Jak odnaleźć się w tym internetowym świecie

Jaksię odnaleźć w tyminternetowym świecie? PO swojemu
foto: MabelAmber

Piszę sobie ten mój blog już od ponad trzech lat i obserwuję świat i codziennie dochodzę do wniosku, że za nim nie nadążam. Tak bardzo nie nadążam, że ostatnio nawet się przez to stałam chyba bardziej wyrozumiała dla innych.
Na przykład dzisiaj wracałam z pracy nową ścieżką rowerową, kiedy nagle tuż właściwie przede mną, wszedł na tę ścieżkę starszy pan.
W wielu miejscach wymalowane są pasy dla pieszych, ale pan zupełnie nie zważał na to, że raz – idzie nie po pasach, tylko obok nich, dwa idzie po skosie utrudniając mi przejazd.
Właściwie, to chyba nawet nie wiedział, że za nim jestem.
W pierwszym momencie się wkurzyłam, ale zaraz potem pomyślałam sobie, że przecież ten człowiek mieszka tu pewnie od XX lat i nigdy nie było w tym miejscu ścieżki.
To raz, a dwa, że w jego życiu  nastąpiło już pewnie tyle zmian, a ostatnio życie to w ogóle jedna wielka zmiana, że on pewnie za tym nie nadąża. Może już nawet przestał w ogóle zdawać sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje. Tak pomyślałam, bo wydawał się odrobinę nieobecny.
Zahamowałam i pozwoliłam mu spokojnie przejść nie używając dzwonka.

Tak więc nie nadążam. No i co to za niezwykły news?
To przecież nic nowego. Nie nadążam od dawna. Może od zawsze. Trochę z zasady, a trochę dlatego, że mam jakiś feler w mózgu. Tzn. jestem zdrowa, ale używając popularnego powiedzenia: odrobina techniki i zaraz się gubię. A wszystko, co wymaga ode mnie wykonywania, jak dla mnie, wyjątkowych, skomplikowanych czynności w celu zwrócenia na siebie uwagi innych, już jest  techniką.
Ciągle z tym w sobie walczę i ciągle coś usiłuję z tym zrobić. Dopasować się, zorientować, jak to wszystko ugryźć.
No, bo przecież, jako blogerka powinnam sobie radzić lepiej. Bo co to za blogerka, która nie ma fanów?

I oto, ku mojemu niebotycznemu zdziwieniu ( ależ ja używam słów 🙂 dzisiaj zobaczyłam, że mój tzw. fanpage na Facebooku polubiło 499 osób, słownie czterystadziewiećdziesiątdziewięć osób. Tak zwany , bo z prawdziwym fanpagem niewiele ma prawdopodobnie wspólnego. Do tej pory właściwie go nie prowadziłam.
Nie wiem czy was ta moja radość i zdziwienie śmieszy, ale w życiu nie myślałam, że tylu ludzi kliknie w ten prostokącik przy mojej stronie.
No i teraz mam zagwozdkę, bo właśnie chciałam sobie postanowić, że nie będę próbowała nadążać 🙂

I po chwili głębszego namysłu pozostaję przy zdaniu, że nie będę próbowała nadążać. Jestem jaka jestem.
Oczywiście pojęcie jakieś trzeba mieć, bo inaczej świat mi ucieknie zupełnie, ale nie wszystko musi być dla mnie.
Youtuberką nie zostanę prawdopodobnie, bo nigdy nie można mówić nigdy, ale jakoś nie bardzo siebie w tym widzę. Podcasterką? Może.
Na Instagramie kariery nie zrobię, bo nijak nie mogę zrozumieć mechanizmów tym medium rządzących. Przynajmniej dzisiaj.
Więcej grzechów nie pamiętam, bo Snapchata nie ogarniam w najmniejszym nawet stopniu. A o innych to pewnie nawet nie wiem, że istnieją.
Nie, nie chodzi mi o to, żeby teraz poszpanować, jaka to jestem osobna, indywidualistka czy tym podobne.
Będę śledziła, co się dzieje, będę pewnie próbowała, ale nie zacznę teraz fotografować swojej owsianki, bo zresztą, co tu fotografować? Owsianka, jak owsianka 🙂
Nie będę robiła Instastory, tak się to chyba nazywa, bo ja mam zupełnie zwyczajne życie. Co ja bym mogła Wam powiedzieć, czego byście sami nie wiedzieli? I po co mam Wam zawracać głowę, co chwila: hej to znowu ja, jestem teraz na spacerze z psem i jestem szczęśliwa…
Albo: które buty kupić? Te zielone czy te fioletowe?
Może to jest fajne, ale w moim wykonaniu? Chyba bym pękła ze śmiechu.

Mam takie wrażenie, tak na mnie to osobiście działa, że tego jest zbyt dużo. Nawet, kiedy kogoś lubię, kiedy jest w jakiś sposób interesujący, to w pewnym momencie robi się dla mnie uciążliwy. Bo jest go po prostu za dużo.
A ja przecież potrafię go odnaleźć, jeśli czuję potrzebę odwiedzenia go.
Przecież na co dzień, nawet telefonicznie, nie atakujemy co pół godziny znajomych, żeby im opowiedzieć, że właśnie zjedliśmy frytki i były bardzo niedobre, bo bardzo tłuste.

Nie. Nie jestem minimalistką, nie jestem też wegetarianką, ani weganką. Nie ćwiczę 7 razy w tygodniu, nie mam fioła na punkcie zdrowego stylu życia, chociaż ostatnio coraz bardziej zastanawiam się nad wprowadzeniem zmian dla całej mojej rodziny. Bo nie jest tak, jak powinno być, moim zdaniem. Tzn. nie jest tak, jak powinno być, żeby moja rodzina była silna, zdrowa, radosna. Coś się zaklinowało i trzeba to odklinować.
Mam kilka pomysłów. I chcę do nich podejść na spokojnie i po swojemu.
Chcę zdrowo jeść i zdrowo karmić moje dzieci, męża i psa, ale nie oszukujmy się, trzeba znaleźć sposób na dziecko, które na każde pytanie: co jutro na obiadek, odpowiada: mięsko. Nie podam jej przecież talerza warzyw, choćby najbardziej kolorowego i najlepiej obfotografowanego, bo ich nie zje. Trzeba to jakoś mądrze przeprowadzić. Może na przykład tak, jak Beata Redzimska? Bo mi się to wydaje przekonywujące.

Konkludując, bo czuję, że się już trochę gubię. Pomyślałam sobie, że piszę już ten mój blog od ponad trzech lat i są ludzie, którzy uważają, że jakoś jest interesujący. To może po prostu pozostać przy tym, co robię?
Po swojemu pokazywać świat. Wolniej, ale może nie mniej ciekawie? Bo przecież dzieje się sporo.
Za chwilę już nowy rok szkolny i mnóstwo zmian. Moje Królewny powoli stają się małymi kobietkami i napięć, odkryć, zadziwień jest w związku z tym co niemiara.
Odkryłam świetne kosmetyki, o których Wam opowiem, bo chociaż blogerką kosmetyczną nie jestem i nie będę, to są takie odkrycia, o których nie wolno milczeć 🙂
Co jakiś czas odkrywam coś niesamowitego w modlitwie i tym się na pewno chcę podzielić.
I nieustająco szukam sposobu na życie, a ściślej na zarabianie, bo jakoś to tak szło i nie pamiętam, kto to powiedział, a nie jest to stare przysłowie pszczół: módl się tak, jakby wszystko zależało od Pana Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie. Jakoś tak.
Czasem mi się wydaje, że już znalazłam i liczę, że w końcu okaże się to prawdą, bo pieniądze to środek do lepszego, spokojniejszego i pełniejszego życia. I dzięki nim również, o czym każdego dnia się przekonuję, można zrobić tak wiele dobrego.
Odkrywam, spotykam wspaniałych ludzi, o których chcę wam opowiadać.

Jest o czym pisać chyba. I chcę pisać, ale po swojemu. Niezgodnie z SEO, jak teraz, bez własnych zdjęć, jak teraz, albo ze zdjęciami, których porządny bloger by nie zamieścił, ale co tam
Do roboty. Koniec płaczów, narzekań, wątpliwości, biadolenia.
Nie będzie idealnie, ale postaram się, żeby było z sercem 🙂
500 osób 😮 Dziękuję 🙂

Ps. Ja wiem, że się trochę powtarzam i możecie mieć wrażenie, że kręcę się w kółko. To jest dobre wrażenie. Też je mam.
I może powinnam to sobie na spokojnie w głowie poukładać i dopiero potem zawracać głowę komuś innemu .
Może tak. Robię to tak, bo tak jest mi łatwiej. Po prostu, zero filozofii
Mam nadzieję, że to już ostatni tego rodzaju wpis, a teraz już będę szła jasną drogą ku słońcu :-))
No dobra, może przynajmniej będę miała jasność, w którą stronę się odwrócić.
Pytanie jeszcze, postawione po raz kolejny, wiem: po co mi właściwie to pisanie?
Odpowiedź: bo lubię, bo się  już przyzwyczaiłam, bo ktoś czyta:-), bo pokazując swój punkt widzenia, szukam sprzymierzeńców, potwierdzenia.
Prawdopodobnie świat doskonale poradziłby sobie bez mojego bloga i beze mnie, ale skoro już zaczęłam i mam ten swój mało spektakularny kawałeczek to sobie troszeczkę jeszcze popiszę.

Related posts