Mamy tylko jedno życie

Obraz Gerd Altmann z Pixabay 

Ostatnio spotkała mnie niespodzianka. Napisała do mnie Kasia z bloga pudrowo.pl z pytaniem czy nie chciałabym opublikować u siebie jej wpisu gościnnego.
Czemu nie? To bardzo miła propozycja, której się szczerze mówiąc wcale nie spodziewałam.
A temat? Mnie już wprawdzie prawie nie dotyczy, ale rozumiem to, co przeżywa Kasia. Poza tym, miło jest dowiedzieć się, że pomimo znacznej, prawdopodobnie, różnicy wieku, obie dochodzimy do podobnych wniosków. To podnosi na duchu 🙂 Nie liczy się metryka, ale podobna wrażliwość.

Przestałam martwić się na zapas. Żyję tu i teraz!

Wiele osób zamiast skupić się na sobie, swoim otoczeniu, marzeniach i celach, zajmuje się
zamartwianiem i podcinaniem sobie swoich własnych skrzydeł. Ważne jest planowanie i próba rozwiązania skomplikowanych sytuacji, jednak nie można przesadnie popaść w paranoję zamartwiania i poszukiwania nieistniejących problemów. Takie zachowanie i wymyślanie może odciągnąć nas od spraw istotnych, powodując stratę naszego czasu na rzeczy bez znaczenia. Zapominamy, że mamy tylko jedno życie, które niestety nie trwa wiecznie. Skąd to się w nas bierze?

Dlaczego martwimy się na zapas?

Odkąd pamiętam rodzice wpajali mi wszystkie konsekwencje moich zachowań. Silnie podkreślali, co się stanie, gdy coś zrobię… Oczywiście nie mam im tego za złe, ponieważ w wielu przypadkach mieli rację, a za swoje czyny trzeba płacić. Długo żyłam w takim (można powiedzieć) „strachu przed życiem”. Bałam się próbować nowych rzeczy, ponieważ zaczynałam się zamartwiać, że mi nie wyjdą. Odkąd pamiętam chciałam nauczyć się języka hiszpańskiego, jednak mój mózg postanowił stworzyć z tego ogromny
problem. W sumie nie ma co obwiniać mózgu i całego wszechświata – to ja sobie zrobiłam z tego problem.
Zaczęłam szukać wymówek i mówić sobie, że przecież jestem już za stara na naukę nowego języka, że ludzie w moim wieku już nie są w stanie się uczyć, że mi nie wyjdzie, że będę w tym słaba, a wydam dużo pieniędzy na kursy… Teraz jak o tym myślę, to nie mogę w to uwierzyć.
Niestety problem zamartwiania się dotyka praktycznie każdego z nas. Wynika to z wychowania, naszego charakteru, środowiska i pewności siebie. W większości przypadków dzieje się tak, że gdy otaczają nas dobre rzeczy – nie zwracamy na nie uwagi. Szukamy czegoś, co złe lub problematyczne. Wydaje mi się, że taka jest już ludzka natura, chociaż można z nią walczyć. Można to trochę porównać do kompleksów.
Jeśli np. mamy na twarzy pryszcze – zamartwiamy się, ciągle o nich myślimy. Jednak gdy uda nam się ich pozbyć, zamiast cieszyć się, że mamy piękną cerę – wynajdujemy nowy kompleks, jakim jest np. fałdka na brzuchu.
Martwienie się znalazło nawet profesjonalną nazwę w świecie medycyny. Mowa tu o lęku uogólnionym, któremu towarzyszy nadmierne zamartwianie się, napięcia mięśniowe, nerwowość, drażliwość, przemęczenie i problemy ze snem. To już poważny przypadek, ponieważ osoby cierpiące na te dolegliwość mówią, że martwią się nawet, że się martwią. To już stres, którego nie da się opanować, a osoby cierpiące na lęk uogólniony, muszą rozpocząć leczenie u specjalisty.
Wróćmy jednak do klasycznych przypadków.

Zdjęcie 
energepic.com z Pexels

Jak przestałam się zamartwiać?

Przez długi czas denerwowało mnie to, że tak się zamartwiam. Stwierdziłam, że popadam już w paranoję.
Patrzyłam, jak moi najbliżsi spełniają marzenia i nie brakuje im w tym odwagi… Zastanawiałam się co jest ze mną nie tak? Z dnia na dzień zauważyłam, że nic! Zebrała się we mnie pewność siebie i któregoś razu stwierdziłam „jak nie dziś, to kiedy”? I zadzwoniłam do szkoły językowej, żeby się zapisać na kurs języka hiszpańskiego. Zaczęłam kontrolować swoje myśli i emocje.
Okazało się, że wcale nie jestem za stara na naukę języka, ponieważ z podstawy skoczyłam już na poziom średnio-zaawansowany, a w wakacje wyjeżdżam na praktyczny kurs w samej Hiszpanii. Uwierzyłam w siebie, swoje możliwości i pozwoliłam sobie na błędy. To sprawiło, że nie zamartwiam się naprzód!
Posłuchajcie swojego serca i uwierzcie w swoją moc, która jest większa, niż Wam się wydaje! Carpe diem!

Przeczytaliście? Podobało się? Świetnie. A teraz zajrzyjcie do Kasi na pudrowo.pl

Tutaj także bywam

Related posts

3 Thoughts to “Mamy tylko jedno życie”

  1. Jola

    Kasiu, wokół nas mnóstwo takich osób, którym zostały w dzieciństwie podcięte skrzydła, ” w dobrej wierze”… Jedyną skuteczną terapią aby pozbyć się lęku, jest wiecie „byka za rogi”, świadome stanięcie ” w oku cyklonu”. Czyli zrobienie tego czego sie najbardziej obawiamy.
    Brawo dla ciebie za podjęcie decyzji o udziale w kursie języka obcego. Z wykształcenia jestem nauczycielem języka angielskiego, od jesieni prowadzę kursy dla seniorów. Moi uczniowie, 3 grupach zaawansowania, mają minimum 65 lat. Najstarsza pani skończyła 79 lat. Są mocno zmotywowani, chcą podróżować i odwiedzać rodzinę za granicą, chcą mieć swój udział w uczeniu wyników jezyka polskiego, a żeby się do nich zbliżyć, uczą sie angielskiego.
    Ja także mam wielki apetyt na kolejny język, znalazłam program dofinansowania kursu w 80%,zamierzam zaczac nauk hiszpańskiego od zera. Zrobiłam wstępnie przygotowania, obejrzałam kilka lekcji na You Tube i jestem optymistką. Czuję wielką radość, bardzo nie chcę aby mi „zardzewiał mózg”. Udowodniono, że jego prawidłowole funkcjonowanie ma mieksce właśnie wtedy kiedy… oduczamy się starych przyzwczajeń i nabywamy nowych umiejętności 🙂
    A skoro tu jestem, odrobina prywaty, wobec ktorej, mam nadzieję, nasza blogowa gospodyni, Magda, nie będzie miała obiekcji. Zapraszam na mój blog kobiety dojrzałej http://www.poziomkowewzgrze.ivb.pl
    Mam nadzieję, ze podałam prawidlowo adres, jesli nie, wysyatczunwpisac podaną frazę do wyszukiwarki… Napisałam kiedyś tekst pt „Nigdy nie jest za późno na coś nowego”, a we wpisie podzieliłam się historią naszego kursu tańca towarzyskiego, na który chodziliśmy z mężem w ubiegłym roku 🙂
    Pozdrawiam cieplutko!

    1. Magdalena Forst

      Jolu, ilu rzeczy nowych się dowiedziałam. Gratuluję chęci, inwencji, radości. Trzymam kciuki. Ja pomalutku i we własnym zakresie, z braku czasu na razie, uczę się od zera francuskiego. Szalony język – co innego widzisz, co innego słyszysz i jeszcze na dodatek nie sposób tego prawidłowo wymówić 🙂 ale bardzo mi się spodobał, więc próbuję. Kilka słów,a nawet zwrotów potrafię powiedzieć. A, że nigdzie mi się nie śpieszy, więc jestem zadowolona.
      O prywatę nie mam pretensji, wręcz przeciwnie, zapraszam częściej, a za Kasię trzymam kciuki i za naukę hiszpańskiego i za bloga i w ogóle 🙂

    2. Dziękuję Jolu za wsparcie! 🙂
      To wspaniałe i mega motywujące, że ludzie w takim wieku jak napisałaś wciąż mają ochotę uczyć się nowych języków. Na prawdę dało mi to porządnego motywacyjnego kopa 😀
      Trzymam kciuki także za Twoją naukę hiszpańskiego, jak to mówią „Sky is the limit”.
      Ściskam

Pozostaw odpowiedź Magdalena Forst Anuluj pisanie odpowiedzi