Wciąż truchtam

truchtam wciąż
foto: bosmanerwin

Wiele razy słyszałam o tym, że ruch, uprawianie sportu sprawiają, że człowiek jest spokojniejszy, weselszy, że mniej choruje.
Słyszałam i zawsze wydawało mi się to lekką przesadą.
A jednak z ręką na sercu muszę dzisiaj przyznać, że coś w tym jest.

Już się chwaliłam,  że od początku lipca regularnie biegam, no raczej truchtam. W okresie wakacyjnym udawało się robić to przez godzinę dziennie, pół godziny rano, pół po południu lub wieczorem. Od początku roku szkolnego nie jest już tak łatwo, bo obowiązków przybyło.
Najczęściej udaje mi się potruchtać tylko rano, podczas porannego spaceru z psem, chociaż jak tylko mogę wyrywam te popołudniowe pół godziny.
Bo po prostu spodobało mi się to, daje mi to, poza innymi korzyściami po prostu radochę. Jestem tylko ja i pies i moje myśli, modlitwa.
Czuję się bardzo dobrze, jakoś lekko. Moje nogi, które puchły od długiego siedzenia przy komputerze, przestały puchnąć. Od kilku lat o tej porze roku dokuczały mi  zatoki. Dzisiaj stwierdziłam, że jak na razie wszystko z nimi w porządku.
Na sto procent nie jestem w stanie stwierdzić, że to zasługa truchtania, ale mam wrażenie, że chyba jednak tak. Bo co innego? Przypadki przecież nie stnieją.

Martwię się trochę, może bardziej smucę, bo brakuje mi tej pół godziny, bo przecież ponad wszystko chciałabym zrzucić trochę kilogramów.
Myślałam czym mogłabym zastąpić popołudniowe truchtanie. W grę wchodzą oczywiście jedynie ćwiczenia do wykonania w domu, bo skoro nie wyrwę się na półgodzinny spacer blisko domu, to i na fitness czy jogę tym bardziej nie.
Wydawało mi sie, że znalezienie czegoś odpowiedniego może być trudne, jeśli nie niewykonalne, bo tak naprawdę nigdy nie lubiłam ćwiczeń w domu.

A jednak znalazłam. Przypadkiem. Właściwie samo do mnie przyszło. Jedno ćwiczenie, które powtarza się kilkakrotnie w ciągu dnia. Modeluje właściwie całe ciało: brzuch, pośladki, ramiona, nogi i plecy. Nie jest zupełnie proste do wykonania, ale jeśli się je wykona, to radość i satysfakcja wielka. Na razie ćwiczę od kilku dni, więc spektakularnymi osiągnięciami nie mogę się pochwalić, ale po dojściu do wprawy chciałabym zastosować jeszcze jego kombinacje.
Wydaje mi się tylko, że osoby z problemami dolnego odcinka kręgosłupa powinny uważać, albo najlepiej, dla pewności zapytać lekarza czy ćwiczenie im nie zaszkodzi.
Prawdopodobnie spotkaliście się  już z ćwiczeniem Plank, albo wyzwaniem Plank, bo wieść o nim krąży podobno po Sieci już od jakiegoś czasu, a jeśli nie, to odsyłam po szczegółowe informacje na przykład TUTAJ.
Trzymajcie kciuki.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment