koncert
foto: StockSnap

Myślę, że najwspanialszym „wynalazkiem” człowieka jest muzyka.
Tak, wiem, że zdobywamy kosmos, że za chwilę niektórzy będą mogli wymienić sobie każdą część ciała i żyć w nieskończoność, albo inni umrzeć w dowolnie wybranym momencie, właściwie to już mogą.
Coraz szybciej jeździmy i coraz wyżej latamy samolotami, niektórzy już nawet latają czy fruwają bez samolotów, nie wiem, jak się to cudo nazywa, skafander, w którym, kiedy rozłoży się ręce, to wygląda, jakby się miało skrzydła.
Tworzymy roboty, które zaczynają za nas myśleć, panowie niedługo, ci którzy zechcą oczywiście, będą się mogli obejść zupełnie bez żywych kobiet i zastąpić je lalkami. Nie wierzę, że to piszę, kompletne science fiction.
Jest całe mnóstwo wynalazków, o których nie mam pewnie nawet pojęcia, ale i tak myślę, że to muzyka jest tym najbardziej wyjątkowym.

Co mi się stało z głową? Nic. Byłam w piątek na koncercie i do dzisiaj to przeżywam.
Grały połączone orkiestry trzech szkół muzycznych. Naszej, opolskiej z kilkorgiem gości z Żor i Nysy chyba i szkoły z Potsdamu i z Bonn. Był to koncert na zakończenie roku jubileuszowego. Nasza szkoła obchodziła 70-te urodziny.

Ja się nie znam. Nie jestem wirtuozem, nie jestem muzykiem, nie potrafię ocenić poziomu, ani wirtuozerii muzyków na scenie, ale jak mi ciarki po plecach zaczynają biegać i wzruszam się, jak małe dziecko, to chyba znaczy, że dobrze grają?
No, chyba, że jestem histeryczką, ale raczej nie jestem.
Ja się dzięki tym koncertom trochę dokształcam, bo w życiu wcześniej takiej muzyki nie słuchałam i myślę dzisiaj, że to wielka szkoda.
Bardzo podobał  mi się Poemat Symfoniczny „Finlandia” op. 26 Jeana Sibeliusa i Uwertura Fantastyczna „Bajka” Stanisława Moniuszki

U nas to brzmiało trochę bardziej dostojnie, bo była większa sekcja instrumentów dętych.

Kiedy patrzę, jak w domu ćwiczy nasza Królewna, to kiedy jestem na takim koncercie, jestem po prostu zachwycona tym, jak to wszystko w orkiestrze działa. Dopiero teraz potrafię sobie zdać sprawę z tego, jak wiele trzeba, żeby to wspaniałe mogło zaistnieć, ile wyrzeczeń, czasu, bólu palców i warg.
I jak oni siebie potem słuchają nawzajem, nawet oddychają jednocześnie, wystarczy jeden gest, jedno skinienie, jedno spojrzenie i wielki twór zaczyna żyć.

Uwielbiam ten moment, kiedy orkiestra się stroi. Przypomina mi właśnie takie wielkie zwierzę, które się budzi i zaczyna poruszać cielskiem  – najpierw nogi, instrumenty dęte – trąbki, puzony, waltornie, oboje, potem flety, klarnety i za chwilę smyczki od największych kontrabasów, przez wiolonczele, altówki i skrzypce.
Orkiestra nagle ożywa, zaczyna się ruszać, oddychać, żeby za moment, w jednej chwili zupełnie zamilknąć i znieruchomieć.
Na chwilę, bo zaraz przychodzi ktoś, kto to wielkie cielsko znowu poruszy.
Staje, groźnie patrzy, potem się uśmiecha i podnosi rękę. I zaczyna się koncert.

I wszystko inne przestaje istnieć na chwilę, na dwie. Wyobraźnia frunie gdzie chce, albo zasypia gdzieś w kącie i są tylko dźwięki. A dźwięki mają to do siebie, że czasem mi się nawet zdaje, że jestem lepsza, kiedy tak słucham.
Dlatego właśnie muzyka jest najwspanialszym wynalazkiem.
Bo każdy może być dzięki niej lepszy, jeśli zechce, bo każdy może stworzyć swój własny świat dzięki niej.
Bo ona zagrzewa do walki, bo ona łagodzi ból.
Ona leczy, pomaga rozwijać się dzieciom w łonie mamy, dzięki niej lepiej rosną kwiaty, a słonie z większą ochotą pracują. Niczego innego równie wspaniałego człowiek nie wymyślił i nie stworzył.

Niektórzy uważają, wierzą w to, że świat zaczął się od dźwięku.
Może, kiedy Bóg powiedział „Niechaj się stanie światłość!” rozległ się dźwięk fletu, albo skrzypiec? Chociaż, równie dobrze to mógł być bęben.

8 thoughts on “Pozwól sobie na chwilę luksusu – idź na koncert

  1. Piękna recenzja 🙂
    A Ty się znać nie musisz na tworzeniu muzyki! Ja się nie znam na etapach budowania motocykla, dostaję produkt ostateczny, który MA DZIAŁAĆ. I zachwycać i powodować radość 🙂
    Muzyka na żywo to rzeczywiście zupełnie inna bajka – zawsze budzi zachwyt, nieważne, że w domu nie włączyłabyś np.muzyki klasycznej na YT – na żywo to brzmi inaczej 🙂

    1. Dziękuję. Ładne porównanie 🙂 Co do muzyki na żywo, to chyba najważniejsze są emocje, zarówno z jednej, jaki i z drugiej strony. Kiedyś spodobało mi się nawet country, na koncert trafiłam przypadkowo, a przecież byłam święcie przekonana, że to zupełnie nie moja bajka.

  2. Uwielbiam muzykę poważną i doskonale Cię rozumiem. Myślę, że to co przeżywamy na koncertach jest swego rodzaju współczesną formą Katharsis. Takie nagromadzenie emocji i uczucie błogiego „oczyszczenia” ze wszelkich złych doznań. Wspaniałe. <3

    1. Ja też byłam pierwszy raz od nie pamiętam kiedy. Bo to się tak zawsze odkłada, bo inne sprawy są ważniejsze. Nie warto. Ta godzina czy dwie, dają tyle radości i energii, na tak długi czas, że to porostu trzeba robić częściej. Ja mam taki plan 🙂

Dodaj komentarz