Smartfonowy świat

W niektórych filmach sciente-fiction, w których twórcy próbują pokazać przyszłość społeczeństw, ludzie są często idealni niemal pod każdym względem. Są piękni, idealnie ubrani, idealnie się zachowują i są idealnie pozbawieni emocji. Tak na przykład jest w „Equlibrium” ( tak, tak, ja wiem, to już się robi nudne) Ciągle do tego filmu wracam, coś mi się z nim kojarzy. Najwidoczniej takie zrobił na mnie wrażenie, albo, co gorsza to film w jakiś sposób proroczy.

Kilka tygodni temu w piękne sobotnie przedpołudnie wybrałam się do fryzjera. Salon, do którego się udałam, mieści się przy Rynku.
Pogoda była przepiękna. Sam początek jesieni, cieplutko, słońce świeciło, wiał lekki wietrzyk. Światło, jak to o tej porze roku jakieś takie inne, zamglone, takie sprawiające, że się człowiek, że ja się uspokajam, jakoś tak snuję różne plany, o czymś marzę sobie.
Kiedy dotarłam do salonu, okazało się, że będę musiała poczekać około pół godziny, żeby pani mogła się mną zająć.
Zdecydowałam więc, że się przespaceruję i wrócę.

Rodzinny spacer

Na Rynku było mnóstwo ludzi. Stali, siedzieli na ławeczkach, spacerowali.
Bardzo lubię obserwować ludzi, tzn. zawsze lubiłam, ale dochodzę ostatnio do wniosku, że coraz mniej mam okazji do obserwowania kogokolwiek, bo wszyscy wyglądają podobnie i tak samo się zachowują.
A dokładnie?
Taki oto obrazek.
Dwoje młodych ludzi, rodziców. Idą obok siebie. On popycha wózek, w którym siedzi, na oko, półtoraroczna dziewczynka.
On jedną ręką popycha ten wózek, w drugiej trzyma smartfon, w który wpatruje się tak intensywnie, że potrąca starszą panią. Ona idzie obok i wpatruje się w swój smartfon.
Dziewczynka siedzi w wózku znudzona, kocyk zwisa smętnie z wózeczka i ciągnie się po chodniku.

Inny obrazek

Jakieś dwa tygodnie później trochę się pochorowałam. Musiałam przyjmować zastrzyki, a jako, że był weekend, trzeba było pojechać do szpitala, w którym działa świąteczna opieka ambulatoryjna.
Otwieram drzwi i trochę dziwi mnie cisza panująca wewnątrz.
Załatwiam formalności w rejestracji, idę do gabinetu. Moim oczom ukazuje się długa poczekalnia pełna ludzi siedzących jeden obok drugiego na ławeczkach wzdłuż ścian.
Jest tak cicho, że słychać jak przemieszczają się między nimi zarazki.
Nikt nic nie mówi, jedyne odgłosy, które słychać to kasłanie i kichanie.
Dlaczego? Dlatego, że wszyscy siedzą ze spuszczonymi głowami, wciśniętymi między ramiona i wpatrują się w swoje smartfony.
Jedyną osobą, która tego nie robi, jest pani, jedyna, która odpowiada na moje dzień dobry, która czeka, jak mi wyjaśnia, na wyniki badań. Chyba bardzo się denerwuje.
Kiedy wychodzę już po zastrzyku z gabinetu, obok pani siedzi pan. Ona przytula się do niego, a on wpatruje się w smartfon.

Często podczas zakupów obserwuję sytuacje, kiedy rodzice przychodzą do sklepu z nastoletnimi, zresztą z młodszymi też, dziećmi. W 9 przypadkach  na 10 wygląda to tak, że mama czy tata chodzi z koszykiem pomiędzy regałami i prowadzi monolog. A dziecko chodzi za nimi krok w krok, wpatruje się w smartfon i pomrukami odpowiada na każde pytanie rodzica.

Kiedy wracam do domu, do którego wróciły wcześniej moje dzieci i mąż, to najczęstszym widokiem, jaki mnie wita, jest widok mojej rodziny wpatrującej się w smartfony.
Na pytanie – co robisz, co oglądasz, słyszę – nic.
Sporo czasu potrzeba, żeby ich wszystkich stamtąd wyciągnąć. I nie zawsze udaje mi się to w stu procentach. A kiedy się udaje, to zwykle nie na długo.  A ile przy tym trzeba walczyć, żeby nie stracić cierpliwości.

Ja to wszystko wiem, ale

Ja wiem, że tego już nic nie odwróci, chyba, że jakiś kataklizm. Przeraża mnie jednak to, że sami, bez jednego słowa protestu pozwalamy się ubezwłasnowolnić.
Że tak trudno nam znaleźć złoty środek, że nie czujemy potrzeby odrzucenia tego, dawkowania sobie, tylko wpadamy po uszy.
Że młodzież, chociaż, jak widzę, już nie tylko, marnuje swoje bezcenne chwile na tępe wpatrywanie się w ekran.

Ja wiem, że Internet jest również wspaniałym miejsce, Sama poznałam tu kilka naprawdę świetnych osób, brałam udział w kilku bardzo ciekawych wydarzeniach, dowiedziałam się nowych rzeczy. Obejrzałam filmy, posłuchałam muzyki, obejrzałam obrazy, pograłam w coś tam, nie pamiętam, bo to nie jest moja bajka.
Coś by się tam jeszcze pewnie znalazło, ale moje życie jest tutaj. Z tej strony monitora i wyświetlacza.
A tego chyba bardzo duża część ludzi, włącznie  z moimi i nie tylko moimi dziećmi, nie dostrzega.

Ze smartfonem spędzają każdą wolną chwilę, ze smartfonem chodzą do toalety, przechodzą przez ulicę wpatrując się w smartfon. Jedzą patrząc w smartfon, rozmawiają z Tobą przez smartfon, nawet wtedy, kiedy jesteś obok, po prostu nie spuszczają z niego oka. Kiedy nie mają nic do roboty, łapią za smartfon zamiast poczytać, pobawić się z dzieckiem, z psem, wyjść na spacer, zrobić cokolwiek wspólnie.
Ludzie korzystają ze smartfonów nawet prowadząc samochód, jadąc na rowerze czy hulajnodze.
Ryzykują życie robiąc selfie.

Ja też z tego korzystam, nie jestem przecież święta, ale smartfon nie stał się przedłużeniem mojej ręki.
W weekendy właściwie zapominam, że go mam, bo nie jest mi do niczego potrzebny. Po prostu.
Nie próbuję teraz nikomu udowodnić, że jestem wspaniała i lepsza.
Próbuję tylko zrozumieć, dlaczego wielu ludzi nawet spać chodzi ze smartfonem, dlaczego nie mogą bez niego żyć, normalnie funkcjonować.
Chodzi mi tylko o to, że coś tracimy. Może nawet powiem górnolotnie – tracimy wolność.
Nie rozmawiamy ze sobą, nie szukamy samodzielnie rozwiązań, bo mamy pod ręką smartfon, nie mamy czasu  na przemyślenia, bo nasze myśli zawsze są zajęte śledzeniem kogoś, czegoś, klikaniem w gierki, śledzeniem dyskusji tej czy innej grupy, która i tak najczęściej nic nie wnosi do naszego życia.

W „Equlibrium” ludzie co rano przyjmowali pigułkę, która sprawiała, że przestawali cokolwiek odczuwać. Wszystko po to, żeby stworzyć cudowny świat, dla małej, najbardziej uprzywilejowanej grupki.
My nigdzie nie musimy chodzić i nie potrzebujemy żadnych pigułek. My mamy smartfony. Działają tak samo, jak pigułka, ale nam się wydaje, że jesteśmy wolni i szczęśliwi.
A nie jesteśmy i to bardzo nie jesteśmy i kto wie czy kiedykolwiek się o tym dowiemy.

Photo by Jens Johnsson on Unsplash

Related posts

Dodaj komentarz