foto: lonniehb
foto: lonniehb

Kiedy włączam komputer, albo telewizor często chce mi się po prostu płakać.
I myślę sobie, że tytuł mojego bloga brzmi po prostu ironicznie w  obliczu tych wszystkich wiadomości z Gazy, Iraku, Ukrainy i tylu innych czasami tylko sporadycznie wspominanych miejsc.
Tyle nieszczęść… tyle nieszczęśliwych dzieci…

Na szczęście zawsze wśród tych tragicznych wiadomości pojawia się mała iskierka, dzięki której nie zmieniam tytułu bloga i chociaż na chwilę odzyskuję wiarę i nadzieję.
Bo życie może być piękne, także pomimo trudności i nieszczęść, takich jak choroba czy śmierć bliskiej osoby.
Może być piękne, kiedy jest miłość, wiara i poczucie, że jest się komuś potrzebnym.

Dwie historie

Ośmioletni rudzielec Noah z Idaho ma sześcioletniego brata Lucasa.
Lucas jest od urodzenia niepełnosprawny z powodu choroby neurologicznej o nazwie gładkomózgowie, albo bezzakrętowość, która jest nieuleczalna i w większości przypadków śmiertelna.
Bracia, z tego, co opowiadają rodzice bardzo się kochają i są wręcz nierozłączni.
I z tego powodu Noah wpadł na pomysł, aby Lucas, z jego pomocą, wziął udział w dziecięcym triathlonie.
I dokonał tego. Razem dobiegli do mety. Obaj uśmiechnięci, każdy po swojemu.
TUTAJ  zobaczycie jak Noah tego dokonał.

Inny chłopak, Hunter, tym razem z Michigan chciał swojemu choremu na porażenie mózgowe bratu pokazać kawałek świata.
Zrobił więc rzecz najprostszą – nie wiem czy z braku środków czy z braku pomysłu czy po prostu dlatego, że uważał, że to będzie najlepszy sposób.

Wziął brata na plecy i poszedł piechotą.
Szli w ten sposób przez 65 km. co wzbudziło niemałe zainteresowanie.
Może przy okazji chodziło o zainteresowanie innych samą chorobą?
Nie wiem, bo strona, na której znalazłam tę informację, zniknęła i nie możemy sprawdzić.
To jednak nie jest dla mnie najważniejsze.
Liczy się ten gest, ta chęć zrobienia czegoś więcej niż zwykle dla najbliższej osoby.

Czy to ma sens

Na pewno znajdą się tacy, którzy na takie wiadomości zareagują pytaniem: a po co, a jaki to ma sens?
Albo stwierdzą, że to tylko tanie gesty, które mają za zadanie wzbudzenie sensacji, zdobycie popularności, albo, co najgorsze, pieniędzy.

A ja uważam, że nawet jeśli takie właśnie były pobudki dwóch braci, to i tak nie ma w tym niczego złego.
Pieniądze tak chorym osobom zawsze są potrzebne, zainteresowanie chorobą zawsze jest potrzebne, bo dzięki zainteresowaniu ci, którzy mogą i chcą coś zrobić, robią.
Przede wszystkim jednak wierzę po prostu w miłość tych dzieci i w ich bezinteresowność.
I uważam, że między innymi dzięki takim Ludziom, jak Noah i Hunter, ten świat jeszcze jako tako funkcjonuje.

Dodaj komentarz