dwa krzesła, rozmowa
FOTO: Alexas_Fotos

Do niedawna zawsze byłam przekonana o tym, że w razie konieczności, dam sobie radę.
Nie dlatego, że jestem silna, ani nie dlatego, że znam  jakieś sztuki walki, ani nie dlatego, że mam jakąś nadzwyczajną moc.
Zawsze  byłam przekonana, że z człowiekiem, każdym człowiekiem, można się porozumieć.
Kiedy mu się popatrzy w oczy i potraktuje poważnie, to można znaleźć wspólny język, jakąś nić, po której można dojść do porozumienia.
Naiwne, ale co zrobić, kiedy człowiek się taki urodzi i na dodatek przez jakiś czas taka teoria się sprawdza?

Zdarzyły mi się w życiu dwie sytuacje, kiedy ktoś chciał się ze mną zaprzyjaźnić trochę za bardzo, wbrew mojej woli i udało mi się wybrnąć z tych sytuacji właśnie dlatego, że wciągnęłam go w rozmowę.
Ciekawe jest to, że kiedy się zada pytanie, druga strona musi się skupić najpierw na jego zrozumieniu, a potem poszukaniu odpowiedzi i musi na tym skupić całą swoją uwagę.
Tak to przynajmniej zadziałało w moim wypadku. Zadałam dużo pytań. Zrobiłam to właściwie intuicyjnie, bo coś musiałam zrobić.
Pewnie miałam więcej szczęścia niż rozumu, bo człowieka do rozmowy zmusić nie można.
I dlatego dzisiaj już nie jestem do końca pewna czy dałabym sobie radę, bo nie jestem przekonana czy dzisiaj dostałabym odpowiedź na zadane pytanie.

Dzięki rozmowie udało mi się rozwiązać wiele problemów, albo tego, co mi się wtedy problemami wydawało. Bo kiedy ktoś Cię naprawdę słucha, to wiele rzeczy wydaje się zupełnie innych niż Tobie się wydaje, nagle dostrzegasz je w innym świetle, patrzysz z boku i możesz właściwie ocenić.
To wielkie szczęście mieć kogoś, z kim można tak porozmawiać.

Dzięki rozmowie udaje mi się dogadywać z moimi dziewczynami. Udaje mi się pokazać im, że to, co wydaje się straszne często wcale takie nie jest, że ludzie chociaż nie idealni, to wszyscy ważni, tak, jak one same, ale, że swoje zdanie zawsze i na każdy temat mogą mieć. I że wiele spraw, dzięki rozmowie mogą naprawić.
Z powodu braku rozmowy psuje mi się wiele ważnych spraw w życiu, bo prowadzenie monologu, to nie rozmowa, ale człowieka do rozmowy zmusić nie można.
Bo, wbrew pozorom, rozmowa to nie jest wymiana informacji, to nie jest ustalenie faktów, to nie jest wywalenie z siebie swoich emocji. Nie tylko to.
Rozmowa to jest porozumienie, albo może przede wszystkim słuchanie, porozumienie przez słuchanie.
Odkrywanie tego, na co sami może byśmy nigdy nie wpadli, przekonywanie do swoich racji, wysłuchiwanie argumentów przeciwnych.

Ja mam takie doświadczenie rozmowy, tak ją rozumiem.
Robi się to tak: siadacie naprzeciwko siebie, możecie obok siebie, ale ważne jest, żeby się widzieć, żeby móc zobaczyć emocje, żeby je rozpoznać i móc zareagować, żeby samemu nic nie ukrywać, jeśli rozmowa ma być szczera.
Śmiesznie to brzmi?
Na pewno próbowaliście rozmawiać przez ścianę, poprzez wyświetlacz smartfona, mówiliście do odwróconych pleców. Można? Można. Tylko co z takiej rozmowy wynika? Co zostaje z niej dla Was i dla osoby, z którą rozmawiacie?
A przecież po coś się tę rozmowę podejmuje.

Moja mama opowiadała mi historię kolegi, któremu podobała się pewna dziewczyna, ale nie wiedział, jak do niej podejść.
Wiedział, że ona bardzo dużo czyta. Przeczytał więc książkę i od tego się zaczęły ich wspólne rozmowy. Oboje byli nieśmiali i  te książki były dla nich pretekstem. Potem rozmowa i cała reszta potoczyły się same.

Jasne, że nie da się spędzać całego życia na rozmowie, też nie jeden raz mówię w samochodzie do wstecznego lusterka i w odpowiedzi słyszę; tak mamo, nie mamo, albo ciężkie westchnienia.
Wszystko dzieje się szybko, trzeba szybko przekazywać informacje, bo w kolejce czekają już kolejne.
Wciąż trzeba gdzieś biec, ale nie dajmy się zwariować.
Musi być czasem czas, żeby się zatrzymać i rozejrzeć wokół. Nie wystarczy wydać z siebie kilku pomruków.
Trzeba od czasu do czasu wyartykułować to, co w nas siedzi i usłyszeć innych.
Bo potem jest tak, jak w klasie mojej młodszej córki, kiedy kolega zdenerwował się na drugiego i po prostu, zamiast wyjaśnić sprawę, chciał go udusić.
A na moje naiwne: porozmawiaj z koleżanką, kiedy Królewna przychodzi z problemem, ona wydyma usta i mówi: mamo, ona ze mną nie będzie rozmawiać, tylko mnie kopnie w kostkę.

Mamy wszyscy w posiadaniu narzędzie niezawodne, bezkosztowe, idealne i prawie wcale z niego nie korzystamy.
Robimy wielki błąd, bo jeśli nie będziemy go używać regularnie, to w razie potrzeby, kiedy od niego będzie zależeć nasze  życie, niekoniecznie w sensie dosłownym, nie będziemy wiedzieli, jak je wykorzystać.

 

2 thoughts on “Porozmawiajmy

  1. Rozmowa nic nie kosztuje, a może wiele zdziałać. Ja też obserwuję mojego syna i pod tym względem jest bardzo dojrzały, ponieważ dużo można z nim załatwić rozmową i poważnym traktowaniem. Czadami, kiedy jest mocno zdenerwowany, odkładamy rozmowę na potem, ale zawsze do niej wracamy, mamy czas na uspokojenie, na opanowanie złych emocji. Obserwuję na co dzień , jak rozmowa, nawet krótka i zdawkowa, może wyjść obydwóm stronom na dobre. Pozdrawiam ciepło 🙂

    1. Jeśli idzie o dzieci, to po prostu nie ma nic lepszego – Ty możesz się wiele dowiedzieć o swoim dziecku, a ono czuje się ważne i poważnie podchodzi do sprawy.
      Gratuluję, dobra relacja z dzieckiem, to, jak z moich obserwacji wynika, wcale nie jest taka oczywista sprawa.

Dodaj komentarz