Zrobiłam to. Udało się. Przeczytałam po raz drugi „Idiotę” Dostojewskiego.
Pierwszy raz przydarzyło mi się to, kiedy miałam 20 lat. Minęło 27 lat i wrażenia są odrobinę inne, ale emocje chyba nie mniejsze, choć inne wątki poruszały mnie wtedy, a inne dzisiaj.

Idiota Fiodora DostojewskiegoMoje wrażenia z lektury sprzed lat

„Idiota” to jedyna książka, która zrobiła na mnie takie wrażenie, że nie mogłam z jej powodu nawet spać. Poważnie.
Czytałam, wracałam do wcześniejszych wątków, żeby dobrze wszystko zrozumieć. Kiedy nie czytałam, myślałam o tym, co będzie i roztrząsałam to, co się wydarzyło. W nocy śnił mi się książę Myszkin i Nastazja Filipowna.
Ta powieść ma w sobie coś takiego, co człowieka angażuje w stu procentach.
Jeśli jednak myślicie, że Dostojewski to mój ulubiony autor, to nie, nie jest nim.
Przeczytałam jeszcze „Zbrodnię i karę”. Podobała mi się, ale szału nie było.
Podobało mi się opowiadanie „Łagodna”, ale jest niesamowicie przygnębiające, więc na pewno już do niego nie wrócę.
(Jest przedstawienie Teatru Telewizji z Dominiką Ostałowską i Januszem Gajosem, jeśli ktoś miałby ochotę, a nie wiedział. Oboje są po prostu genialni.)
Dwa razy próbowałam podejść do „Braci Karamozow” i do „Biesów” i nie udało mi się na razie.
Bo generalnie te powieści to nie nasze klimaty. Tematy ciężkie, atmosfera przygnębiająca, typy spod ciemnej gwiazdy. Do tego mnóstwo długich, skomplikowanych psychologicznych wywodów, opisów stanów psychicznych.
Do tego się trzeba odpowiednio nastawić i przede wszystkim mieć czas, bo to nie są książki, które można czytać w przelocie.

Podejście numer 2

Dlaczego w takim razie zabrałam się po raz drugi za czytanie „Idioty”?
Zauważyliście może, że ja tak czasami lubię. To nie pierwsza książka, którą czytałam po raz drugi.
Sprawdzam, co mnie poruszało, kiedy byłam małolatą i czy to, co wtedy było ważne, jest ważne dzisiaj i czy zobaczę coś jeszcze, czego wtedy, nie zauważyłam.
Bo kiedy miałam te 20 lat, bardzo naiwnie twierdziłam, że się nie zmienię. Dzisiaj chyba sprawdzam na ile mi się to nie udało.
Wnioski: trochę mi się jednak udało. Bo „Idiota” wciąż jest the best. Chociaż już trochę inaczej, to wciąż angażuje, nie daje spokoju, każe się zastanawiać i roztrząsać motywy i działania bohaterów.

Co takiego jest w tym „Idiocie” i plany na przyszłość

Niby to książka o miłości, ale co to za miłość, która upadla, wciąż wystawia na próby, wciąż każe coś udowadniać.
Co to za miłość, która boli do zwariowania i prowadzi do śmierci i szaleństwa.
Można też z pewnością powiedzieć, że to książka o XIX-wiecznej Rosji, o Rosjanach. Tyle tu motywów, wywodów, tyle różnorodnych, skomplikowanych postaci. Co ciekawe czytając człowiek się w tym wcale nie gubi.
Trudno się czyta te długachne filozoficzne wywody, ale jak się człowiek przysiądzie i wszystko inne wyłączy, to na pewno znajdzie perełki aktualne dzisiaj i tutaj też.
I na pewno jest to książka o walce dobra ze złem, jak każda z tych, które przeczytałam i zdaje się, że każda napisana przez Dostojewskiego. I co ciekawe ja osobiście wcale nie jestem do końca przekonana, która strona mocy zwyciężyła, choć zakończenie sugeruje jednoznaczną odpowiedź. Chociaż może wcale nie sugeruje?
Znalazłam w tej książce coś, czego za pierwszym razem nie zobaczyłam. Odkryłam bohaterów, których wówczas nie dostrzegłam. Zobaczyłam trochę inną historię niż ta, którą zapamiętałam.

Warto było wrócić. Bardzo możliwe, że za kolejnych 27 lat, jeśli tylko będę żyła i widziała, przeczytam „Idiotę” po raz trzeci, czego i Wam życzę.
Nie zrażajcie się językiem i ślimaczym tempem, nie zawsze jest takie. Kiedy wejdziecie głębiej i przestaniecie się skupiać na takich drobiazgach, zobaczycie serce, emocje i nie będziecie się mogli oderwać. Spróbujcie.

Dodaj komentarz