przemjanie jak na dłoni
foto: geralt

Inspiracja przychodzi czasem zupełnie przypadkiem. Szukałam gdzieś daleko, znalazłam całkiem blisko.

Jest taki ciekawy projekt związany z 800 – leciem lokacji mojego miasta. Nazywa się Opolan Portret Własny.
Pomysł polega na tym, że kto chce, może opowiedzieć historię jednego zdjęcia zrobionego telefonem.
Kto dzisiaj nie robi zdjęć?
Powstają z tego krótkie filmy. Najlepiej niech opowie o wszystkim, bardzo szczerze, sam reżyser Andrzej Szypulski

Okazuje się, że wokół nas jest mnóstwa fajnych, ciekawych, inteligentnych ludzi, którzy potrafią patrzeć, myśleć, pięknie mówić.
Mnie się spodobał na przykład ten film, chociaż tak naprawdę trudno wybrać

Jeśli macie ochotę zobaczyć inne filmy, znajdziecie je na Facebooku Opolan Portret Własny

A jak mnie to zainspirowało? Po prostu. Mam kłopot z Instagramem.
To znaczy w zasadzie nie mam kłopotu, bo właściwie nie mam Instagrama, tzn. mam konto, na którym jest jedno zdjęcie.
Bo ja jestem taki tumanek, który nijak się połapać w tym wszystkim nie może.
Nigdy nie miałam potrzeby, ani ochoty, żeby wrzucać do Sieci zdjęcia dzieci, swoje, jedzenia i co tam jeszcze można umieścić.
Bo nie i już, ale ponieważ piszę ten blog, to wciąż mi ktoś życzliwie podpowiada: załóż konto, rób zdjęcia, wrzucaj zdjęcia, to przyciągnie ludzi na blog, będzie miała większy ruch, będzie pięknie i wspaniale.
Uff… no pewnie, że skoro piszę, to chciałabym, żeby ktoś czytał. Chociaż ostatnio naprawdę coraz częściej mam takie uczucie, że to zawracanie ludziom głowy.
Tyle jest treści, informacji, sama się w tym wszystkim gubię i czasem mam ochotę wyłączyć prąd.

Powstrzymuje mnie od tego fakt, że jest kilka takich blogów, kilka takich osób, które są, jak pokrewne dusze.
Wchodzę, czytam, mam ochotę rozmawiać. Zostają mi w głowie obrazy, słowa, emocje.
Jest kilka takich osób na moim blogu, które tu wracają, więc nie wyłączam prądu i piszę. Może znajdą się nowe pokrewne dusze? Takich nigdy za wiele. Każda jest inna i każda jest ważna.

Dobra, co w takim razie z tym Instagramem?
No i tu wracam do inspiracji z początku tego wpisu. Nie będę kręciła filmików, ale bardzo spodobał mi się pomysł z opowiadaniem historii.
Pomyślałam w związku z tym, że zanim umieszczę jakieś zdjęcie, opowiem o nim, niekoniecznie jego, historię.
To trochę, jak zadanie literackie, a postanowiłam się w te wakacje przyłączyć do Kreatywnego Wyzwania Wakacyjnego, więc się to troszkę łączy.
Moje zdjęcia nie są i nie będą artystyczne, przynajmniej na razie. Może mnie to wciągnie i będę chciała się poprawić? Jeszcze nie wiem.
Kiedyś chciałam robić zdjęcia, ale nie było jeszcze aparatów cyfrowych i technika mnie rozłożyła na łopatki.
Bo ja mam w głowie taką jedną szufladkę, która się nie otwiera. Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć żadnych technicznych zawiłości.
Teraz to, co innego, tzn. z aparatem, chociaż i tak zdarza mi się zepsuć coś, co innym wydaje się niemożliwe do zepsucia.

No, to się trochę rozpisałam tym razem, dlatego o pierwszym zdjęciu opowiem Wam już w kolejnym wpisie.
Życzę wszystkim pięknych, niezapomnianych wakacji.

Dodaj komentarz