MASKA W LUSTRZE
foto: ARLOUK

Zostało mi z dzieciństwa kilka powiedzonek moich rodziców, które do dzisiaj mają wpływ na to jak się czasem zachowuję, albo czuję.
„Jeśli przeżyję tę jesień, to będzie już dobrze” mojej mamy każdego października czy listopada zawsze wpędzało mnie w czarną rozpacz i każdej jesieni wciąż mi się przypomina, chociaż mama już tak podobno nie mówi.
Za to: „nie martw się, inni widzą Cię lepiej niż sobie wyobrażasz” mojego taty zawsze podnosiło mnie na duchu, bo nigdy nie należałam do osób zbyt pewnych siebie.
Tak czy inaczej to mi zawsze pomagało. Podobnie jak to: ” jeśli Cię nie chcą, miej swoją godność”. Wiadomo, koleżanki czasem mówią: nie chcemy się z Tobą bawić.

A potem coś się poczytało, coś usłyszało od nauczyciela, od kolegi, w kościele. Coś się zmieniło, bo nie pasowało, coś się wyrzuciło i człowiek sobie skonstruował szkielet i wokół niego budował, budował i budował i już mu się zdawało, że wie kim jest.
I bum przyszedł ktoś, przyszło coś i wszystko się zawaliło. Może nie wszystko, ale jakaś część tak.
I teraz co? Budować na nowo czy pozbierać klocki i udawać, że nic się nie stało?
Czy jestem tą osobą, za którą mają mnie moje dzieci czy osobą, którą widzą znajomi i przyjaciele?
Czy jestem tym, kogo zna Bóg czy jestem tym kogo zna mój sąsiad?
Czy jestem taka, jaka wydaje mi się, że jestem?
Czy zawsze jestem tym samym człowiekiem czy za każdym razem jestem kimś innym?
Czy jeśli ktoś powiedział mi mnóstwo bardzo przykrych rzeczy, to wszystkie one są prawdą czy tylko kilka z nich czy żadna?
Muszę podjąć decyzję, żeby budować. Może nie jestem tym, kim zawsze myślałam, że jestem?
Kogo widzą ci, którzy mnie nie znają?

Robimy mnóstwo przeróżnych rzeczy, żeby zbudować swój wizerunek.
Kształcimy się, czytamy odpowiednie książki, oglądamy odpowiednie filmy. Tak czy inaczej się ubieramy, bo jak Cię widzą, tak Cię piszą ( w moim przypadku to może być dosyć zabawne chyba, bo ja się nigdy nie spotykam na przykład z modą, elegancka też bywam bardzo rzadko – ciekawe, jakie można wyciągnąć wnioski na mój temat).
Dbamy o ciało, smarujemy twarz i ręce, czeszemy włosy. O duszę dbamy mało. Może dlatego, że jej nie widać za bardzo, jeśli się człowiek dobrze pilnuje.
Dokonujemy wyborów, albo prześlizgujemy się przez życie.

Na co dzień się nad tym nie zastanawiamy, przynajmniej nie wszyscy. Dopiero, kiedy coś się popsuje.
I wtedy okazuje się, że to wszystko „to był sen, najpiękniejszy z wszystkich snów”, ale jednak sen, domek z kart, jak ten, który zbudowała Królowa Kier z „Alicji w Krainie Czarów”. I wszystkie te karty, jak jesienne liście frunął z wiatrem wysoko, do nieba.
I zostaje tylko coś w środku, co sprawia, że szkielet nie rozpada się całkowicie. Głos, który szepcze: jesteś taka, jaka jesteś i taka jesteś dobra, ale możesz być lepsza. Zawsze możesz być lepsza.
I tego się muszę teraz mocno trzymać.

Tak, tak, ja wiem. Zdaję sobie sprawę, jestem świadoma, że to grafomania w czystym wydaniu, ale jak to napisać?
Mam nadzieję, że co nieco jednak jest dla Was zrozumiałe.

3 thoughts on “Lustereczko, powiedz przecie…

  1. „Czy jestem tym kogo zna mój sąsiad?”.Absolutnie nie. Sąsiad widzi ułamek, fragmencik i to na dodatek epizodycznie.
    Przez kilka chwil dziennie podczas spotkań z innymi ludźmi możemy , oczywiście, tworzyć korzystniejszy wizerunek siebie.
    Człowieka tak naprawdę poznajemy podczas wspólnej podróży, możemy go względnie dobrze poznać w okresie nauki, studiów…Ale na pewno nie wtedy kiedy spotykamy kogoś w windzie na 3 minuty dziennie, pomiędzy parterem, a piątym piętrem…
    …A znasz teorię, że cżłowiek zmienia się średnio co 7 lat?

    1. Jasne, że na podstawie okruszków nie możemy tworzyć obrazu całości, ale w tych okruszkach jesteśmy na tyle, że dla sąsiada już kimś jesteśmy. Pytanie kim, a może to w ogóle nieważne. Rzadko jeżdżę windą, ale zdarza się, że pomiędzy tymi 5 piętrami, w ciągu tych 3 minut spotkamy kogoś, z kim chcielibyśmy pogadać dłużej. Czasem wystarczy naprawdę niewiele, działa to oczywiście i w drugą stronę.
      Co do poznawania człowieka, to czasem mi się wydaje, że nigdy nie można go poznać. Skoro siebie samego trudno naprawdę poznać. Cała sztuka polega chyba na tym, żeby się nie zniechęcać i próbować poznawać mimo to.
      Znam tę teorię, ale ja mam trochę inną, moim zdaniem człowiek zmienia się trochę każdego dnia.

      1. No i w sumie, po zastanowieniu, to może i racja, że mała zmiana każdego dnia skutkuje totalną zmianą w ciągu 7 lat 🙂

Dodaj komentarz