Mój jest ten kawałek krawężnika

parkowanie przy krawężniku
foto: aloiswohlfahrt

Dzisiaj taka historia, historyjka właściwie z mojej codzienności. Pewnie nie zawracałabym Wam nią głowy, ale szczerze mówiąc trochę jestem zaskoczona swoją reakcją,  a dokładniej tym, że taki drobiazg ciągle, od kilku dni zaprząta mi myśli. I zastanawiam się czy coś ze mną nie tak. Może mi pomożecie tę zagadkę rozwikłać.

Zacznę od krótkiego wprowadzenia, bo ono ma tutaj znaczenie.
Mieszkamy z rodziną w kamienicy usytuowanej w bliskim sąsiedztwie pewnego bardzo popularnego, w sensie częstotliwości odwiedzin, urzędu. Urząd ogromy, obsługujący petentów ( nie cierpię tego słowa) z całego Opola i wszystkich opolskich miejscowości.
Zagadka: co to za urząd?
Jako się rzekło, odwiedzających mnóstwo, miejsc parkingowych, jak na tę liczbę chętnych, niewiele.
Z konieczności, ci którzy przyjeżdżają, parkują gdzie popadnie czyli we wszystkich możliwych zakamarkach w najbliższym sąsiedztwie.
W związku z tym zaparkowanie pod moim domem w godzinach urzędowania, graniczy z cudem.
Normalnie mnie to nie interesuje. Rano wychodzę do pracy, czasem jadę samochodem, kiedy wracam problemu już nie ma.
Gorzej, jeśli, tak jak ostatnio, muszę na przykład pojechać z którąś Królewną do lekarza i wrócić do domu.
Jedyne miejsce, jakie znalazłam to był kawałek krawężnika od strony czegoś, co moi sąsiedzi szumnie i dumnie nazywają podwórkiem.

I tu zaczyna się moja historyjka.
Wieczorem u naszych drzwi zadźwięczał dzwonek. Byłam najbliżej, poszłam otworzyć. I dobrze, bo gdyby otworzył mój mąż, byłoby pewnie bardzo niemiło.
Za drzwiami stał nasz młody, nowy sąsiad z mieszkania piętro niżej. Po przedstawieniu się powiedział tak:
– Kiedy kupowaliśmy mieszkanie, pani Jola powiedziała nam, że są ustalenia, że to miejsce parkingowe pod domem, będzie należało do nas, a pani już czwarty raz tam zaparkowała ( żeby być dokładnym, zaparkowałam może drugi raz, ale sąsiad pewnie pomylił mój samochód z innym, też srebrnym  🙂
Bardzo się zdziwiłam na te słowa i wyjaśniłam, że chociaż od pięciu lat mieszkamy, to nigdy o żadnych ustaleniach nie słyszałam i każdy parkuje po prostu tam, gdzie znajdzie miejsce.
Poprzedni sąsiad co prawda bez przerwy parkował w tamtym miejscu, ale on po prostu prawie wcale nie jeździł swoim samochodem.
Wyjaśniłam panu grzecznie, że parkuję tam tylko z konieczności i tylko wtedy, kiedy  już nie mam innego wyjścia i żeby się nie martwił o „swoje” miejsce.
Młody człowiek pożegnał się grzecznie i poszedł do siebie.

Mój mąż stwierdził, że chyba jestem głupia, że się w ogóle tłumaczę, ale ja byłam tak zaskoczona tą rozmową, że dopiero potem przyszło mi do głowy, że to trochę dziwne, że można było uwierzyć w to, że kupując mieszkanie w kamienicy, kupuje się z nim kawałek krawężnika do kompletu.
Nie znam się na prawie własności, ale na mój prosty rozum, jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Chyba, że ktoś mnie wyprowadzi z błędu, jeśli w nim jestem. Dodam jeszcze, co może jest ważne, że to stara kamienica należąca do miasta, tylko kilka mieszkań wykupionych jest na własność.
Dziwne też wydało mi się, że można przyjść i upomnieć się o taką błahostkę podczas, gdy wokół pełno miejsca do zaparkowania o porze, o jakiej nasz młody sąsiad wraca do domu.
Tak czy inaczej, nawet, jeśli jestem głupia, nie zamierzam toczyć o ten krawężnik żadnej walki, ani wprost, ani podjazdowej.
Niemniej jednak z jakiegoś powodu ta błaha sprawa wciąż do mnie w myślach wraca.
Zastanawiam się czy ludzie rzeczywiście wierzą w to, że za pieniądze urządzą sobie życie w każdym szczególe?
Chłopakowi, skoro uwierzył w zapewnienia naszych byłych sąsiadów, pewnie chodzi o „zasady”. Może myśli, że bez względu na okoliczności powinien „walczyć” o swoje?
Trochę mi go też było żal, bo wyglądał, jakby sam walczył ze sobą przychodząc do nas. Jeśli tak jest, jak mi się zdaje, dlaczego myśli, że musi walczyć?

Trochę mnie to wkurza, że mnie taki drobiazg jednak wytrącił z równowagi. Trzeba nad sobą popracować 🙂

Tutaj także bywam

Related posts

2 Thoughts to “Mój jest ten kawałek krawężnika”

  1. Ha, wielu ludzi ma takie przekonanie, że za pieniądze należy im się wszystko, ale brak im przy tym głowy by wyegzekwować swoje prawa na piśmie. Przecież na tzw piękne oczy można obiecać wszystko, ale w sądzie zawsze żąda się dowodów, a nie zapewnień. Rzeczywiście, megaasertywny sasiad ci się, Magdo, trafił. Przed wieloma budynkami w centrach miast spotyka się wyraźnie oznakowane parkingi, czasem wręcz z wypisanym na stałe nr rej. Pojazdu, ale gdzieniegdzie obserwuje, że montume się tzw. pachołki, które n czas kiedy pojazd nie parkuje wysuwane są z. Podłoża, współczuję, ale powinniście sie jasno dogadać z administratorem budynku by uniknąć niesnasek w przyszłości 🙂

    1. Magdalena Forst

      Pewnie, jeśli zajdzie taka konieczność, będziemy się dogadywać, ale myślę, że niesnasek nie będzie, bo ja nie zamierzam zawracać sobie tym więcej głowy. Niemniej zdziwiona jestem nadal 🙂

Pozostaw odpowiedź Lunka1969 Anuluj pisanie odpowiedzi