dobrze języka angielskiego.
Zainteresowałam się tym tematem ze względu na swoje własne potrzeby i poszukiwania, bo zauważyłam, że te kosmetyki, które stosowałam dotąd, albo przestały działać, albo wywołują jakieś efekty niepożądane. Moje dzieci miewają przeróżne niepokojące zmiany skórne.
Nie posługuję się więc naukowym, mądrym językiem, a swoim własnym i pewnie uproszczonym. Niektóre tematy opisuję dość słabo i być może ci mądrzejsi zapragną mnie wyprowadzić z błędu.
Można to oczywiście zrobić. Tylko po co?
Nie będę się kłócić, ani niczego udowadniać. Poszukałam, poczytałam, wyciągnęłam swoje własne, osobiste wnioski i podjęłam decyzję, że z pochodnymi ropy naftowej na przykład  mi nie po drodze.

Być może, nawet prawdopodobnie, jest więcej osób takich, jak ja, które mają jakieś problemy, nie tylko ze skórą, wbrew pozorom i nie wiedzą z czego one wynikają. Może ta lektura skłoni je do obserwacji i podjęcia kroków w stronę wyeliminowania pewnych składników z własnych kosmetyków, z kosmetyków dla dzieci.
Zapraszam do przeczytania i do wyciągania własnych wniosków.
Ameryki tu nie odkrywam, wszystkie informacje można sobie odnaleźć na własną rękę, ale może taka zebrana w jednym miejscu „wiedza” komuś się kiedyś przyda 🙂

Co kryją w sobie kosmetyki, które kupujemy w drogeriach

Dowiedziałam się, że na opakowaniach kosmetyków składniki wymienia się w kolejności ich zawartości czyli te, których jest najwięcej znajdują się na początku listy.
Patrząc więc na najzwyklejszy krem, ten, którego używała moja ulubiona sąsiadka z dzieciństwa (zawsze wiedziałam, że jest w pobliżu, bo zawsze czuć było ten krem, kiedy przechodziła)
Co tu mamy?

Aqua
No to, to nawet ja wiem :-).

Na drugim miejscu jest Glicerin. Co to takiego?
Gliceryna, inaczej glicerol czyli alkohol trójwodorotlenowy. Jest dodawana do kosmetyków ze względu na to, że dobrze pochłania wodę, nie rozpuszcza się w tłuszczach, ale jest dla nich dobrym rozpuszczalnikiem.
Nawilża skórę i zapobiega krystalizowaniu się pozostałych składników zawartych w kosmetykach nadając im odpowiednią konsystencję.
I wszystko byłoby w porządku, bo z tego, co wiem nie jest szkodliwa, a nawet podobno wskazana dla osób ze skórą atopową.
Tyle tylko, że gliceryna może być pochodzenia naturalnego – powstaje najczęściej poprzez zmydlenie tłuszczy roślinnych, albo syntetyczna.
Syntetyczna gliceryna jest ponoć najczęściej wykorzystywana do produkcji kosmetyków, a jest to pochodna propylenu. A propylen jest gazowym węglowodanem wytwarzanym z benzyny.
W związku z tym, być może jestem głupia, trochę sobie pozwalam nie do końca wierzyć w zapewnienia o braku szkodliwości dla skóry człowieka czegoś, co jest pochodną benzyny. Bo przecież na opakowaniu nikt nie napisze czy wykorzystana w kosmetyku gliceryna jest pochodzenia roślinnego czy jest syntetyczna.

Dalej w kolejności jest Parafinum Liquidum czyli olej mineralny.
Powstaje w procesie destylacji ropy naftowej. Tworzy na skórze tzw. tłusty, ochronny film. Dzięki zastosowaniu parafiny skóra staje się gładka i elastyczna. To jej strona pozytywna.
Negatywna jest taka, że skóra potraktowana parafiną nie ma dostępu do tlenu, co powoduje zatykanie się porów, a na powierzchni tłustego filmu gromadzą się zanieczyszczenia z powietrza.

Alcohol Denat to pozycja trzecia. Uwaga, uwaga: alkohol skażony, skażony różnymi substancjami chemicznymi, inaczej alkohol denaturowany czyli denaturat.
Moje pierwsze skojarzenie? Znów dzieciństwo, czasy, kiedy w sklepach naprawdę nic nie było i panowie, którzy byli zawsze, lubiący napoje wyskokowe, spotykali się pod sklepem dzierżąc w dłoniach półlitrowe butelki z fioletową cieczą. Denaturat to był. Moja mam mówiła, że z powodu tego koloru mają takie fioletowe nosy.
A co on robi w kosmetykach? W kosmetykach służy jako rozpuszczalnik dla innych składników, ma za zadanie odtłuszczać, ale również niestety wysusza skórę i może ją podrażniać. Może powodować również stany zapalne i zwiększać wydzielanie sebum, pewnie jako reakcję ochronną organizmu.
A poza tym … nie chcę mieć fioletowej skóry :-))

Kolejny alkohol Cetyl Alcohol. Alkohol – emulgator. Dzięki niemu na skórze tworzy się tłusty film, który stanowi warstwę ochronną, ponieważ zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z naskórka. dodany do kosmetyku sprawia, że ten się nie rozwarstwia. Jego pochodzenie jest organiczne.

Hydrogenated coco-glycerides. Nazwy coraz trudniejsze, a to ciągle emolient. Jego pochodzenie jest organiczne. Oprócz właściwości charakterystycznych dla wcześniej wymienionych, sprawia, że kosmetyk, do którego zostanie dodany, jest plastyczny, łatwo się go rozsmarowuje.
Dla jasności: „
Emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy”

Glyceryl Stearate. A co to takiego? Kolejny emolient? Nie za dużo ich w jednym kremie?
I ten tworzy na skórze film chroniący przed odparowaniem wody, ale jak poprzednie może powodować powstawanie zaskórników. I jego pochodzenie jest organiczne.

Stearyl alcohol. Wbrew pozorom, jak zauważyliście, to szczególne słówko alkohol nie oznacza w tym  przypadku alkoholi w tym potocznym znaczeniu. Substancje te nie drażnią skóry, a tworzą na jej powierzchni tłusty, ochronny film. Co prawda skóra pokryta emolientem nie ma dostępu powietrza i tworzą się na niej zaskórniki i stany zapalne, ale chciałoby się powiedzieć coś, za coś. Skoro tyle tego w jednym kremie, to dla laika wydaje się oczywiste, że jest niezbędne, chociaż pojawia się z tyłu głowy lekki niepokój.

Ten alkohol ma jeszcze tę cechę, że zmętnia konsystencję kosmetyków, żeby zmniejszyć przepuszczalność światła.

Cera Microcristallina. Jaka ładna nazwa. A to też emolient.
Ten, oprócz wszystkich cech wspólnych dla emolientów ma jeszcze moc lepienia, inaczej łączenia składników kosmetyków suchych. A w kremach wpływa na ich konsystencję.

Palmitic Acid. Zdziwieni? Emolient. Nasycony kwas tłuszczowy. Nierozpuszczalny w wodzie.

Stearic Acid. Emulgator. Substancja renatłuszczająca czyli odbudowująca w tym przypadku barierę lipidową skóry.

Tocopheryl Acetate. Octan tokoferylu, Witamina E. Przedłuża żywotność kosmetyku, bo ma właściwości konserwujące, a jednocześnie przeciwzmarszczkowe i odżywcze dla skóry, wzmacniające i ochronne.

Sodium Carbomer zapobiega wysychaniu kosmetyków, ale również wypełnia zmarszczki, nawilża i pielęgnuje skórę, uelastycznia ją, Działa przeciwzapalnie i ma zdolność wychwytywania jonów metali ciężkich i toksyn z otoczenia.

Myristic Acid to organiczny kwas mirystynowy, emolient i emulgator w jednym. Występuje w oleju z kokosa i w oleju palmowym. Jest komedogenny czyli… zatyka pory skóry, co powoduje, ta dam…że powstają zaskórniki.
A tak po za tym ma mnóstwo „cennych” właściwości. Jest ochronny , wygładzający, zmętniający, natłuszczający, tworzy na skórze tłusty film…

Arachidic Acid. Kolejny tłusty emolient. Znacie to już. Tworzy na skórze film, może powodować powstawanie zaskórników, ale zapobiega odparowywaniu wody ze skóry. I na dodatek może ulegać jełczeniu.

Oleic Acid. Nie ma co pisać, bo trzeba by powtórzyć właściwie dokładnie to, co wyżej.

Dimethicone. Suchy emolient. Silikon. Co prawda to organiczny związek chemiczny, ale jednak brzmi strasznie, prawda? Ma działanie komodegenne, jak pozostałe emolienty. Może odkładać się w organizmie, może wywoływać alergie.

Phenoxyetanol. Organiczny, eteryczny związek chemiczny. Konserwant. W kosmetykach występuje w wersji syntetycznej. W Japonii podobno zakazany.
Może powodować kontaktowe zapalenie skóry, a u co bardziej wrażliwych wymioty. Co prawda w jednym kremie pewnie nie szkodzi ze względu na znikomą ilość, ale biorąc pod uwagę fakt, że z pewnością występuje w różnych kosmetykach, których używam, jego ilość, która oddziaływuje na mój organizm, zwiększa się, więc ja, wolę dmuchać na zimne.

Methylparaben jest konserwantem, który ma za zadanie ochronę kosmetyku przed grzybami i drobnoustrojami. Podobno według najnowszych badań ten paraben nie jest szkodliwy dla zdrowia i można go używać zarówno w kosmetykach, jak i w żywności. Co powiedzą jakieś kolejne badania, które być może  w niedalekiej przyszłości ktoś przeprowadzi?
Osobiście, tak na wszelki wypadek staram się chronić siebie i rodzinę przed tym, co moim własnym osobistym zdaniem jest nie do końca pewne.

I to na razie byłoby na tyle.
To skład najprostszego, wydawałoby się kremu, więc nie ma tu PEG-ów czy sztucznych barwników, ale zastanawia mnie po co w jednym kremie tyle tych emulgatorów i emolientów. ???

Dla porównania jeden z naturalnych kremów, których mam ostatnimi czasy możliwość używać, zawiera ich tylko 5 i wszystkie w stu procentach naturalne: olej macadamia, z pestek winogron, rycynowy, jojoba,  olej z nasion ogórecznika.
Nie jełczeje, nie uczula, a skóra jest świeża i nie obciążona, jak po innych kremach.  Mam wrażenie, że dopiero teraz naprawdę wie, że żyje.
I wbrew pozorom nie kosztuje majątku. Jak to możliwe i gdzie tkwi tajemnica?

Organic Life
krem w 100% naturalny

I to będzie już koniec tego przydługiego wpisu.
Kolejne już niebawem, bo sama jestem ciekawa co sobie do tej pory serwowałam na skórę i jakie to ma albo mogłoby mieć skutki w dłuższym okresie czasu.
Następnym razem jednak będzie nieco inna historia z zupełnie innej beczki, że się tak poetycko wyrażę, bo uczestniczyłam w ostatni weekend w czymś pięknym, o czym chcę opowiedzieć.

Related posts