okładka owieści Wybrany
foto: Wybrany, wyd. W Punkt. Dziękuję za egzemplarz do recenzji 🙂

No czytam ostatnio normalnie, jak szalona 🙂 ale jak się ma taką książkę, jak „Wybrany” Urszuli Sowińskiej, to trudno nie czytać.
A zabrałam się za nią z pewnym dystansem, nie spodziewałam się niczego specjalnego.
Autorki nie znałam dotąd, a sama książka, jak sądziłam z opisu i z okładki, zahaczała o kryminał, który jednak nie należy do moich ulubionych gatunków. Tzn. czyta się to właściwie zawsze bardzo dobrze, ale coś we mnie zawsze zostaje niefajnego po takiej lekturze. I nie lubię tego.
Jak się jednak okazuje, kiedy już książka przeczytana, nie należy oceniać książki po okładce 🙂 i zawsze warto jednak chociaż spróbować, bo kilka pierwszych zdań czy nawet stron niekoniecznie musi świadczyć o całości.

Kiedy zaczęłam lekturę trochę było mi ciężko. Bo i temat jakiś przygnębiający i bohater niesympatyczny i realia, których normalnie człowiek wcale nie chce poznawać, bo po co mu.
Z każdym zdaniem jednak wsiąkałam w tę ciężką atmosferę realiów wielkiego marketu, niezrealizowanych planów i pretensji do całego świata, że życie nie układa się tak, jak miało się ułożyć.
Coraz bardziej chciałam zrozumieć chłopka, który pomimo trudnego początku miał przecież szansę i możliwości, żeby to swoje życie popchnąć do przodu.
Zamiast tego jednak wolał się nad sobą użalać i zwalać winę za niepowodzenia na wszystko i wszystkich, choć wewnętrznie był święcie przekonany o tym, że wcale tego nie robi i o swojej wyższości i wyjątkowości.

Dałam się nawet zwieść i kibicowałam mu w momencie, w którym zrobił rzecz beznadziejną, kiedy zachował się, jak ostatni tchórz i podlec. To chyba dobrze świadczy o talencie pisarskim autorki.
Co do talentu autorki to bardzo podobał mi się sposób, w jaki połączyła ze sobą dwa światy, dwóch ludzi, których losy za chwilę miały się skrzyżować. Spodobało mi się to, że w momencie, kiedy wydawało się, że dłużej już biadolenia i rozkładania na czynniki i pierwsze i jeszcze bardziej pierwsze odczuć i reakcji głównego bohatera, więcej już nie dam rady znieść i najchętniej dałbym mu w nos, nagle autorka po prostu go zostawia samemu sobie i kieruje moją uwagę na kogoś zupełnie innego.

W pierwszym momencie konsternacja. Kto to do cholery jest? Dopiero za moment wszystko się wyjaśnia i zaczyna składać w całość.
Sposób, w jaki nas pani Urszula przygotowuje do zakończenia też uważam jest ciekawy. Niby daje znać, że coś takiego może się wydarzyć, ale to coś wydaje się zupełnie niemożliwe w połączeniu z tym, co wiemy o bohaterze i odsuwamy, przepraszam, ja odsuwam taką możliwość i nie przyjmuję jej do wiadomości. A na koniec To jednak się wydarza.
I jednak jest nadzieja. Na szczęście.
I okazuje się, że ciekawie można opowiedzieć nawet o najbardziej nieciekawym człowieku i życiu, i że małe cuda zdarzają się nawet wtedy, kiedy nie powinny i że wszystko to można opowiedzieć wprost, prostym językiem.

Nie opowiem Wam oczywiście o czym jest „Wybrany” Urszuli Sowińskiej, skoro zakończenie ma Was zaskoczyć.
Powiem Wam tylko, że najwspanialsze dla mnie jest w jej książce to, że w całej tej byle jakości, szarości, smutku mogłam odkryć, albo po prostu przypomnieć sobie taką oczywistość, że trzeba, że warto szanować, cieszyć się tym, co się ma, doceniać tak po prostu każdy dzień, każde spotkanie, każdą możliwość.
I szukać rozwiązań. Według własnych możliwości, sił, które każdy z nas jakieś ma.

2 thoughts on “Wybrany. Do czego?

  1. Marketowa rzeczywistość? Gdyby autorka mogła posłuchać rzeczywistych historii kilkuset tysięcy pracowników polskich hipermarketów, miałaby zapewne temat na kilka tomów. Dziękuję za recenzję, przeczytałam z przyjemnością bo dobrze się czuję goszcząc u ciebie na blogu. Być może się skuszę choć trudne historie lepiej czyta mi się gdy za oknem nieco radośniej niż obecnie. Skoro na koniec jest choć odrobina optymizmu…może warto przeczytać? 🙂

    1. Prawda. Wystarczy tylko chwilę poprzyglądać się niektórym osobom i można napisać scenariusz. Cóż pewnie nie byłby radosny, albo nie do końca radosny.
      A książkę, jeśli masz ochotę przeczytać, to rzeczywiście radzę Ci poczekać na słońce 🙂 Niemniej uważam, że jest to warta przeczytania pozycja.

Dodaj komentarz