Kosmetyk naturalny? A który to?

 

Dawno już nie było u mnie nic w temacie, który mnie ostatnio mocno interesuje czyli o kosmetykach.
Ostatnio mało w ogóle o czymkolwiek piszę. Jakoś tak się składa, że trzeba więcej zrobić w codziennym życiu poza Internetem, blogiem i całym wirtualnym światem.
A że wymaga to sporo energii i zaangażowania, to na inne sprawy trochę ich już brak.

Kosmetyki Organic Life mają się jednak doskonale, działają doskonale i pozostaję im wierna.
W życiu chyba nie miałam tylu kosmetyków.

Możliwe, że  niejednokrotnie przesadzam, że wyolbrzymiam, zachwycam się może za bardzo, ale wcale nie jestem co do tego przekonana, tzn. do tego, że przesadzam. Wiem, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, co wprowadza do organizmu swojego i swoich dzieci wraz z, wydawałoby się niewinnym, często reklamowanym na lewo i prawo kremem na przykład.
Stosują dezodoranty zawierające aluminium nie wiedząc o tym, że skóra pod pachami ma największą przepuszczalność i wprowadzają to świństwo dzień po dniu do swojego krwioobiegu, a ono osadza się w mózgu na przykład i nigdy stamtąd nie zostanie usunięte.

Niektórzy są bardzo zdziwieni, kiedy się dowiadują. Niektórzy po latach zaczynają zwracać uwagę, na to, co jest napisane na opakowaniach.  Niektórzy dopiero zdają sobie sprawę z tego, że o tym czy kosmetyk jest coś wart, nie decyduje piękne opakowanie i reklama.
A niektórzy, jak pewna dziewczyna, która zarzuciła mi przesadę, bez względu na wszystko, będą wybierać to, co najnowsze, najbardziej trendy, bo ładnie zapakowane i ślicznie pachnie. No po prostu nie można się oprzeć.
Może kiedyś i ona zmieni zdanie.

Koniec przydługiego wstępu

Całkiem niedawno rozmawiałam z moją starszą córką, która już od jakiegoś czasu czuje wielką potrzebę dbania o siebie. Ogląda, czyta, zasięga opinii i chce sama decydować o tym czego używać.
Uczciwie muszę przyznać, że wie o rzeczach, o których ja nie mam pojęcia, bo nigdy nie interesowałam się nimi tak głęboko i zdarza się, że to ona mi radzi , a nie ja jej 🙂
Niestety nie zdaje sobie sprawy ze szkodliwości wielu zachwalanych specyfików, bo i skąd miałaby mieć potrzebną do tego wiedzę. Kieruje się zupełnie naturalnie tym, co zobaczy, co jej się spodoba, co jest, jak mówi, trendy, czego używają koleżanki.
Denerwuje się na mnie, że ja nic tylko ten Organic i Organic i nasza łazienka wygląda, jak sklep z Organiciem, a ona to by chciała pójść, jak koleżanki do drogerii i kupić sobie jakiś kosmetyk sama. Najlepiej taki, żeby miał ładne opakowanie. To jeden z ważnych wymogów. To bardzo ważny wymóg dla 13-latki, chociaż nie jedyny.
Ładny to oczywiście pojęcie względne, ale dzisiaj nie oznacza zwykle tego, co ładne jest według mnie 🙂
Na szczęście dzięki temu Organicowi i mnie się udało osiągnąć małe co nieco i nauczyła się tego, że zanim się zdecyduje, to prosi mnie o przeczytanie składu, bo sama nie potrafi go jeszcze rozszyfrować. I stara się szukać takich kosmetyków, które są naturalne.
I wciąż pada pytanie: ale dlaczego nie, przecież to też naturalny kosmetyk.

I jak to dziecku prosto wytłumaczyć?

Co robić, kiedy kosmetyki, które w opisie na opakowaniu mają wielkimi literami napisane: nie testowano na zwierzętach,  albo kosmetyk w 100 % naturalny, nie do końca takie są? Zwykle mają w składzie przynajmniej jeden lub dwa składniki, które w składzie naturalnego kosmetyku nie powinny się znaleźć.
Na przykład? Na przykład Isopropyl Myristate półsyntetyczna substancja, która jest mocno komedogenna czyli po prostu zatyka pory i powoduje powstawanie zaskórników.
Na przykład Glyceryl Stearate substancja po prostu syntetyczna, również komedogenna między innymi.
Sorbinian Potasu – syntetyczny konserwant – dopuszczony do stosowania w naturalnych kosmetykach, ale silnie uczulający, podobnie jak Benzoesan Sodu, również konserwant dopuszczony do stosowania w określonych stężeniach i również uczulający.
Przy okazji, wbrew temu, co również czasem można znaleźć na opakowaniach drogeryjnych kosmetyków, również tych z najwyższej półki, czyli wbrew hasłu: bez konserwantów – każdy kosmetyk, który zawiera wodę, musi być zakonserwowany. W przeciwnym razie nie moglibyśmy go zbyt długo używać. Zepsułby się po prostu.
A 99% procent kosmetyków zawiera przecież wodę. Kwestia podstawowa więc, to nie to czy konserwant jest, tylko jaki jest? W kosmetykach Organic Life są tylko i wyłącznie konserwanty naturalne pochodzenia roślinnego.

Co w takim razie oznacza dla niektórych producentów hasło kosmetyk naturalny

Bo dla mnie, tak na chłopski rozum, oznacza to kosmetyk, który ma w składzie tylko w 100 procentach naturalne składniki, nie ma syntetyków, nie ma niczego, co mogłoby mi zaszkodzić (oczywiście składniki naturalne też niektórym szkodzą, ale to kwestia indywidualna i ktoś, kto jest alergikiem najczęściej o tym wie i wie także czego powinien unikać).
Trochę to wkurzające, że traktuje się nas, klientów,  w taki lekceważący sposób i każe się nam płacić niemałe pieniądze za coś, co nie jest tym, co się nam obiecuje i co, co gorsza, może nam zaszkodzić lub w wersji light, nie pomóc.

Mnie się to naprawdę nie podoba i dlatego  wybieram Organic Life. Bo tu jest wszystko jasne.
Mówią, że nie ma substancji syntetycznych i ich nie ma. Mówią, że są naturalne konserwanty i są.
Mówią, że kosmetyk doskonale się wchłania i tak jest. Dotąd unikałam używania przeróżnych kremów właśnie że względu na fakt, że nie cierpię tego uczucia, kiedy czuję, że mam coś na skórze.
Mówią, że kosmetyk jest wydajny i taki właśnie jest.
Wszystko jest jasno opisane i po polsku, nie ma potrzeby domyślania się co jest co. Czarno na białym.

I do tego cena, którą mogę zapłacić

Kosmetyki Organic Life nie są drogie. Są oczywiście droższe od tych najtańszych, które można kupić w sieciówce czy w drogerii, ale biorąc pod uwagę ich składy, sposób produkcji, wydajność i jakość, nie są drogie.
Wystarczy choćby porównać ich ceny z cenami innych promowanych szeroko tzw. markowych kosmetyków czy naturalnych serii gwiazd sceny, ekranu, fitnessu. A niejednokrotnie składem  tamte biją na głowę.
Zresztą, co ja będę Wam opowiadać, posłuchajcie kogoś, kto rzeczywiście zna się na kosmetykach od podszewki. Tu akurat opowiada o tych najbardziej markowych.
Prawdopodobnie szczęka Wam opadnie. Ja tego nie wiedziałam. Plastik w kosmetykach 😲

Related posts

Dodaj komentarz