jeżdżę do pracy na rowerze
foto: chaoselly-foto

Ostatnio jeżdżę do pracy rowerem. A może na rowerze?
Lubię, wolę od jazdy samochodem w korku, bo remont na remoncie itp, itd.
Przejeżdżam codziennie obok budowy. Wygląda to na blok mieszkalny.
I wiecie co? Każdego dnia widzę, jak ten budynek się rozrasta.

Zazdroszczę. Kiedy tamtędy przejeżdżam, zazdroszczę ludziom, którzy ten dom budują.
To na pewno ciężka praca, brudna, w upale, czasem w zimnie, ale praca, która ma sens.
Wyobrażam sobie, że to musi być fajne uczucie, patrzeć jak coś, co robisz własnymi rękami rośnie, zmienia się, jest coraz piękniejsze.

Zazdroszczę, bo w takich chwilach myślę sobie, jaka szkoda, że nie wybrałam czegoś, co widać, czegoś, co można dotknąć.
Nie zostałam lekarzem, no wiem, że nie mogłabym, to tylko przykład. Nie zostałam nauczycielem, tłumaczem, sportowcem, pisarzem, zegarmistrzem, krawcową, kimś, kto robi coś, co widać, co zostaje.
Czegoś, co jest, jak kotwica, daje pewność, że jest się potrzebnym.
Dobrze, że mam dzieci, przynajmniej trochę są takie, jakie są, dzięki temu, co robię, żeby je wychować. Swoją drogą, to mi się ciągle czasami nie mieści w głowie – że jestem mamą, że ktoś ode mnie w jakimś stopniu zależy, że jestem odpowiedzialna za życie, a nawet za dwa.

Nie żałuję swoich wyborów, a przynajmniej się staram. To, kim jestem, to suma tych decyzji, które podjęłam. Staram się dobrze żyć każdego dnia, ale czasem mnie nachodzi taka myśl, że czegoś mi brakuje, że nie mam tego poczucia przynależności. Że ciągle szukam.
Mądrzy ludzie mówią mi: każdy ma jakiś talent, Ty też. A ja szukam i nic nie znajduję. Ten jedyny talent, jaki mam, na niewiele mi się dzisiaj zdaje.
Może źle szukam, co jest możliwe, więc szukam kogoś, kto pomoże mi dobrze szukać.
Wpadłam na trop 🙂 jeśli dobry, to niedługo o nim opowiem

Dodaj komentarz