Wakacje na Majorce?

Wiecie dlaczego między innym tak bardzo kocham wakacje? Kocham je tak bardzo za to, że mogę więcej niż zwykle  czytać. I że nie muszę mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
Więcej, to jest w tym przypadku pojęcie względne – tym razem to dwie – w porywach do trzech książek, ale mimo wszystko to i tak więcej niż zwykle.
Moje lektury są przypadkowe, tzn. czytam tylko to, co chcę czytać, ale nie ma w tym żadnego planu. Nie czytam na przykład jednego autora, nie trzymam się jednej, określonej tematyki, stylu.
Łapię to, co akurat mnie „wzywa” przeczytam jakieś zdanie, spodoba mi się okładka, ktoś poleci, temat zaciekawi, lubię autora.

„Reporterkę” znalazłam w jakimś koszyku w jednym z dyskontów. Swoją drogą, do głowy by mi nie przyszło lata temu, kiedy wizyta w księgarni to było dla mnie święto, że kiedyś tak będzie się kupowało książki.
To dla mnie profanacja prawie. Zawsze, kiedy wchodzę i widzę te biedne książki rozsypane, pogniecione, brudne, czasem z podartymi okładkami, których wiadomo i tak, że nikt nie kupi, to bardzo, bardzo mi smutno. Wśród nich można znaleźć jogurt, masło, płyn do naczyń…
Nie wiem czy to miała być akcja: książka pod strzechy czy jakaś inna, ale moim zdaniem jest słaba. Mam wrażenie, że do czytania nie zachęca, a jeśli, to bardzo niewielu.
No więc w jednym z takich koszy znalazłam „Reporterka – Rozmowy z Hanną Krall„.
Jacek Antczak stworzył kompilację z wielu, bardzo wielu, bardzo różnych wywiadów, jakie przeprowadzono z panią Hanną, na przestrzeni wielu lat. I powstała historia polskiego reportażu poczynając od czasów powojennych i historia pani Hanny Krall. Historia jej niełatwego życia i historia jej pracy, jej fascynacji, jej uzależnienia od powiadania o Żydach – tych ginących bez słowa i tych próbujących się ocalić. O świecie, który zupełnie zniknął z powierzchni ziemi.

Przeczytałam. Wzruszyłam się wiele razy, ze dwa razy płakałam i pożałowałam, że nigdy nie będę potrafiła tak wspaniale opowiadać o ludziach, których spotykam, jak ona.
Chciałam napisać, coś o tej książce, ale obawiam się, że to mnie przerasta.
Dlatego, ponieważ bardzo bym chciała, żeby ktoś jeszcze ją sobie przeczytał, jedyne, co przyszło mi do głowy, to wrzucić tu trochę cytatów.
Zaznaczałam znowu, jak szalona, wszystko, co wydało mi się piękne, albo ważne. Wszystkiego oczywiście nie wrzucę, ale zostawię je sobie. W końcu nigdy nie wiadomo, co i kiedy się człowiekowi w życiu przyda, prawda?

Jeśli ktoś nie ma w sobie smutku, nie ma też radości – powiedziała pani kiedyś
Jeśli cały świat stara się rozweselać ludzi na wszelkie, możliwe  sposoby, to wydaje mi się, że ja mogę zaproponować małą porcje smutku. Myślę, że bez niego ludzie nie byliby ani lepsi, ani mądrzejsi. To normalne, że człowiek uchyla się od smutku, chce być, jak najdalej, ale i tak by go dopadł. Tak, myślę, że kiedy zna się cierpienie, to można wyraziściej przeżywać radość. I to tę najprostszą, najoczywistszą. Moim bohaterom nie trzeba palm, wakacji na Majorce, nie trzeba Bóg wie czego  – wystarczy, że jest świat i że my jesteśmy. Nie każdy ma świadomość, jaka to frajda – żyć. Ja mam. Zawdzięczam to II wojnie światowej, którą przeżyłam.

Nagrywa pani rozmowy z bohaterami?
Nie nagrywam. Nie lubię techniki podczas rozmowy. Mikrofon to technika, którą musiałabym zainstalować między sobą, a rozmówcą, tam zaś nic nie powinno stać, najwyżej kawa.

Sporządza pani notatki?
Zawsze. Dokładnie, bardzo dokładnie notuję. „A co pani tam notuje?”- pytają mnie czasem. A ja notuję nie to, co akurat mówią, tylko to, co wisi za nimi na ścianie albo jak się zachowują. Zdarza się, że w ogóle nie wyciągam notesu, kiedy to może kogoś speszyć. Nie lubię pracować z magnetofonem, bo potem człowiek jest niewolnikiem taśmy. Dosłownie powtórzone zdania są rozwlekłe i nudne.

Dla młodych wyjaśnienie, że taśma i magnetofon to takie ustrojstwa z zamierzchłej przeszłości, które służyły do rejestrowania i odtwarzania dźwięków, np, rozmowy, muzyki itp. i tylko do tego. Kiedy taśma wkręciła się w szpulki magnetofonu, efekt był dokładnie taki, jak dzisiaj, kiedy przypadkiem usuniecie sobie plik z muzyką, albo aplikację ze swojego smartfona 🙂

I nie korci pani, żeby pytać dalej?
Korci mnie.

Gdzie jest ta granica?
Za każdym razem muszę ją sama wytyczyć. Im jestem starsza, tym częściej pamiętam, żeby nie ranić ludzi.

 

W takich chwilach lubię myśleć, że dostaję znak. Jeśli istnieją znaki opatrzności, to nie są wcale spektakularne na niebie i na ziemi. Ujawniają si,ę w najdrobniejszych szczegółach, które łatwo przegapić…

… Krzysztof [ Kieślowski] zapytał: „A ty jakbyś odpowiedziała na takie pytanie?”. „Mnie o to nikt nie pyta”. Krzysztof zdjął okulary, popatrzył na mnie: „Haniu czy ty wierzysz w Boga?”. Zapytał mnie naprawdę. Zacukałam się. Powiedziałam: ”On wierzy we mnie , i to jest ważne!”. To była jedyna moja rozmowa z Krzysztofem o Bogu. Wam dopowiem, że dobrą drogą do Boga jest pisanie reportaży. Skoro Bóg czy też Wielki Scenarzysta, podsuwa mi ułożone przez siebie historie, bym o nich pisała, wierzy we mnie najwidoczniej. Gdybym nie wierzyła w Wielkiego Scenarzystę przedtem, zanim zaczęłam pisać, to uwierzyłabym dzięki losom, które poznaję. Są tak kunsztownie prowadzone, tak zastanawiająco się łączą…

Nie wiem, co Wy na to, mnie się to wydaje wspaniałe. Żadnych dywagacji, żadnego udowadniania, że nie jesteś koniem, żadnego: gdzie był wtedy Bóg. Te słowa wypowiada człowiek, który urodził się w najstraszniejszym z możliwych momentów, człowiek, który usłyszał i poznał tyle potwornych historii, że pewnie niejeden z nas by tego nie wytrzymał.

Ciekawe jest to, że osoba, która całe życie spędziła na wysłuchiwaniu pogmatwanych ludzkich historii, tak bardzo nie lubi rozmawiać i opowiadać o sobie.
Dlatego pewnie mówi tylko to, co warto powiedzieć. Chyba rzadko mamy okazję posłuchać kogoś takiego, a warto. Dlatego jeśli będziecie mieli okazję, sięgnijcie po Reporterkę. I oczywiście po reportaże pani Hanny.

 

 

Related posts

Dodaj komentarz