tęcza
foto: rihaij

Przeczytałam krótki artykuł o pewnej amerykańskiej mamie, która nie chciała pozwolić swojej 8 czy 9 – letniej córce na zafarbowanie włosów. Na kolor czerwony notabene.
Zmieniła zdanie i powiedziała tak, po strasznej przygodzie, jaka dziewczynce przydarzyła się podczas letniego obozu.

Mała została bardzo poparzona podczas jakiś pokazów z ogniem. Ledwie przeżyła, ma mnóstwo blizn i pięknie się uśmiecha z burzą czerwonych włosów na głowie.
Mama się zgodziła, bo doszła do wniosku, że życie jest zbyt krótkie i nigdy nie wiadomo, co się wydarzy następnego dnia, żeby zawsze mówić nie.

Trochę mnie ten tekst zatrzymał.
Ile razy już  powiedziałam nie?
Na temat farbowania włosów też.

Przerażają mnie niektóre pomysły, 9 – letnie koleżanki moich dzieci z niemal pełnym makijażem, konta na FB kilkulatków pozujących ze znakiem Victorii i dziubkiem.
Niestety, jestem bardzo starej daty i tu zawsze powiem nie. Na wszystko w życiu jest czas, a żeby pokazywać V, trzeba najpierw wiedzieć co to i po co ( co prawda wielu dorosłych też chyba tego nie wie, a pokazuje).
Jednak z drugiej strony, jeśli się moja nastolatka chce ubierać w czarne ciuchy, bo tak jej się podoba, to nie każę jej nosić różowej sukienki. A jeśli do sukienki chce nosić wielkie sportowe buty, bo tak, niech nosi, chociaż dla mnie to durnowaty pomysł. Jestem dziwna – nie znam się na modzie – wiem to od Królewny.
Sama nie wlezę na drzewo w parku linowym, ale ona łazi. W duchu się tylko przez cały czas modlę, żeby nie zapomniała się przypiąć.

Jako nastolatka nie byłam bardzo szalona, ale wiem, że moje pomysły, co do ubioru, też czasami  moją mamę przyprawiały o palpitację serca.  Albo to, że zamiast kupić sobie coś ładnego, wolałam za kieszonkowe kupić książki. Mama miała dosyć dosadne zdanie na ten temat, ale nie będę  jej zdradzać 🙂

Trudno czasami, może nawet częściej niż czasami, podejmować decyzje.
Na początku wszystko wydaje się proste. Taka zupka, żeby nie było kolki, sok z marchewki codziennie skrobanej w pocie czoła i ciągle brudne ręce, ale to się domyje; taki krem, żeby nie było odparzeń, czapeczka na główkę, różowa sukienka, bo w niej najśliczniej, albo zielona bo jeszcze śliczniej od najśliczniej.
A potem zaczynają się schody. I wciąż trzeba sobie przypominać: to osobny człowiek, z własnym gustem, poglądami, które już się powoli tworzą, zainteresowaniami, nie twoja własność.
A z drugiej strony przecież nie można całkiem odpuścić.
A z trzeciej strony te wszystkie pytania, to już szukanie siebie w świecie, prawda?

Takie tam, dylematy mamine.
A czy ktoś z Was wie może, czym można dziecku na lato przefarbować włosy, żeby było bezpiecznie 🙂

2 thoughts on “Mamo, mogę zafarbować sobie włosy?

  1. Najbliżej koloru czerwonego byłaby ziołowa henna, która podobno pielęgnuje włosy, o ile wierzyć ulotce wewnątrz opakowania. Te ziołowe farby występują jeszcze pod nazwą: BASMA oraz RUBINA ( zgodnie z nazwą ostatni odcień to rubinowy).
    Powodzenia :))

    1. Dzięki, zapamiętam. Na razie sprawa ucichła, więc się nie przypominam, ale nie wiadomo co będzie za rok, albo w ferie na przykład 🙂

Dodaj komentarz