Marzenia zmieniają świat

marzenia zmieniają świat
foto: nawrasruhaima

Dzisiaj taka historia, którą usłyszałam kiedyś w moim ulubionym radio.
Nie pamiętam niestety nazwiska bohatera tej opowieści, ani wszystkich jej szczegółów, a jedynie wynikające z niej przesłanie, ale nie o nazwisko tutaj chodzi, ale o tę jego historię.
Historię niezwykłą.

Był dobrze prosperującym biznesmenem, kiedy kilka lat temu postanowił czy został namówiony przez kogoś do wyjazdu do Iraku.
Tam miał podpisać jakiś intrantny kontrakt.
Wydawało się, że będzie to interes jego życia, ale został oszukany.
Stracił 3 mln. dolarów, które zainwestował w niedoszły biznes ( zniknęły z konta, na które zostały wpłacone w niewyjaśnionych okolicznościach) i na dodatek został oskarżony o oszustwo.

W Iraku odbył się proces i człowiek ten trafił do irackiego więzienia.
Został całkowicie sam w zupełnie obcym sobie miejscu, bez możliwości kontaktu z rodziną.
Odbył karę i wyszedł na wolność, ale jego gehenna się nie skończyła.
Porwali go bowiem ci, którzy go wcześniej okradli i przetrzymywali w Bagdadzie chcąc na nim zdaje się wymusić, żeby zeznawał na ich korzyść.

Nie pamiętam, jednak sytuacja stała się groźna, bo nie wiadomo było na co ich stać.
Wtedy jednak bohater tej opowieści usłyszał o Susan Boyle i usłyszał, jak śpiewa.
I jej śpiew i jej historia dodały mu niemal faktycznie skrzydeł.
Uciekł swoim prześladowcom i po wielu perypetiach i  niebezpieczeństwach wrócił do Polski.

Dlaczego ja właściwie o tym piszę?
Można by się na przykład zastanawiać dlaczego dorosły człowiek, mężczyzna, który odnosił sukcesy i wydawało by się, że powinien się znać na robieniu interesów, skoro stać go było na zainwestowanie 3 mln. dolarów, dał się tak oszukać.
Można by się zastanawiać, dlaczego polska ambasada nie udzieliła mu żadnej pomocy, dopóki nie uciekł porywaczom.
Można by się zastanawiać nad innymi jeszcze wątkami tej historii.

Ja zapamiętałam ją przede wszystkim z powodu tego wątku związanego z Susan Boyle.
Słuchałam tej audycji i pamiętam, z jakim wzruszeniem ten pan opowiadał o tym, co poczuł, kiedy ją usłyszał i kiedy poznał jej historię.
Pamiętam wzruszenie w jego głosie, kiedy mówił o tym, że natchnęła go do działania, kiedy czuł się bezradny.
I to mnie niesamowicie wzrusza.

Mam wrażenie, że większość ludzkości nie przywiązuje większej wagi do sztuki.
Ludzie uważają, że to takie fanaberie, mogą być, ale właściwie to po co muzyka, malarstwo, teatr? Można by się bez tego znakomicie obejść.
Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, albo nie mieli okazji doświadczyć, co może sztuka, jak może człowieka zmienić, jak może pomóc inaczej spojrzeć na świat.

To po pierwsze, a po drugie sama Susan Boyle.
Pewnie widzieliście gdzieś na YouTube ten fragment talent show, w którym się objawiła, kiedy wychodzi na scenę.
Widzieliście reakcje jurorów i widowni na jej widok, może sami zareagowaliście podobnie.
Przyznam się, że ja też nie jestem lepsza.
A ona chciała śpiewać, czuła swoją wartość i miała gdzieś te wszystkie durne miny i komentarze.
To się nazywa siła. Tej siły jej naprawdę zazdroszczę.

Ktoś może się oburzyć, że nazywam sztuką śpiewanie w talent show.
Nie jest to pewnie sztuka przez wielkie SZ, ale dla mnie to jednak sztuka.
Takie śpiewanie oczywiście.
Gdziekolwiek Susan by zaśpiewała, to będzie sztuka.
Ona ma w sobie niezwykłą siłę, taką bijącą ze środka, Nie mówiąc oczywiście o talencie, jaki posiada.
Ciekawe czy wie jaką może być inspiracją?

Jednym słowem, na zakończenie, nigdy nie wiadomo, co może się w życiu wydarzyć i co może mieć na nie wpływ, ale zawsze warto mieć otwarte serce i umysł, bo zawsze może się stać coś dobrego pomimo zła, którego wszyscy doświadczamy.

J

Tutaj także bywam
error

Related posts

Leave a Comment