I bądź tu mądry

moje kochanie, zawse możesz na mnie liczyć
foto: rawpixel

Jakoś ostatnio coraz częściej mam wrażenie, jakbyśmy  z moimi córkami mówiły zupełnie innymi językami.
Rozmawiamy o czymś, a na koniec się okazuje, że każda z nas zrozumiała coś innego, albo trochę inaczej.
Najczęściej żadna nie zamierza ustąpić, święcie przekonana o swojej racji.
Skąd my to znamy, prawda?

Nastolatka czy wciąż dziecko ?

11 – latka ma już od dawna swoje zdanie na prawie każdy temat.
I chociaż w niektórych kwestiach przychodzi po radę, to mam wrażenie, że niekoniecznie i nie zawsze przekonuje ją to, co mówię. Nie jest tak, że nie bierze wcale mojego zdania pod uwagę, ale po swojemu je sobie dopasowuje.
Zabawnie to czasem wygląda.
Innym razem po prostu ma w nosie to, co mówię, bo wie swoje.
Z jednej strony mówi mi: mamo, wiesz, że to niedobrze, że stosujesz na co dzień tusz wodoodporny, bo możesz sobie zniszczyć rzęsy? ( nie wiem tego, bo nigdy na ten temat niczego nie czytałam, nie oglądałam, nie interesowałam się).
Z drugiej strony ciągle wkłada pod poduszkę wypadnięte zęby. Nie, żeby wierzyła we wróżkę – zębuszkę, ale tak fajnie jest być czasem małym dzieckiem.
Z jednej strony radzi sobie z mnóstwem obowiązków,  jak człowiek dorosły, a z drugiej siada przed telewizorem, żeby obejrzeć bajkę dla trzylatków i mówi, że to bardzo fajna bajka.
Czytanie książki, za wyjątkiem „Tajemniczego ogrodu” to strata czasu, oglądanie na Youtube filmików o robieniu pomponów nią nie jest.

Która metoda najlepsza? Ta, która przynosi efekty

Nie wiem czy to taki wiek, ale trajkocze ostatnio, jak nakręcona i bardzo często po prostu zupełnie nie rozumiem co mówi.
Bardzo ją to oburza, bo podobno wszyscy rozumieją, tylko ja nie.
Czasem tak bardzo jej na czymś zależy, że mówi półsłówkami oczekując, że w lot zrozumiem, bo przecież powinnam.
Czasem słyszę, kiedy już się odwrócę, jak pod nosem coś mamrocze wściekła, że znowu nie wiem, o co jej chodzi.
Czasem ja zaciskam zęby i wychodzę, żeby nie wybuchnąć.
A czasem wybuchamy.
I wiecie co? To często pomaga.
Kiedy  już każda z nas głośno powie, co leży jej na sercu, atmosfera się oczyszcza i można nareszcie w spokoju porozmawiać.
I wtedy wszystko jest jasne.
Nie namawiam nikogo do kłótni, bo na pewno lepiej jest panować nad emocjami i w spokoju załatwiać ważne sprawy, ale chyba muszę się pogodzić z faktem, że ja i moja starsza córka jesteśmy tak do siebie podobne, że te wybuchy to chyba coś, czego nie uda się nam do końca uniknąć.
Drugi sposób jest dobry, na pewno lepszy, ale nie zawsze udaje się go wdrożyć w życie, ale pochwalę się, ostatnio mi się udało.
Poszłam sobie na spacer, wiatr mnie dokładnie przewiał, dobrze, że nie porwał. Wróciłam z czystą głową, Królewna się uspokoiła i sporna sprawa została załatwiona raz dwa.

Napisz, co czujesz, kochanie

Z młodszą Królewną sprawa jest zupełnie inna. Ona jest osóbką, która mnóstwo rzeczy chowa w sobie i nie mówi, tzn. nie zwierza się zbyt często. Niczego nie chce i niczego nie potrzebuje, ale wszystko, co się wydarza przeżywa 4 razy mocniej niż jej koleżanki. Czasami wystarczy jeden gest, albo jedna mina, żeby jej poprawić, albo zepsuć nastrój. Nie lubi się pokazywać, zawsze do wszystkiego jest ostatnia.
I właśnie ma ciężki okres w swoim życiu. Dlaczego? Tego właśnie nie wiem i od tygodni próbuję się dowiedzieć.
Sprawa jest  ważna, bo w listopadzie miałam powtórkę z rozrywki czyli kolejny pobyt na oddziale neurologicznym.
Mała głowa bolała i bolała przez trzy tygodnie, albo i dłużej. Badania nie wykazały, jaka może być przyczyna, ale obserwując ją dochodzę do wniosku, że to coś z emocjami.
Próbuję i próbuję, obserwuję i słucham, ale ona nie chce nic mówić.
Mam taki swój zeszyt, w którym sobie po staremu czasem coś zapisuję.
Któregoś dnia Marysia zapytała, co piszę. Odpowiedziałam, że zapisuję to, jak się czuję i dopiero, kiedy już usłyszałam swoje słowa poczułam się, jak pomysłowy Dobromir. Pamiętacie taką bajkę?

Wpadłam na pomysł, jak pomysłowy Dobromir
Pomysłowy Dobromir

Marysia dostała zeszyt i zaczęła co wieczór zapisywać to, co chce zapamiętać, to co było ważne, albo trudne.
Jak na razie niczego wyjątkowego się nie dowiedziałam, bo to jest taki pamiętnik, który każdego wieczoru moja córka przychodzi mi przeczytać.
Mówić nie chce, ale czyta bardzo chętnie.

Ja mam prawdopodobnie jakąś obsesję na temat tego rozmawiania z dziećmi, ale co chwilę gdzieś słyszę lub czytam o dzieciach, które popełniły, lub próbowały popełnić samobójstwo.
Zwykle rodzice nic nie wiedzieli o problemach swojej córki lub syna. I to mnie przeraża, że mogłabym czegoś nie zauważyć i nie zdążyć.
Nie chciałabym, żeby któraś z moich córek, powiedziała coś strasznego, tak  jak chłopcy, których niedawno mijałam.
Mieli może po 10 lat i jeden do drugiego mówił, że mu się nie chce żyć. Dlaczego 10-latkowi nie chce się żyć?

Wszystko zostaje w rodzinie

Cóż, ostatnio mam takie wrażenie, że sobie nie radzę. Inne mamy mają gotowe odpowiedzi i rozwiązania, a ja ciągle mam uczucie, że jestem gdzieś z tyłu i nie nadążam.
Bo jak tu się odnaleźć, kiedy odkrywasz w swoim dziecku dr. Jekyll’a i Mr. Hyde’a? Rozmawiasz przez godzinę z rozsądną dziewczyną, która ni stąd ni zowąd zamienia się w rozhisteryzowanego kilkulatka.
Nieustannie mnie to zadziwia i zaskakuje. Zostaję z otwartą paszczą i opadniętymi ramionami.
I czekam, bo co mogę zrobić?
Kiedy to mija, zwykle są przeprosiny, próbujemy zrozumieć, o co właściwie chodziło i idziemy dalej.
Czasem myślę, że następnego razu już nie przeżyję.

Zdaję sobie sprawę, że takie zachowania, to coś normalnego. Rozmawiam z innymi mamami, pamiętam siebie.
Może byłoby łatwiej gdzieś pójść, kogoś się poradzić, przeczytać mądrą książkę? Ostatnio miałam propozycję, żeby młodszą Królewnę zaprowadzić do psychologa.
Jakoś nie mogę się do tego przekonać. Naszymi psychologami są babcia i dziadek.
Kiedy ja nie potrafię do którejś dziewczyny dotrzeć, proszę ich, żeby z nią porozmawiali.
Z dziadkami dzieci rozmawiają jakoś inaczej, oni mają inne podejście, inaczej widzą też sytuację, bo bardziej z zewnątrz.
Z większością dobrych rad mam wrażenie, że nie do końca przystają do moich dzieci, ale to nie jest tak, że wcale nie korzystam z mądrości innych. Robię to tak trochę po swojemu.
Bo nawet najlepszy psycholog, moim zdaniem, nie pozna mojego dziecka tak, jak ja je znam. A nie uwierzę, że każdego można dopasować do szablonu.

Jaki wniosek z tego całego pisania na koniec? Matka się musi czasem po prostu wygadać, a poza tym po cichu liczę, że może ktoś się podzieli swoimi przygodami. Przykłady z życia są najbardziej pouczające.

Tutaj także bywam

Related posts

3 Thoughts to “I bądź tu mądry”

  1. Magda, nie jesteś sama. 💗 Twoje córki rozwijają się modelowo, po prostu ten czas trzeba przeżyć pogodnie. Wsparcie mądrych dziadków, którzy potrafią powściągnąć emocje i popatrzeć z szerszej perspektywy, bezcenne:)
    U nas pomocne na etapie dojrzewania okazało się wsparcie młodego, bezstronnego mentora w osobie studenta, Skauta, bezpośredniego przełożonego syna, który zapytał mnie kiedyś w rozmowie telefonicznej, o czym powinien porozmawiać z naszym synem, jakie obszary sprawiają nam najwięcej trudności? 🙂 syn zaczynał wtedy naukę w gimnazjum, a przełożony był już studentem i oczywiście bardzo synowi imponowało, że student idzie z nim do kina, a potem piją wspólnie colę i rozmawiają poufnie o męskich sprawach. Po tych rozmowach Młody wracał podbudowany, dowartościowany, spokojniejszy i jakoś tak burzliwe chmury emocjonalne zmieniały się w bezchmurne niebo…
    Spróbuj poszukać w waszym gronie kobiety, która będzie córce imponować, i poproś ją choćby o jednorazowe wsparcie.
    Czasem cuda się dzieją choćby i po rozmowie z inną mamą, która potrafi wysłuchać z empatią.
    I tak to już jest, że młodzież zachowuje się najbardziej bezwzględnie wobec własnych „starych” bo zwyczajnie wobec innych nie wypada, a mama, wiadomo, wszystko wybaczy…
    Co do pomysłu zapisywania uczuć przez twoją Marysię, introwertyczkę, zeszyt przemyśleń to dobry pomysł 🙂
    Wciąż namawiam do sokoterapii i zakupu slowjuicera, szklanka soku z 🥕 marchewki, buraczków i 🍏 jabłek nawadnia i skutecznie odtruwa, a ból głowy to często sygnał, że w organizmie zgromadziło się dużo toksyn z zażywanych np antybiotyków czy środków przeciwzapalnych, przeciwbólowych. W naszej rodzinie inwestycja 600 zl w sokowirówkę zwróciła się szybko w formie lepszego samopoczucia, większej odporności i większej witalności.
    A dyżurne robienie soków dla mamy, taty czy siostry to powód do dumy i frajda z tego, że robimy witaminowy prezent dla najbliższych, wrzucam ten temat do przemyślenia:))) życząc ci cierpliwości i powodzenia na niełatwej drodze bycia mamą nastolatek, pozdrawiam i dziękuję za wpis, który otwiera nam oczy na ważne dylematy rodzicielskie 🙂

    1. Magdalena

      Jak tak sobie trochę pomarudzę i wygadam, a potem kilka osób napisze mi coś dobrego, to mi się od razu lepiej robi i widzę sprawy trochę jaśniej. Że o dziadkach nie wspomnę, 🙂 Dziękuję za dobre słowo

    2. Magdalena Forst

      Jak tak sobie trochę pomarudzę i wygadam, a potem kilka osób napisze mi coś dobrego, to mi się od razu lepiej robi i widzę sprawy trochę jaśniej. Że o dziadkach nie wspomnę, 🙂 Dziękuję za dobre słowo.
      Podobny pomysł, jak ten ze Skautem też czasem wykorzystuję, tylko osóbka odrobinę młodsza, ale starsza od moich dziewczyn. To nasza Zuzia kochana, przewodnicząca Marianek. To naprawdę pomaga. Rozmowa z nią i mnie szczerze mówiąc pomaga, bo nie znam chyba bardziej pozytywnej osoby.
      Co do soków, pomysł, jak najbardziej dobry i do wykorzystania i na pewno spróbuję taki zakup zaplanować, a na razie będę się ratować tym sprzętem, który mam.
      Na szczęście temat antybiotyków odpada całkowicie, bo od lat dziewczyny ich nie miał aplikowanych, a środki przeciwbólowe do momentu tych kłopotów z główką też nie były używane. Jest jeszcze jedna możliwość, ale to muszę dopiero sprawdzić.
      Dziękuję za rady i dobre słowo. Małgosia Winkowska tez mi kilka fajnych tematów podrzuciła, więc dam radę 🙂
      Dziękuję też za cierpliwość do czytania tego mojego pisania. Mam ostatnio wrażenie, że się tu u mnie coraz większy chaos wkrada. Próbuję to jakoś ukierunkować, ale opornie mi to idzie.
      Buziaki

Leave a Comment