głębia, jezioro
FOTO: pixel2013

Wiecie, jak to jest? Jak człowiek zacznie szukać, to mu się potem worek otwiera.
Znalazłam tego pana.
I słucham. Gada i gada, ale wcale się nie nudzi i na dodatek trafia. Do mnie bardzo.
Pewnie go znacie, ja też o nim słyszałam, ale go nie słuchałam.
Widocznie mam go słuchać właśnie teraz?

Jak posłuchacie, to tak a propos religijności mężczyzn, to mi się przypomniał taki obrazek.

Kiedy miałam 20 kilka lat, pojechałam z moją przyjaciółką Zosią, jej bratem i kuzynem do pracy do Niemiec.
Wakacje, potwornie gorąco, a my zbieraliśmy ogórki na plantacji.
Szczegółów Wam oszczędzę, ale praca była dla mnie naprawdę ciężka. Przez pierwsze kilka dni codziennie płakałam, bo myślałam, że nie dam rady.
Zosia z Marcinem bardzo  mi pomagali, gdyby nie oni, to prawdopodobnie poddałabym się.

Obrazek, który mi się przypomniał, jest związany właśnie z Marcinem.
Nie wiem, jak dzisiaj wygląda, ale wtedy był wysoki, szczupły i miał szerokie ramiona i wielkie stopy.  I był naprawdę silny.
Któregoś razu, po całym dniu pracy gdzieś się wszyscy wybieraliśmy. Wybieraliśmy się i nie mogliśmy się wybrać.
Czekaliśmy na Marcina, którego nie było, co chwilę okazywało się, że ktoś czegoś zapomniał.

Między innymi ja musiałam się wrócić do pokoju po sweter.
Warunki, w których mieszkaliśmy nie były zbyt ciekawe.
Chłopcy na przykład mieszkali w pokoiku, takiej wąskiej kliteczce przyklejonej do naszego pokoju. Drzwi były  niskie, tylko ja mieściłam się w nich bez schylania głowy. W środku było jedno maleńkie okienko, które prawie nie dawało światła. Nawet w słoneczny dzień było tam ciemno.
Kiedy weszłam na górę, drzwi do pokoiku były uchylone i w pierwszej chwili nie zauważyłam Marcina, ale zanim wyszłam, pomyślałam, że sprawdzę czy nie śpi, żebyśmy mogli pojechać.

Marcin klęczał twarzą w stronę okienka, więc mnie nie widział. Te jego szerokie plecy były proste, tylko głowę miał spuszczoną i szeptał. A pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to te jego wielkie bose stopy.
Nie śmiejcie się, to naprawdę było zaskoczenie. On mi się wydawał taki silny, twardy, pewny,  a tu taki obrazek w środku dnia.
Nie pamiętam, co wtedy pomyślałam, dzisiaj mnie to wzrusza, pamiętam, że mu się od tej pory często przyglądałam.
To był chyba najspokojniejszy człowiek, jakiego spotkałam. Taki, na którego zawsze można było liczyć.

Dodaj komentarz