zdrowe odżywianie
foto: Meditiations

Wbrew pozorom nie będę dzisiaj pisać o sobie, ale od siebie muszę zacząć.
Jak może przeczytaliście,  a jeśli nie przeczytaliście, a macie ochotę, to zapraszam TUTAJ od lat walczę o właściwą wagę. Szukam, próbuję i ciągle nic.
Z moich wysiłków pod przewodnictwem Anny „Wilczo głodnej” Gruszczyńskiej też nic nie wyszło, chociaż bardzo się starałam i przez jakiś czas wyglądało, że się uda.
I nie dlatego, że jej rady i sposoby są złe. Po prostu tak już chyba jest, że coś Ci pasuje, albo nie.
Każdy z nas jest inny i co innego na niego działa.

Jak pisałam na początku roku, zrobiłam sobie tym razem plan na rok.
Jednym z jego punktów jest zadbanie o zdrowie.
Jednym z podpunktów jest znalezienie odpowiedniego dla mnie sposobu odżywiania.
Bo, że jem nie tak, jak powinnam, to wiem nie od dziś. I chociaż dbam o to, żeby dzieciaki jadły, jak należy, to sama, wstyd się pewnie przyznać, nie do końca stosuję się do zasad. Co, jeszcze moment i one przecież wychwycą.

Co prawda, w swoich poszukiwaniach głównie kierowałam się sobą, ale  z tyłu głowy było i to, że one mogą pójść w moje ślady. A tego bym nie chciała.
Nie bardzo wiedziałam, jak zabrać się do poszukiwań, bo książek na temat różnorakich diet, chociaż nie o dietę stricte mi właściwie chodzi, jest mnóstwo, Stron w Internecie jeszcze więcej prawdopodobnie.
A ja nie wiedziałam właściwie od czego zacząć i jak podejść do tematu, wpisałam więc w  wyszukiwarkę najprostsze, co przyszło mi do głowy: jak jeść, żeby chudnąć.
Śmieszne, prawda, ale nie uwierzycie, jakie miałam niewiarygodne szczęście. Wyświetliła mi się masa stron i po przejrzeniu kilku opisów, kliknęłam po prostu na chybił trafił i trafiłam na blog Agnieszki Maciąg.

Kojarzycie ją pewnie. Ja zapamiętałam ją głównie jako modelkę, ale zdaje się, że próbowała również swoich sił śpiewając. Nie wiem z jakim skutkiem, bo to nie była moja bajka.
A tu trafiam na blog i po kilku chwilach wpadam po uszy.
Po pierwsze znalazłam to, czego szukałam. Ot tak, po prostu i właśnie jestem na etapie wdrażania planu.
Trochę to trwało, bo robiłam go sama, kierując się wiedzą czerpaną z bloga i z innych źródeł  – tym razem już wiedziałam czego szukać.
Na efekty trzeba będzie poczekać, ale tak jest lepiej dla mojego zdrowia.

Poza tym blog Agnieszki to miejsce cudowne. Tyle tam ciepła, pozytywnej energii i spokoju, że teraz już wracam, żeby po prostu poczytać o wielu sprawach, o których pisze. Bo wszystko to tworzy spójną całość i sprawia, że jakoś łatwiej mi się samej ogarnąć.
Niby wiele jest blogów o tzw. lifestylu, o sposobach na to czy tamto, a jednak żaden, jak dotąd nie przemówił do mnie tak bardzo.
Myślę, że kluczem jest tu szczerość, którą się czuje. Jest pozytywna energia, ale nie ma tego udawania, tego narzucania swojego punktu widzenia, które mnie w wielu innych miejscach odrzuca, tzn. po prostu to, o czym Agnieszka pisze jest przez nią przeżyte, przemyślane, z życia wzięte (bo przeżyte 🙂 i doświadczone.
Poza tym to, jak się okazuje, to bardzo ciepła osoba. Nawet, kiedy odpowiada na komentarze, to pisze czasem całe elaboraty, żeby odpowiedzieć, jak najbardziej wyczerpująco i nie zostawić nikogo bez odpowiedzi.

Jeśli jeszcze nie znacie bloga agnieszkamaciag.pl, a to, co napisałam, choć trochę Was poruszyło, to koniecznie go poznajcie. Przekonacie się, że warto było.

2 thoughts on “Realizuję swój plan

    1. Ile ja już miałam planów, to nie policzę. Zawsze coś było nie tak, zawsze mi coś nie pasowało. Grunt to się nie poddawać, bo to chyba jest też tak, że że trzeba po prostu znaleźć coś, co w pełni nam odpowiada. Ja na przykład, wbrew panującej modzie, nie cierpię biegania i chociaż próbowałam nawet kilka razy, nigdy nie udało mi się przekonać do tego mojego mózgu 🙂 Teraz jestem usprawiedliwiona z powodu kolan 🙂 Inne fitnesy, Ewa Chodakowska, inni trenerzy też mnie nie przekonali. Za to teraz trafiłam na super babkę. I zaczynam z nią ćwiczyć. Mam przeczucie, że to jest to. To plus nowy sposób jedzenia (udaje mi się trwać, chociaż rodziny jeszcze nie przekonałam) i efekty powinny się pojawić. Dziekuję też trzymam swoje kciuki za Twój nowy plan. Jak zwykle się rozpisałam 🙂

Dodaj komentarz