Książki. Czytasz?

Jak Greta Garbo dałaby sobie radę, gdyby przyszło jej żyć w naszej rzeczywistości?
Zastanawiałam się nad tym bardzo często czytając książkę Ellen Mattson „Greta Garbo. Moja miłość”.
O tym jednak za małą chwilkę, bo na początek taka mała dygresja, bo pewna inna rzecz nie daje mi ostatnio trochę spokoju. To znaczy nie tak, żebym nie mogła z tego powodu spać, ale tak się trochę zastanawiam.

Od czego zależy cena książki?

Byłam ostatnio w nowej, dużej księgarni. Tu taka mała dygresja w dygresji, bo przy tej okazji „wzięło” mnie na wspomnienia i przypomniałam sobie, jak to, jako nastolatka i młoda kobieta lubiłam chodzić zwłaszcza do jednej, jakby dzisiaj dzieciaki powiedziały, prestiżowej księgarni. Jak chodziłam i z namaszczeniem wybierałam książki i z jaką dumą i niecierpliwością niosłam je potem do domu, żeby zaraz zacząć czytać. Jak chodziłam do antykwariatów. Jak tam wszędzie pięknie i w niepowtarzalny sposób pachniało.
Nie ma już żadnej z tamtych księgarni i nie ma ani jednego antykwariatu w moim mieście, chyba, że o czymś nie wiem.
Dzisiaj są wielkie, jasne, pachnące jakimiś odświeżaczami powietrza księgarnie, które wyglądają właściwie wszystkie tak samo, albo bardzo podobnie. Może w większych miastach jest inaczej, u nas w Opolu jest właśnie tak.
Książki można kupić albo tam właśnie, albo w Internecie, albo w sklepach takich jak Biedronka czy Carrefour itp. co jest dla mnie, jak już zresztą kiedyś pisałam, profanacją. Aha i jeszcze na Poczcie (bo na Poczcie można już dzisiaj kupić prawie wszystko). No i raz do roku na Festiwalu Książki, gdzie są trzy razy droższe niż zwykle.
No właśnie i dlatego się zastanawiam dlaczego za wspomnianą książkę o Grecie Garbo zapłaciłam 9.90 w Auchan chyba, a bardzo podobna książka w pięknej księgarni kosztuje prawie 50 zł.
Tak , wiem liczy się autor, liczy się prestige, popularność autora pewnie, jakość wydania, no, ale jednak rozpiętość cenowa jest tak ogromna, że trochę mnie to zastanawia. Nie jestem co prawda ekonomistką, więc może czegoś nie wiem, ale biorąc pod uwagę ceny z pięknej księgarni nie sądzę, żeby poziom czytelnictwa w Polsce wzrósł w najbliższym czasie.


Oczywiście są inne możliwości

I ja z nich chętnie korzystam. Taka biblioteka na przykład. Bardzo lubię.
Każda ma swój własny klimat, niepowtarzalną atmosferę. Lubię czytać książkę, o której wiem, że przeczytało ją już wielu ludzi przede mną. Jednak w bibliotece nie znajdę każdej pozycji, bo biblioteki często nie stać na kupno najnowszych, najdroższych czy niepopularnych tytułów.
Coraz bardziej popularne stają się wymiany książkowe między czytelnikami, fajna inicjatywa według mnie.
Można czytać książki w formie e booków, co dla tych, którzy lubią tę formę jest świetnym, również finansowo rozwiązaniem. Jest już kilka portali, na których wystarczy opłacić całkiem sensowny miesięczny abonament, żeby mieć dostęp do setek tytułów.
Podobnie zresztą ma się rzecz w przypadku audiobooków, które akurat lubię, zwłaszcza, kiedy lektor potrafi głosem wyczarować świat, o którym opowiada. Czasami to jest niesamowita przygoda i uczta, jak w przypadku „Maga” Johna Fowles’a czytanego przez świetnego Wojciecha Solarza czy „Okruchów dnia” Kazuo Ishiguro powieści przeczytanej rewelacyjnie przez Krzysztofa Gosztyłę.

Możliwości jest tak naprawdę wiele

Nie można więc narzekać. Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy w Domu Książki, państwowej księgarni, stałam w długiej kolejce, żeby kupić wszystkie tomy opowiadań Marka Hłaski. To był chyba jakiś 1995/96 rok, wtedy ciekawych książek nie można było kupić ot, tak sobie. Wydanie było tragiczne, trzeba było bardzo uważać, żeby przy pierwszym czytaniu książka się nie rozpadła, bo prawie wszystkie się po otworzeniu rozklejały. A papier wyglądał, jak makulatura.
Do książek dołączano wówczas małe karteczki, tzw. erratę, na której wymienione były błędy w tekście znalezione przez redakcję już po wydrukowaniu. Wymieniony był tam błąd wraz z poprawną formą i strona, na której ów błąd został znaleziony.
Dzisiaj nikt by na taką książkę nie spojrzał, wtedy byłam bardzo szczęśliwa, że starczyło dla mnie egzemplarzy, bo kolejka była naprawdę długa.
Wtedy mogłam kupić wszystkie 6 tomów, przy dzisiejszych cenach taki zakup prawdopodobnie by mnie przerósł.

I tak dygresja sprawiła, że nie napisałam nic o Grecie Garbo, jak planowałam.
Nie będę was już jednak dłużej zatrzymywać, ani zanudzać. Kolejny wpis będzie właśnie o niej, a właściwie o postaci, jaką stworzyła autorka na kartach swojej książki. Czy to postać prawdziwa? Tego nie wiem. Co ciekawe, uświadomiłam sobie, że znam jej twarz, trochę jej legendę, a nigdy nie zobaczyłam żadnego filmu z jej udziałem.
Ale o Grecie będzie następnym razem. Do zobaczenia już niebawem.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment