Wracajmy do natury

Myślę, że nie tylko mnie przychodziło nie raz do głowy, na przykład podczas wysłuchiwania kolejnej reklamy super cudownych specyfików na wątrobę, żylaki, infekcje intymne, katar, kaszel, egzemę i miliard, żeby się nie wyrażać, innych ludzkich przypadłości: jak to jest, że nasze mamy, nasze babcie,  nie wspominając już o starszych pokoleniach, mogły w ogóle funkcjonować bez tego wszystkiego?

Bez tych genialnych pigułek, syropów, maści, kremów, serów- regenerów, aktywnego węgla, ampułek kwasu hialuronowego, płatków złota i Bóg jeden wie czego jeszcze?
Jak to było możliwe, że poeci pisali o skórze, jak aksamit, albo jak skórka brzoskwini ( nie pamiętam kto, nie pamiętam gdzie, ale czytałam kiedyś coś takiego).
Jak to możliwe, że mieli zdrowe zęby, zdrowy wzrok, poruszali się do późnej starości?
Tak, wiem, nie wszyscy. Za to my wszyscy już prawdopodobnie ( z niewieloma wyjątkami)  tego nie doświadczymy.
No chyba, że jednak postanowimy coś z tym zrobić, zamiast podążać, jak w amoku za tym, co nam błyśnie ładnym opakowaniem czy będącym na topie składnikiem, który nie bardzo wiadomo, gdzie go włożyć, skąd się wziął i jak w rzeczywistości działa, ale wszyscy go używają. To pewnie dobry.

Nasi dziadkowie żyli w czystym środowisku

Nasi przodkowie, nawet jeśli ich życie w naszym dzisiejszym rozumieniu, dalekie było od doskonałości, mieli nad nami jedną wielką przewagę. Żyli w czystym środowisku.
Oddychali świeżym powietrzem, pili czystą wodę, jedli nie skażone mięso, warzywa, owoce, zboża i nabiał.  I leczyli się naturalnie.
I jasne, że nie można i wcale nie zamierzam tego robić, podważać zasług i istoty zdobyczy nauki, medycyny. Nie chcę powiedzieć, że powinniśmy się leczyć u znachorów.
Chodzi mi o to, że na katar nikt nie zalecał stosowania leków ze sterydami, jak w pewnym momencie pediatrzy mojemu 5- letniemu dziecku. I nieważne było, że zgłaszałam, że mam wrażenie, że ten bardzo niebezpieczny lek przestał w moim odczuciu działać.
Mnie na problemy ze skórą przepisano maść ze sterydami, która owszem, zadziałała. Po odstawieniu jednak problem wrócił natychmiast, a lekarz rozkładał ręce.
Nasi przodkowie szli na łąkę, do  lasu, do własnego ogrodu, korzystali z tego, co można było pozyskać z natury.

Bardzo spodobało mi się jedno zdanie, prowadzącej niedawno webinar Organic Life Kasi Sokołowskiej-Macowicz, że na nasze ciało trzeba spojrzeć i trzeba je potraktować holistycznie.
Niby w teorii to wiemy, w praktyce jednak trochę to umyka.
Niby wiemy, że jesteśmy tym, co jemy, w praktyce jemy często byle co.
Niby wiemy, że trzeba pić, w praktyce nam się nie chce, albo zapominamy.
A jak już zabierzemy się za ćwiczenia, bieganie, skomponujemy pełne zdrowia posiłki, wypijemy tyle wody, ile trzeba, to z kolei nakładamy na siebie kosmetyki z PEG-ami, SLS-ami, syntetykami, bo po prostu nie wiemy, że to tam jest i jak destrukcyjnie działa, nie tylko na skórę, ale i na cały organizm.

Pora wrócić do natury Drodzy Państwo Po prostu

Ha, ha, tylko trochę żartuję.
Bo fakt, ogrodu nie mam, na łąkę nie pójdę, bo się na roślinach po prostu nie znam – jestem mieszczuchem, wieś po raz pierwszy zobaczyłam z bliska, na dłużej w wieku 22 lat.
A jednak tylko trochę żartuję.
Organic Life produkuje kosmetyki w 100% naturalne.
Używają roślin i ziół z własnych upraw lub z upraw zaufanych. Właściciel firmy Arkadiusz Śnieżko tworzy własne receptury. I jest przy tym zafascynowany możliwościami i dobrodziejstwem ziół właśnie.
Opiera się przy tym na roślinach naszych, polskich, europejskich, ale nie tylko. Najlepszym przykładem może być smocza krew – żywica z palmy rosnącej w północnej Afryce i w Indiach.
W niedługim już pewnie czasie pojawią się kosmetyki z aloesem uprawianym na nowej organicowej plantacji, jeśli dobrze pamiętam w Meksyku.
Przy tym wszystkim kosmetyki Organic Life tworzone są w oparciu o najnowsze badania naukowe, a nie na zasadzie – a spróbujemy czy to zadziała czy nie.
Wszystkie syntetyczne konserwanty, emulgatory, SLS-y zastąpiono naturalnymi olejami: makadamia, z ogórecznika, z pestek winogron, naturalnymi alkoholami, które konserwują kosmetyk, ale odparowują ze skóry po jego nałożeniu, nie przenikając wgłąb.
Jeśli w nazwie kremu występuje na przykład nagietek lekarski, to wyciąg z nagietka lekarskiego w kremie stanowi 50%
W jednym kosmetyku możecie znaleźć wyciągi z kilku różnych, dobroczynnych roślin.

Organic Life rządzi

Powiecie mi teraz tak: no, nasłuchałaś się, naczytałaś, chcesz zarobić, to powtarzasz, jak papuga.
To ja powiem tak: używam kosmetyków Organic Life od wakacji, pierwsze serum do ciała, dokładnie  Serum botaniczne do ciała Aqua Virtualle kupiłam z końcem sierpnia.
Nie opowiadałam o tym wcześniej, bo musiałam najpierw sprawdzić czy to rzeczywiście prawda, że te kosmetyki działają tak dobrze.
Chciałam też sprawdzić czy nie jest tak, jak w  przypadku niektórych kosmetyków, które znam, że kiedy je tylko odstawiasz, cudowne efekty znikają.
W tej chwili poznałam już kilka produktów i powoli poznaję nowe.
Aqua Virtualle stosowałam przez miesiąc i odstawiłam. Przed zastosowaniem miałam od dwóch czy trzech lat problemy w postaci pojawiających się czerwonych, swędzących i brzydkich placków, zwłaszcza na ramionach. (Przepraszam, że tak wprost, ale inaczej się o tym opowiedzieć nie da).
Lekarz przepisał mi wspomnianą gdzieś na początku wpisu maść ze sterydami, która działała, dopóki ją stosowałam. Kiedy ją tylko odstawiłam, placki pojawiały się znowu.
Kosmetyki coraz to nowe działały na podobnej zasadzie.

Rerum botaniczne do ciała Aqua Virtualle

Tak naprawdę nie wiązałam wielkich nadziei z nowym kosmetykiem, ale po dwóch chyba dniach po zastosowaniu Aqua Virtualle moje wstrętne placuszki zniknęły, a moja skóra stała się jakaś taka mięciutka i … lekka. Nie wiem, jak to inaczej określić.
Zużyłam całą buteleczkę i powiedziałam: sprawdzam. Nie kupiłam na razie nowej.
Do dzisiaj to, co mi dokuczało przez kilka ostatnich lat, nie wróciło. Przynajmniej, jak na razie, ale przyznacie, że czas jest dobry? Bo to już trzeci miesiąc bez serum.
No, to ośmielam się powiedzieć, że to działa 🙂 i powoli zaczynam rozumieć dlaczego, ale o tym innym razem.
A ja mam już kolejnego faworyta, o którym opowiem następnym razem.

No, to co ja mogę powiedzieć?
Kupujcie kosmetyki Organic Life, stosujcie, cieszcie się piękną, zdrową skórą, cieszcie się zdrowiem. Zarabiajcie z Organic Life, opowiadajcie innym o tych kosmetykach. Bo warto.

Czy kosmetyki Organic Life są dla każdego

Na pewno nie wszystkie dla każdego.
Bo myślę, że ktoś uczulony na pyłki drzew, pewnie nie będzie mógł zastosować kosmetyku z kwiatem lipy. Słyszałam, że są tacy, którzy nie mogą stosować kremu z wyciągiem z oczaru wirginijskiego.
Ja na przykład nie bardzo mogę stosować balsamy do mycia włosów, bo jakieś te moje włosy są po nich nieciekawe. Jednak oferta Organic Life jest tak bogata, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie, a resztę można sobie skomponować korzystając z oferty innych firm. Bo przecież na rynku jest tych firm coraz więcej.
Pamiętajcie jednak CZYTAJCIE ETYKIETY. Bardzo dokładnie. I nie dawajcie się zwieść hasłami z przodu opakowania: 0 parabenów, albo 100% naturalne. Z drugiej strony to czasem nie jest wcale 100%.

Related posts

Dodaj komentarz