Testowane na zwierzętach?!

Zdaje się, że jakaś „burza” w mediach społecznościowych się rozpętała pomiędzy dwiema super pięknymi i super znanymi paniami na temat kosmetyków.
Nie wiem, nie znam szczegółów, bo nie lubię takich historyjek, obiło mi się jednak gdzieś o oczy, że chodzi o testowanie kosmetyków na zwierzętach.

Nie będę się zajmować samą awanturą, ale szczerze mówiąc nigdy jakoś dogłębnie nie zainteresowałam się tym tematem testowania czegokolwiek na zwierzętach.
Owszem widziałam na niektórych opakowaniach hasło: nie testowano na zwierzętach, ale mnie to nigdy nie skłoniło do refleksji, że skoro tego nie testowano i się to zaznacza, to pewnie  co  innego się testuje.
Bo moja wyobraźnia chyba nie sięga aż tak daleko.
Bo nigdy nie pomyślałbym, że można robić coś takiego, o czym przeczytałam, a przede wszystkim, co zobaczyłam na zdjęciach, bo to najbardziej przemawia, po wpisaniu hasła w przeglądarkę.
Nie będę tego opisywać, jeśli jesteście ciekawi, łatwo znajdziecie mnóstwo informacji na ten temat.

Co ciekawe podobno wiele firm kosmetycznych stosuje podwójne standardy i ze względu na zakaz testowania w Europie, sprzedaje tu kosmetyki nie testowane, gdzie indziej, gdzie zakaz nie obowiązuje, jak na przykład w Chinach, sprzedaje kosmetyki testowane.
I odbywa się to wszystko, to testowanie, pomimo, że reakcja skóry zwierzęcia nie jest stuprocentowo taka sama, jak reakcja ludzkiej skóry.
I pomimo tego, że istnieją alternatywy dla tych testów, np badania na sztucznej skórze. Tyle tylko, że pewnie droższe niż kilka szczurów, kotów czy królików.

Tyle bólu i cierpienia tylko po to, żebym ja mogła kupić krem, który ma w sobie tyle chemii, że chociaż mnie ona nie zabije, jak kota czy królika, to i tak stanu mojej skóry nie poprawi, w najlepszym razie?
Będę oglądać opakowania bardziej uważnie.

Oglądałam kiedyś brytyjski dokument na temat kosmetyków właśnie.
Panie w wieku 40-50 lat testowały kremy, które w założeniu miały przynieść poprawę stanu ich skóry, która, jak wiadomo w pewnym wieku się zmienia i nie chce współpracować z właścicielką, która chciałaby być nadal piękna i młoda.
Eksperyment trwał jakiś czas, bo panie testowały kilka różnych kremów.
Jakie były wnioski końcowe?
Bez względu na to czy krem był drogi czy tani, czy znanej firmy czy całkiem nie znanej jego stosowanie nie zmieniało nic. Poza stanem portfela, jak się wyraziła jedna z bohaterek filmu.
Innym skutkiem ubocznym u niektórych pań, poza rozczarowaniem i uszczupleniem finansów, były stany zapalne, które zaobserwowały po  dłuższej aplikacji niektórych kosmetyków.

Sama też przeżyłam podobną historię, kiedy pewnego razu postanowiłam kupić nowy krem pod oczy.
Po jego kilkukrotnym użyciu, obudziłam się pewnego ranka z tragicznie opuchniętymi, czerwonym i swędzącymi powiekami.
Leczenie trwało w nieskończoność, wyglądałam, jak potworek, a co najsmutniejsze zupełnie nie wiem, co mnie w tym kremie tak uczuliło.
Bo przecież nie wiem, co oznaczają te wszystkie tajemnicze nazwy drobnym maczkiem wypisane na opakowaniu.
Dlatego, jak wcześniej obiecałam i sobie i wam, biorę byka za rogi i zaczynam poznawać.

Tak, tak, wiem, obiecywałam już w ostatnim wpisie, ale to opóźnienie to tylko z powodu tej awantury wspomnianej na początku.
Następnym razem dotrzymam słowa. Już się przygotowuję. Jeśli jesteście ciekawi, koniecznie wpadnijcie.


fotografia: gefrorene_wand

 

Related posts