Przed świętami

cz lowiek, który Cię pociągnie w górę
foto: sasint

Wielki Post już się kończy, święta za progiem. Przed Bożym narodzeniem narobiłam rabanu, a teraz siedzę cicho, jak mysz pod miotłą.
Bo potrzebuję ciszy, coraz bardziej potrzebuję ciszy. To nie znaczy, że się nie przygotowuję.
Bardzo dużo się modlę. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie modliłam się tak dużo, jak teraz.
Nawet wtedy, kiedy bardzo, bardzo chciałam się dostać do szkoły teatralnej, nawet wtedy, kiedy zostawił mnie chłopak i myślałam, że umrę, nawet wtedy, kiedy rodziła się moja Ania.
Teraz modlę się właściwie bez przerwy i zupełnie inaczej, chociaż wcale nie spędzam całych dni na klęczkach, żeby nie było .

Nie mogę się nie modlić, bo od kiedy tak się modlę, to każdego prawie dnia pojawiają nowi ludzie, za których trzeba się modlić, albo tacy, którzy o modlitwę proszą.
A ja odkrywam, że ta modlitwa ma jakąś moc przemieniania, chociaż nie dzieją się cuda takie, o jakich każdy odruchowo myśli na sam dźwięk tego słowa.
Chociaż nie mam namacalnych dowodów na to, że ta moja modlitwa zmienia coś w życiu tych ludzi, za których się modlę, to jakieś cuda dzieją się w moim życiu.
Bez tej modlitwy nie udałoby mi się przeżyć tego, co przeżywam. Nie dałabym rady.

Ci, którzy się modlą, wiedzą na pewno o czym piszę. Ci, którzy tego nie robią albo już nie czytają, albo myślą, że jestem szurniętą maniaczką. Na pewną oczy przecierają Ci, którzy mnie znają z dawnego mojego życia. Prawda 🙂
Co Wam mogę napisać? Spróbujcie sobie sami, to się sami przekonacie.

Tylko, że ja nie o tym miałam dzisiaj napisać. Chciałam o przygotowaniu do Świąt.
Otóż brałam w tym Poście udział w takich spotkaniach/rekolekcjach. Tematy poważne, miny jeszcze poważniejsze.
Na hasło końcowe: czy są jakieś pytania, wszystkie głowy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w dół. Moja zresztą też.
Podczas ostatniego spotkania, w którym uczestniczyłam, zobaczyłam coś, co mnie zaskoczyło.
Temat dotyczył Raju.
Naszych wyobrażeń na jego temat, obrazów, do których jesteśmy przyzwyczajeni i tego czym on właściwie może być. Że jest tak naprawdę ścisłym zjednoczeniem z Jezusem, które zaczyna się już dzisiaj, tutaj, gdzie żyjemy, albo dokładniej, może się już tutaj zacząć, że sami ten Raj poniekąd budujemy dla siebie i dla innych. Tak w wielkim skrócie i uproszczeniu.

I kiedy nasz młody, trochę stremowany rolą, w której został postawiony, ksiądz zagaił w tym kontekście na temat pierwszych chrześcijan, którzy swoją postawą przyciągali ludzi do Jezusa, wyrwało mi się, że to się i dzisiaj dzieje. Że są cały czas wśród nas ludzie, którzy przyciągają swoim życiem i swoją postawą do Boga.
I tu już, skoro powiedziałam A, musiałam w skrócie dodać moją przygodę z Panią Michaliną i moim powrotem.  I byłam naprawdę szczerze zaskoczona, a nawet powiedziałabym, że lekko przerażona wrażeniem, jakie to zrobiło na jednej z pań z sali.
Zaczęła radośnie i głośno wykrzykiwać: no widzi pani, to się naprawdę dzieje, dzisiaj i to się pani naprawdę przydarzyło, prawda!
W pierwszym momencie pomyślałam: co za nawiedzona babka 🙂 ale kiedy się obejrzałam i zobaczyłam, że ona chyba naprawdę się cieszy, tak po prostu i cała aż się uniosła z krzesła, to mnie zamurowało, a później nie mogłam pójść do domu, bo mnie pani jeszcze przepytywała. Muszę przyznać, że reakcja tej pani bardzo rozluźniła atmosferę.
Pomyślałam potem, że ludzie bardzo potrzebują takich osób, jak Pani Michalina.

I tu dochodzę to tej ciszy z początku wpisu. Co to ma z nią wspólnego?
Ano ma tyle wspólnego, że czasem chciałabym krzyknąć: dajcie już spokój z tymi filmikami, obrazkami, słodkimi tekstami, cytatami z Pisma Św.
To wszystko jest fajne, ale przesyt nie działa zachęcająco. To nie o to chodzi, chociaż intencje są jak najlepsze. Sądzę oczywiście po sobie, może Wy macie inaczej.
Ostatnio co i rusz natykam się na inspirujące cytaty z Pisma, jakieś filmiki, zdjęcia, dostaję je od przyjaciół.
I dzisiaj rano pomyślałam: słowa, słowa, słowa. Słowa, które niczego w tym kontekście nie zmieniają, które w którymś momencie stają się niezauważalne, nie widzimy w nich tego, co w nich jest i co znajdziemy, kiedy się zatrzymamy i pobędziemy trochę w ciszy. Chociaż trochę.
Dlatego potrzebuję ja i potrzebujemy wszyscy ciszy, dlatego potrzebujemy prostoty, dlatego potrzebujemy takich ludzi, jak pani Michalina.
A tacy ludzie są, istnieją, żyją obok. Tak, dzisiaj, proszę Pani, to się dzieje dzisiaj także. Trzeba się tylko rozejrzeć i spróbować zobaczyć i usłyszeć. Bo oni nie krzyczą i nie wyglądają na takich, jakimi są na pierwszy rzut oka.

Czy to wszystko jest w ogóle potrzebne ludziom takim, jak my? Nowoczesnym, radzącym sobie ze wszystkim (ha ha) jednym kliknięciem, znajdującym w mgnieniu oka każdą potrzebną informację? Ja odpowiadam: tak. To jest nam potrzebne. Bóg jest nam potrzebny.
Kiedyś pisałam blog, który miał tytuł : każdy szuka Boga. Jedna z osób, które go odwiedziły, zapytała mnie z lekką ironią – każdy?
Myślę, że każdy, chociaż nie każdy powie, że szuka Boga, wielu nazwie Go inaczej.
Każdy ma w sobie takie miejsce, które potrzebuje wypełnić, bez względu na to, jak mu się powodzi, kim jest i jakie ma plany na własne życie.
Nie da się żyć z dnia na dzień, nawet codziennie kąpiąc się w błękitnym basenie, albo siedząc pod palmami. Zawsze przychodzi taki moment, kiedy człowiek sam siebie pyta: po co to wszystko? Albo co dalej? Prawie każdy boi się umrzeć.
I niejeden zaczyna szukać. Po omacku czasami.  I czasami trafi na taką panią Michalinę, a czasem na kogoś zupełnie innego, kto zaprowadzi go zupełnie nie tam, gdzie by chciał.
Kto ma rację, przekonamy się wszyscy w swoim czasie, ale jako, że ja wierzę w Boga, to myślę, że dobrze by było, żeby jak najwięcej było takich, którzy do Niego prowadzą. Nie na siłę, nie gadaniem ( zaraz kończę), nawet nie mądrymi cytatami, chociaż czasem się przydają, ale przykładem. Własnym.
Dlatego taka mnie refleksja naszła ostatnio podczas lektury jakiegoś artykułu, że to ważne, żeby o tym w każdej chwili pamiętać, bo nigdy nie wiadomo, kto jest obok i czy nasze słowa, nasza postawa nie sprawią, czasem tylko jedno zdanie, że ten ktosiek pomyśli: a może coś w tym jest? Może sprawdzę? I może Go spotka?

A że to wszystko brzmi  niewiarygodnie niejednokrotnie?
Spodobało mi się takie zdanie,  które powiedział chyba Piotr Cyrwus: „czasem nie wszystko rozumiem, ale Bóg nie jest do rozumienia, Bóg jest do kochania”
A o co w tym naszym życiu chodzi, jeśli nie o to kochanie właśnie?

wielkanoc
foto: geralt

Chciałam to wszystko napisać trochę wcześniej, ale nie wyszło, dlatego przy okazji, z okazji Świąt Wielkiej Nocy życzę Wam wszystkim kochani czytacze, żebyście je przeżyli w pokoju serca, z radością i miłością.
Błogosławionych świąt 🙂
i oczywiście mnóstwa pyszności, dużo wody w Dyngusa i żeby nam wszystkim słońce wreszcie nareszcie zaświeciło 

 

Related posts