Świętowanie

Jako się rzekło, ponieważ nie jest to blog o kosmetykach, a blog o moim życiu, którego kosmetyki stają się pewną ważną częścią, dzisiaj temat zupełnie inny.
Zastanawiałam się przez chwilę nad tym czy nie podzielić tych dwóch tematów na dwa blogi, tak radzą mądrzy ludzie, którzy zjedli zęby na blogowaniu.
Ja, jak to ja, może głupio, uważam, że życie to całość: to kim jestem, co robię, o czym myślę, co czytam itd. itd.
Do tej pory nie pisałam Wam o tym, co robię, bo to nudy. Tak mi się życie potoczyło, że nie robię nic ciekawego.
Pracuję nad tym, żeby to zmienić. I dlatego o tym  piszę 🙂


Dzisiaj temat, który dotyczy nas wszystkich, Polaków, bez względu na to, co o tym myślimy lub co sobie na swój temat wyobrażamy.

Jak zwykle, na początek historyjka

Dwa dni temu bardzo zmokłam. Byłam na spotkaniu Organic Life. Wybrałam się na piechotę, bo ostatnio więcej chodzę niż jeżdżę. Wychodząc pomyślałam, że warto by zabrać parasolkę, bo bardzo się zachmurzyło, ale za chwilę o tym zapomniałam. Na miejsce dotarłam suchą noga, ale powrót już nie był przyjemny. Kiedy się rozstawaliśmy, padało już od jakiegoś czasu. Może nie był to deszcz, ale taka porządna mżawka, coś czego szczerze nie cierpię. A do tego wiał wiatr. Miałam na sobie kurteczkę z materiału i byłam bez czapki.Byłam wściekła, miałam jeszcze tego wieczoru pojechać na próbę chóru .Jak pojadę? Przecież za chwilę ta cholerna kurtka przemoknie, z włosów mi kapie, nie zdążę wyschnąć, ani się wysuszyć. Prawie biegłam, a nie lubię biegać.

I w tym momencie przypomniała mi się historia, którą przeczytałam dzień wcześniej.
Staruszka opowiadała o tym, co przeżyła jako dziecko.
Kiedy miała 8 lat, wybuchła wojna. Mieszkała w Warszawie. W dzień przed kapitulacją Powstania Warszawskiego zbombardowana została sąsiednia kamienica. Wszyscy mieszkańcy rzucili się do odgruzowywania gołymi rękami, bo innej możliwości nie było. W tej kamienicy mieszkał jej młodszy kolega.
Kiedy rano przyszli Niemcy, żeby zapędzić wszystkich na dworzec kolejowy i wywieźć do obozów, Polacy musieli zostawić swoich sąsiadów na pewną śmierć.
Podróż do obozu nie miała nic z podróży, do których my jesteśmy przyzwyczajeni.
Odbywała się węglarkami czyli wagonami, do których ładuje się węgiel, a to znaczy, że nie mają one dachu.
Powstanie zakończyło się w październiku. To już jest czas, jak dobrze wiemy, kiedy pogoda bywa różna, ale najczęściej nie jest już ciepło. I często pada deszcz.
I tego dnia, a właściwie nocy, bo kiedy wyruszyli, zapadła już noc, padał deszcz. Taki, jak ten, który mnie przyłapał w drodze do domu.
Tej nocy, podczas tej podróży zmarła starsza od niej dziewczyna, która była chora. Nie miała żadnej szansy na przeżycie w tych warunkach, chociaż być może była po prostu przeziębiona, miała anginę, a może zapalenie płuc.

I tak biegnąc do domu przypomniałam sobie tę historię.
Byłam zła i było mi zimno. Deszcz mógł pokrzyżować mi plany, chociaż wcale ich nie pokrzyżował.
Za chwilę miałam być w domu, powycierać włosy, wysuszyć je, przebrać się w suche ubrania, zrobić sobie ciepłą herbatę, odpocząć w cieple, a potem wsiąść w samochód i pojechać w ciepłe miejsce, żeby robić to, co lubię, śpiewać.
Oni wszyscy, ta mała dziewczynka, ta chora, wstrząsana dreszczami dziewczyna siedzieli w brudnym wagonie, ciemną, zimną nocą. Z chwili na chwilę byli coraz bardziej mokrzy od padającego deszczu i nie mieli absolutnie żadnej możliwości, żeby się przed nim ochronić, ani nadziei na to, że za jakiś czas będą mogli się ogrzać i przebrać w suche ubranie.
Nie wiedzieli, co ich czeka.

I pomyślałam sobie, że nie mogę o nich zapomnieć

Dlaczego niektórzy mi mówią, że ciągle tylko ta martyrologia, że ciągle tylko chcę płakać, że chcę cierpieć, bo chcę uroczyście obchodzić, świętować ważne dla Polski rocznice?
Nie chcę cierpieć, nie jestem nienormalna. Chcę żyć w pięknym, bezpiecznym kraju, chcę się ładnie ubierać, mieć piękny dom, czytać piękne książki, chcę z moimi dziećmi jeździć na piękne wakacje, poznawać świat. Wypić pyszną kawę w ślicznym kubku, zapisać swoje niezwykłe myśli w pięknym notesie…
Oni wszyscy też chcieli. Ci, którzy walczyli w powstaniu Kościuszkowskim i ci, którzy walczyli w Powstaniu Listopadowym. I ci ze Styczniowego i ci z Powstań Śląskich i ci z Powstania Warszawskiego.
I ci, którzy zostawiali rodziny i tułali się po świecie i walczyli i ginęli. Oni też chcieli tego wszystkiego.
Ci, którzy próbowali pracować od podstaw, a nie mieli niczego, też chcieli pięknego, wspaniałego życia.
Ci, których wywieziono na Syberię i zostawiono na pustkowiu samych sobie, też chcieli pięknego życia.
Wyobrażacie sobie, że robicie coś we własnym mniemaniu dobrego i z tego powodu, bez szans na uczciwy proces, wywożą Was setki, tysiące kilometrów od domu w jednym płaszczu, który nie wystarcza na taki mróz, jaki tam panuje? Jesteście absolutnie bezsilni i jedyne, co możecie od tej chwili robić, to po prostu starać się przeżyć.
Nie będzie od tej chwili mowy o samorozwoju, o czytaniu książek, nowym smartfonie, smoothie, detoksie, super kiecce, super intelektualnej rozmowie w doborowym towarzystwie i stu innych rzeczach, bez których nie wyobrażamy sobie życia.
My sobie nawet, tak naprawdę nawet nie potrafimy wyobrazić życia, jakie oni musieli wieść, z czym się musieli zmagać, jakie niewygody musieli znosić.
I znosili to wszystko.
Nie, oni nie myśleli o nas personalnie, o mnie, o Tobie. Myśleli o swoich dzieciach najprawdopodobniej, o swoich bliskich, przyjaciołach, o sobie. To dla nich chcieli dobrego życia i wolnej Polski.
Zupełnie, jak my dzisiaj, myślimy dokładnie o tym samym. Prawdopodobnie zrobilibyśmy dużo, może tak dużo, jak oni kiedyś, gdyby się okazało, że nie wystarczy tylko uczciwe kasowanie biletów w autobusie i płacenie podatków.  Jednak nie mamy szansy i obyśmy nie mieli nigdy, żeby się o tym przekonywać.
Oni, ci przed nami nie mieli takiego szczęścia, jak my.

Po co nam to

Jest nam dobrze. I dzisiaj niektórzy z nas mówią: po co mam o tym wszystkim pamiętać?
Głupie te obchody. Śmieszne te obchody. To śpiewanie hymnu takie śmieszne. I cztery zwrotki jeszcze na dodatek – kto pamięta czwartą zwrotkę? To się naucz, ja się nauczę. Gospodarka nam upadnie przez to świętowanie.
Zupełnie, jakbyśmy nie mieli za co dziękować. Zupełnie, jakby to wszystko, co mamy nam się należało ot tak, po prostu.
Jakbyśmy dostali za darmo. Może uważamy, jak Jacek Żakowski, że Polski nie odzyskaliśmy, ale dostaliśmy ją od historii?

Zupełnie, jakby ci przed nami chcieli cierpieć i umierać. Może podejmowali złe decyzje, może można było podjąć lepsze niż podjęli.
„Lepszy żywy obywatel niż umarły bohater” mówi Maria Peszek. I w tym momencie przypomniał mi się z jakiegoś powodu Krzysztof Kamil Baczyński, twórca, którego materią było słowo, jak w przypadku pani Marii Peszek. Myślę, że nie chciał umrzeć.
Czy świętujemy dlatego, że lubimy cierpieć czy dlatego, że chcemy pamiętać i podziękować, choćby symbolicznie?
Może, jak uważa Maria Peszek pięknie umieramy, ale słabo wychodzi nam życie?
Przeintelektualizowani intelektualiści lubią sobie porozmawiać bardzo mądrze. Nie mam z nimi szans ze swoją infantylnością.
A jednak tak czuję, po prostu (prostacko?), że to świętowanie, bycie razem, choćby tylko na tę chwilę, jest ważne i jest potrzebne.
Ja chcę i potrzebuję pamiętać o tych wszystkich ludziach, dzięki którym tu jestem dzisiaj tym, kim jestem. Zwyczajnych, cierpiących nie z własnego wyboru, dumnych i odważnych. O ludziach, którzy chcieli tworzyć, a nie umierać.


Cytat i nawiązania w tekście do Debata WP na 100-lecie niepodległości

 

Related posts

Dodaj komentarz