dobry pomysł
Foto: jarmoluk

Tak się zastanawiam ostatnio w wolnych chwilach czy myśmy sobie trochę za bardzo nie skomplikowali życia?
To taka moja refleksja po ostatnim zebraniu rodziców w klasie młodszej Królewny.
Może Ci, których dzieci skończyły już edukację tego nie wiedzą, ale my dzisiaj co chwilę musimy podpisywać jakieś zgody. A to na wyjście do kina, a to na wycieczkę do lasu, a to na wyjście na rekolekcje, na lody, do biblioteki na zajęcia w ramach lekcji…

Ok, taki wymóg, takie czasy, nauczyciele muszą się zabezpieczyć.
Wszystko rozumiem. Tyle, że w życiu, jak powszechnie wiadomo, nie zawsze i nie wszystko da się zaplanować od A do Z.
I oto, któregoś dnia szkoła, do której chodzi moja młodsza córka, dokładnie klasy 1-3 dostały zaproszenie na spotkanie z Maciejem Orłosiem podczas odbywającego się w Opolu Festiwalu Książki.
Co ważne, zaproszenie dotarło w dniu spotkania.
Dyrektorka szkoły podjęła decyzję: idziemy.
I poszli.

Królewna Marysia była zachwycona, dzieci, z którymi mam kontakt również, inne przyznam się nie wiem. Z relacji pani wychowawczyni wynika, że im się podobało.
No i świetnie, ucieszyłam się z tego wyjścia, z tej radości i zachwytu, bo jak moje dziecko zaczęło opowiadać, to nie mogło skończyć, tak było fajnie. Było słuchanie opowieści, leżakowanie, słonko i trochę swobody na świeżym powietrzu.
I naprawdę nie przyszłoby mi do głowy upominać nauczycieli za to, że wyszli z moim dzieckiem bez mojej pisemnej zgody.
Przyszło to natomiast do głowy jednej z mam, o czym poinformowała bardzo poirytowana podczas wywiadówki.

No i dlatego się zastanawiam nad tym czy sobie nie komplikujemy życia.
Ja z jednej strony rozumiem obawy, troskę o dziecko, ale z drugiej strony czy to jednak nie przesada?
Tego dnia pogoda była idealna. Myślę, że gdyby było zimno, albo padałby deszcz, a dzieci były w krótkich spodenkach, to panie nie zabrałyby ich na tę wycieczkę. Mam do nich zaufanie.
Myślę, że odrobina spontaniczności w bardzo sformalizowanym, jakby nie było życiu szkoły jest czymś, jak najbardziej dobrym i wnosi radość w codzienną rutynę.
Pomijam już w sumie fakt, że było to wyjście na spotkanie z książką, do której dzieciaki nie bardzo się przecież garną.
A tak z drugiej strony, wystawiamy te nasze dzieci nie jeden raz, bez ich zgody przecież, na widok publiczny i zupełnie się tym nie martwimy. No, nam wolno.

Druga sprawa, która mnie już nie po raz pierwszy, w gruncie rzeczy irytuje i tu się będę powtarzać chyba.
Codziennie przyprowadzasz swoje dziecko do szkoły. Zostawiasz je pod opieką obcych, jakby nie było ludzi.
Powierzasz im je w całości i idziesz do swoich zajęć.
Oni się nim opiekują, pocieszają, przytulają, kiedy boli głowa, albo smutno. Oni dbają o nie pod każdym względem.
Oni pomagają Ci wychować Twoje dziecko.
Oczywiście mówię o normalnej szkole z empatycznymi nauczycielami, nie o żadnych patologiach.
Bo nie ma ich przecież tak wiele, jak mogłoby się wydawać po medialnych doniesieniach rozdmuchiwanych do niewyobrażalnych rozmiarów. Te pojedyncze przypadki, to nie jest norma w naszej szkole.
I żeby nie było, ja nie twierdzę, że wszystko jest świetnie i nic nie można by poprawić, ale wiem, że oni w 9 przypadkach na 10 naprawdę się starają i że im zależy.

Na koniec już więc moja refleksja. Skoro powierzasz nauczycielom swój największy skarb, to spróbuj przynajmniej mieć do nich odrobinę zaufania. Spróbuj z nimi współpracować. Pomóż czasami.
Ręce czasem opadają, kiedy trzeba coś zrobić dla klasy czyli również dla swojego dziecka. Widać tylko spuszczone głowy, nikt nie może, nikt nie ma czasu. A do krytykowania zawsze przynajmniej pięciu się znajdzie.
A tak w ogóle, to ja bym się z chęcią tych wszystkich zgód pozbyła, poza koniecznością podania jakiegoś leku na przykład.
Wyrażam swoją zgodę przyprowadzając córkę do szkoły, tej, nie innej i zajmując się w spokoju swoimi sprawami bez strachu i obaw o nią.

Howgh, powiedziałam 🙂

2 thoughts on “Ufasz czy tylko wymagasz?

  1. Jako były nauczyciel potwierdzam, od ilości „zgód” i papierologii nie zależy bezpieczeństwo naszych dzieci w szkole.
    A wojowniczo nastawieni rodzice czasem zwyczajnie w ten sposób odreagowują całokształt: strach przed zwolnieniem z pracy, przepracowanie, upierdliwego szefa itp… Samo życie….

    1. Tak, ja to rozumiem, staram się przynajmniej rozumieć zawsze i wszędzie motywy działania ludzi, ale czasem bywa naprawdę niemiło i zwyczajnie żal mi nauczycieli.

Dodaj komentarz