Może jednak warto by coś zmienić

W ciekawych czasach przyszło nam żyć, ale, jak prawdopodobnie większość z Was, nie jestem ich fanką.

Praca głęboka? A co to takiego

Nie, żebym tak bardzo kochała rutynę i stuprocentową przewidywalność, ale wolałabym mieć po prostu kontrolę nad tym, co się dzieje i sama decydować o tym, co mogę, a co nie.
Nie zamierzam jednak na nic narzekać, bo jestem w uprzywilejowanej, przynajmniej na razie, sytuacji i byłoby to po prostu nie w porządku.
Chyba jednak żadna, nawet najbardziej uprzywilejowana sytuacja, nie jest w stanie w obliczu tego, co się dzieje, sprawić, żeby człowiek zupełnie się nie bał. Tym bardziej, że specjalistów wszelakiej maści i i proroków namnożyło się nam w ostatnim czasie bardzo wielu. Każdy kategorycznie twierdzi, że ma monopol na prawdę objawioną.
Z jednej strony strony panika, koniec świata, kara boska, Armagedon. Z drugiej strony celowe działania jakiś nieznanych mi grup interesów, które chcą sobie podporządkować świat, pobudować maszty 5G i zrobić jeszcze Bóg wie, co gorszego. A z trzeciej jeszcze strony, a właściwie, to chyba ta druga, tylko bardziej rozbudowana: ludzie, którzy twierdzą: żadnego koronawirusa nie ma, wszystko to ściema, która ma prowadzić do tego, że wszyscy będziemy musieli się zaszczepić, podporządkować, zrobią z nas niewolników. Maski niepotrzebne, kwarantanna niepotrzebna, a ludzie to zawsze umierają i wszystko to bzdura totalna.
Zresztą tych różnych teorii jest, mam wrażenie, coraz więcej.
Nie wiem czy cokolwiek z tego jest prawdą, nie mam wiedzy, żeby móc to stwierdzić, ocenić. Co mam z tym zrobić?


No to sobie czytam

Od zawsze tak mam, że kiedy dzieje się coś, co wprowadza zamęt do mojego życia, to czytam. To mnie uspokaja i pozwala pozbierać i uporządkować myśli.
Czasem to jest tak, że zupełnie nie wiem, co czytam. To jak jakaś terapia. Oczami przesuwam litery, a w głowie przesuwam myśli. Nie wiem, jak to się ze sobą łączy, ale czasem znajduję rozwiązanie 🙂
Innym razem czytam bardzo uważnie i to, co znajduję, jest, jak olśnienie, Eureka.

Tym razem wzięłam się za książkę, którą polecała mi w swoim newsletterze Goga z bloga Messy Head. Zainteresowała mnie, bo zauważyłam u siebie taką narastającą w ostatnim czasie tendencję do rozpraszania się w chwilach, kiedy powinnam się raczej skupiać, a książka nosi tytuł „Praca głęboka”, więc pomyślałam, że to może być coś dla mnie. Zaczyna się tak:
W szwajcarskim kantonie Sankt Gallen na północnym brzegu Jeziora Zuryskiego, leży wieś Bollingen. W 1922 roku psychiatra Carl Gustaw Jung postanowił urządzić tu swoje ustronie. Najpierw zbudował piętrowy kamienny dom, który nazwał wieżą. Po powrocie z Indii, gdzie w wielu domach widział specjalne pokoje do medytacji, rozbudował wieżę i urządził w niej swój gabinet. „W tej zamkniętej przestrzeni żyję dla siebie samego -pisał -Klucz do tego pomieszczenia zawsze noszę przy sobie – nikt nie może tam wejść bez mojej zgody„”.
No właśnie, a ja swój klucz gdzieś chyba posiałam. I mało tego, że każdy może wejść i zakłócić mój spokój, to jeszcze na dodatek, ja sama ciągle gdzieś łażę, wchodzę i gapię się, albo słucham tego, co wcale mnie nie interesuje.

Znacie to prawda? Trzeba sprawdzić e-mail, stronę na Facebooku, jeszcze tylko jedno zdjęcie zobaczę. Wiadomości, reklamy, śmieszne pozdrowienia. I ani chwili spokoju. Czemu sobie to robimy? Czemu ja sobie to robię?
Wiecie, jak to jest, człowiek dobrze wie co powinien zrobić i dlaczego sobie nie radzi, ale i tak błądzi, jak dziecko we mgle. Dlaczego? Jest na to na pewno jakaś odpowiedź w psychologii, ale je nie jestem psychologiem. Ja wiem, że u mnie działa to, co przeczytam. Jestem wzrokowcem, pamiętam całe zdania, pamiętam układ zdań, pamiętam czasem nawet stronę, na której przeczytałam to, co dla mnie ważne. Dlatego wzięłam się za czytanie „Pracy głębokiej” Cala Newport’a.
Tak na marginesie, to pierwsza książka, którą czytam w formacie ebooka. Trochę dziwnie mi się czyta, ale nie jest tak źle, jak mi się wydawało, że będzie. Jeszcze parę lat temu zastanawiałam się czy to ma w ogóle sens, bo to nie książka przecież 🙂

Cal Newport udowadnia, że tzw. praca głęboka czyli praca w skupieniu, bez rozpraszaczy i konieczności odrywania się od niej ma sens, bo tworzy prawdziwą wartość, daje prawdziwą satysfakcję i radość. Bo generuje lepsze, bardziej widoczne efekty, dlatego, że nasz mózg skupiony na jednej sprawie, nie zmuszany do odrywania się co chwilę i skupiania się, na chwilę, na czymś mniejszym, pracuje lepiej i wydajniej, co w efekcie skutkuje właśnie zadowoleniem i widocznym i efektami. Newport powołuje się na przeprowadzone eksperymenty, porównuje efekty, dziwi się, że tak mało ludzi chce się w nią zaangażować mimo oczywistych korzyści.
Twierdzi, że wolimy pozory od prawdy. Że kręcimy się w kółko udając, także sami przed sobą, że robimy coś ważnego. Męczy nas to, a mimo wszystko, mimo tego nawet, że znamy powód tego zmęczenia, jego źródło, tkwimy w miejscu twierdząc, że przecież tyle robimy, że to przecież ważne, że nie możemy zniknąć, bo to będzie nasz koniec. Koniec czego, tak naprawdę?

I wreszcie podaje rozwiązania, podpowiada co zrobić, jak sobie poradzić, jak zerwać ze smyczy
Pod warunkiem, że chcemy sobie poradzić. Bo chociaż ucieczka od ciągłego bycia online i na wyciągniecie ręki dla każdego nie jest przecież, obiektywnie patrząc, aż tak bardzo trudna.
Trzeba chcieć nad sobą popracować, dostrzec korzyści płynące z faktu zerwania się z online’owej smyczy.
To może nam uratować życie.

Uważność

To może nam uratować życie. W dosłownym znaczeniu tego słowa.
W swojej książce Newport przytacza przykład autorki książek popularno-naukowych Winifred Gallagher. Zdiagnozowano u niej złośliwą postać zaawansowanego raka. Tragedia, prawda? Kto by się nie załamał?
A co na to pani Gallagher?
Ta choroba chce zmonopolizować moją uwagę, ja jednak w miarę możności skupię się na swoim życiu, nie na niej
I robiła to, co lubiła najbardziej, wprowadziła rutynę i cieszyła się każdą minutą.
Udało się, wyzdrowiała. Czy z tego powodu, że skupiła się na drobiazgach, na tym, co sprawiało jej przyjemność, że dbała o siebie? Nie wiem. Skoro jednaj psychika i dobry stan emocjonalny to połowa sukcesu w leczeniu, to pewnie ta uważność może mieć kluczowe znaczenie.
Co w takim razie moglibyśmy osiągnąć na co dzień wykorzystując uważność i zdolności naszego umysłu?
W tym, co robimy, bo nie chodzi tu przecież zaraz o to, że każdy z nas ma być wynalazcą, wybitnym inżynierem, muzykiem czy architektem.
„.. charakter zajęcia nie jest istotny. Sens, jaki odsłania się podczas pracy, wynika z umiejętności pracującego i z jego oddania rzemiosłu, a nie z owoców jego starań. Inaczej mówiąc drewniane koło nie jest niczym wzniosłym, ale jego kształtowanie już tak. To samo dotyczy pracy umysłowej. Nie trzeba wykonywać podniosłej pracy, trzeba jednak mieć do tej pracy podniosły stosunek„.
Niby prosta sprawa.
Dla ludzi sprzed kilkudziesięciu laty pewnie prosta, albo przynajmniej prostsza niż dziś. Dla nas już nie do końca. Podobno jednak już pierwsza myśl, która pozwala nam dostrzec problem, ma kolosalne znaczenie, a pierwsze zdanie pozwala napisać całą powieść, więc jestem dobrej myśli. I zabieram się do roboty.
A jeśli i Wy macie podobny problem, jak ja i większość ludzi na Ziemi i chcielibyście się go pozbyć, to przeczytajcie „Pracę głęboką” Cala Newport’a. Jest napisana naprawdę przystępnym i zrozumiałym językiem i otwiera oczy i pomaga nazwać, co i tak przecież sami wiemy. Ale wiecie, podobno to, co na papierze, co napisane ma większą moc od tego, co niewypowiedziane.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment