Zmiana, no dobrze, ale jak się do niej zabrać

Dzisiaj bez zbędnych wstępów nawiązując do wpisu, w którym opowiadałam o tym, że próbuję wywalczyć dla siebie kawałek czasu, żeby coś pozmieniać, dzisiaj opowiem, co wymyśliłam a propos tego czego zmiana ma dotyczyć.
No, może wymyśliłam, to tak trochę na wyrost, bo w zasadzie to ciągle myślę.
Im dłużej myślę, tym więcej mam wątpliwości i obaw, dlatego zdecydowałam się napisać. Bo jak tak dłużej będę myśleć, to w końcu się poddam. Wiem, co mówię, znam się na tym. Trzeba jak najprędzej postawić pierwszy krok.

Wspomnień czar

Tytułem wstępu, który tu chyba jest potrzebny, żeby można było zrozumieć mój tok rozumowania, opowiem pewną historię sprzed wielu lat.

Dawno, dawno temu uczyłam się przez rok w Studium Kulturalno-Oświatowym na specjalizacji Teatr
Amatorski. To najwspanialszy rok mojego życia. Takich ludzi, takiej grupy nie spotkałam już nigdy później.
Nigdy później nie doświadczyłam takich emocji. Rozumieliśmy się bez słów, mieliśmy masę pomysłów i mogliśmy spędzać ze sobą całe dni i noce i nigdy się nie nudziliśmy.
Nigdy nie byłam zmęczona. Nawet najpiękniejsze, najcieplejsze majowe dni spędzaliśmy w sali o ciężkich, zakurzonych kotarach, bo robiliśmy spektakl. Mózgi nam parowały…
W sumie to akurat nie ma nic do tematu, o którym chcę pisać, ale tak mi się przypomniało 🙂 bo…
W tym Studium mieliśmy zajęcia z psychologii z cudownym  profesorem Kobiałko. On zrobił nam pewnego dnia test, który miał sprawdzić, jacy jesteśmy, tzn. czego w życiu nam trzeba: czy spokoju i stabilizacji czy szaleństwa i wrażeń.
Wszyscy koledzy odpowiadali tak, że wyszło im jedno lub drugie. Ja miałam trochę tego, trochę tego.

I ja tak mam całe życie – nigdy na nic nie potrafię się zdecydować w 100 %
Być może, wiadomo, że dzieciństwo determinuje wiele naszych późniejszych zachowań i decyzji, wynika to właśnie z mojego dzieciństwa.
Dzisiaj już nikt mnie o to nie pyta, ale kiedy byłam dzieckiem, nie wiem dlaczego ciągle pytano mnie o to spod jakiego jestem znaku zodiaku. Na moją odpowiedź, że spod znaku Bliźniąt zwykle słyszałam: o, to ty jesteś dwulicowa, albo – trzeba na ciebie uważać, bo ty możesz być fałszywa.
I faktycznie, może z powodu takich sugestii, a może po prostu tak mam, całe życie wybieram między czymś, a czymś, a w stosunkach z ludźmi zawsze przede wszystkim, jakby na zapas, staram się być jakaś, konkretna, jednoznaczna.
I tak oto tym sposobem przechodzimy płynnie od wstępu do meritum.

Jak to ze lnem było czyli krótka historyjka o moich perypetiach  z pewnym systemem

Zmiana.
Zacznę trochę od końca. Nigdy nie lubiłam i nie lubię do dzisiaj, kiedy ktoś pod osłoną czegoś innego, próbuje mi coś sprzedać. Myślę, że wiecie o czym mówię.
Zawoalowane wpisy na blogach czy na Facebooku, a później: przyjdź na spotkanie, będzie fajnie. A co to za spotkanie? Nie mogę ci powiedzieć, ale przyjdź, będzie fajnie.
Zdarzało wam się coś takiego? Mnie kilkakrotnie i zawsze głupio mi było odmówić znajomemu i szłam i traciłam czas.
Innym razem dałam się zrekrutować i byłam nawet na kilkudniowym szkoleniu, na którym usłyszałam, że zawsze trzeba wykorzystywać sytuację. Jesteś na przykład na weselu? Jest okazja. Wujek, kuzyn, żona kolegi? Atakuj, zadawaj otwarte pytania, wywieraj wpływ, zasiewaj niepokój. I dawaj rozwiązanie. Zarabiaj wszędzie, gdzie jesteś.
Oczami wyobraźni widziałam moich przyjaciół i rodzinę, jak przestają odbierać telefony ode mnie, albo przechodzą na drugą stronę ulicy, kiedy mnie z daleka zobaczą.
Ja wiem, że tak sporo ludzi działa i nie widzi w tym nic złego. I pewnie w tym nie ma nic złego, ale to nie dla mnie. Nigdy nie potrafiłam i nie potrafię czegoś takiego robić.
I nie chcę.
Dlatego jest ten dzisiejszy wpis. Żeby uprzedzić, trochę się wytłumaczyć, opowiedzieć, co zamierzam.

Nigdy nie mów nigdy

Bo pomimo tych nie najlepszych doświadczeń postanowiłam jednak zająć się MLM-em, inaczej Multi-Level-Marketingiem, marketingiem wielopoziomowym, dzisiaj częściej używanym określeniem tego systemu jest marketing społecznościowy. Jest w tym coś, prawda, wiąże się z tym, co napisałam na początku.
Całe dorosłe życie to za mną chodzi, a ja opędzam się, jak przed natrętem, podchodzę do sprawy, jak do jeża i poddaję się.
Bo nie potrafię działać, patrz wyżej, bo mnie inni wyśmiewają, bo kpią, bo mówią: co Ty , w piramidzie działasz? Chociaż nikogo ze znajomych nie nagabuję, jak się wyżej rzekło.
Myślałam jakiś czas temu, że definitywnie z tym skończyłam, a tu pojawił się Organic Life.
I ci zrobić?
Kosmetyki świetne i całkowicie mnie przekonały, chciałabym, żeby, jak najwięcej ludzi ich używało, bo są na pewno zdrowsze od tych, które można kupić w sklepach czy aptekach, żeby inni, tak, jak ja ostatnio, zaczęli sprawdzać etykiety i orientować się, co właściwie sobie aplikują, ale firma działa właśnie w oparciu o MLM.

Mam więc dwie możliwości:
1 – mogę kosmetyki po prostu kupować, zostać klientem ze stałą zniżką. Cieszyć się ich jakością i cieszyć się z tego, że swoimi zakupami wspomagam w 100% polską firmę, która w Polsce płaci podatki i współpracuje z polskim firmami, np. producentem opakowań
2 – mogę kosmetyki kupować ze stałą zniżką. Cieszyć się ich jakością i cieszyć się z tego, że swoimi zakupami wspomagam w 100% polską firmę i do tego mogę te kosmetyki polecać innym i dzięki temu, a dokładnie dzięki ich zakupom, zarabiać.
Bo działa to tak, że na moich zakupach pewien określony procent zarabia ten, który mnie polecił kosmetyki. Jeśli ktoś, komu ja je polecę, zdecyduje się je kupić, ja zarobię określony procent. Jeśli ten, komu ja poleciła kosmetyki, poleci kosmetyki następnej osobie, wtedy procent zarobi on i ja i ten, kto kosmetyki polecił mnie.
Nie jest to ta piramida o pejoratywnym znaczeniu, bo mamy tu realny produkt. Płacimy za niego, żeby go używać, a pieniądze trafiają do wspólnego koszyka, z którego są rozdzielane sprawiedliwie według ustalonych reguł – odpowiedni procent dla odpowiedniego poziomu, który udało się każdemu wypracować. O tym może za jakiś czas opowiem więcej.

Dlaczego tak czyli jak to działa

Dlaczego założyciele Organic Life i wielu innych firm decydują się na taki model działalności.
Dlaczego nie produkują i nie chcą sprzedawać tradycyjną drogą: hurtownia, przedstawiciel jeden, drugi, czasem trzeci i czwarty (wiem, o czym mówię, bo oglądam to z bliska w całkiem innej firmie).
A każdy z tych przedstawicieli dorzuca swój kawałek marży, do tego jest jeszcze kolejny narzut w sklepie, do którego produkt trafia finalnie.
A to nie są wszystkie koszty, bo przecież trzeba jeszcze produkt zareklamować, żeby w ogóle ktokolwiek się o nim dowiedział i żeby chciał, poczuł potrzebę, żeby go kupić.
Ile kosztuje reklama? Ja nie wiem, ale na pewno niemało.
W marketingu społecznościowym oprócz tego, że nie ma kilku pośredników, to nie ma reklamy, bo chodzącą reklamą jesteśmy my 🙂
Dlatego tak dobre kosmetyki, jak te, które produkuje Organic Life mogą kosztować stosunkowo niedużo.
Niedużo to oczywiście pojęcie względne, ale wystarczy porównać ceny kosmetyków Organic Life z cenami naturalnych kosmetyków dostępnych na naszym rynku.
To jest jakiś powód, żeby działać w tym systemie.
Na rynku jest miejsce i dla tych, którzy działają tradycyjnie i dla tych, którzy wolą MLM.

Historia MLM – jest bardzo długa. W Stanach Zjednoczonych pierwsza firma działająca tym systemem powstała już w XIX. Dzisiaj podobno można nawet studiować na kierunku network marketing.
Na całym świecie w MLM-ie działa miliony ludzi, którzy zarabiają nie wiadomo, jak wielkie sumy.
Fajnie, prawda?
I to mnie właśnie zawsze zniechęcało.
Ludzie sadzali mnie przed rozciągniętym kawałkiem szmatki i pokazywali mi slajdy.
A na tych slajdach wypasione samochody, białe wille z błękitnymi basenami, albo błękitny ocean i drink w dłoni. Kiedyś to jeszcze panowie występowali w dwurzędowych marynarkach ze złotymi guzikami : -))
I ja patrzyłam na te slajdy i patrzyłam.
I słuchałam: zaproś dwóch, trzech, pięciu i jesteś ustawiona.

To, co? Wiesz, o co chcę zapytać

Ok, to nie są miłe wspomnienia. I ja nikomu nie zamierzam fundować takich przeżyć.
Ja wiem, że to jest całkowicie nieprofesjonalne podejście, ale ja nie mogę Wam prezentować profesjonalnego podejścia, bo ja nie jestem w tym profesjonalistką.
Dopiero zaczynam. Dopiero się uczę. Dopiero szukam sposobu.
Ponieważ zostawiłam rodzinę i przyjaciół w spokoju i poczekam na czasy, kiedy być może sami się zainteresują tym czego to ja używam, że tak dobrze mi służy 🙂 to postaram się wykorzystać Internet do znalezienia tych, którzy są ciekawi kosmetyków Organic Life, albo tych, którzy nie mają takich oporów, jak ja, albo takich, którzy uwielbiają takie działanie, bo są tacy na tym naszym pięknym świecie.
Nie powiem Wam więc: dołącz do mnie, a razem przeniesiemy góry, pomogę Ci we wszystkim.
Powiem Wam: dołącz do mnie i razem spróbujmy zmienić życie swoje i innych.
Spokojnie, bez ciśnienia. Jeśli ja Ci nie pomogę, to pomogą ci, którzy wiedzą lepiej. Bo w Organic Life są naprawdę świetni ludzie, którzy mają mnóstwo wiedzy i którzy się nią dzielą. W Internecie i podczas spotkań na żywo.
Jest cała masa materiałów, z których można stale korzystać.
Możesz działać bezpośrednio, możesz korzystać z Internetu – ja sama tak dołączyłam do firmy. To dla mnie duży plus w porównani z latami, kiedy panowie nosili dwurzędowe marynarki ze złotymi guzikami i wyglądali, jak marynarze, którzy zagubili się w czasoprzestrzeni.
Rany, chciałam napisać, idąc tropem, nie swoim: nic Cię nie ogranicza, ale ha ha, to przecież nieprawda. Ogranicza Cię tak, jak mnie: brak wiary, brak wiedzy, brak wielu umiejętności, ale na szczęście to Ty i ja mamy na to wpływ i możemy się postarać, żeby te nasze ograniczenia zniknęły. A przynajmniej w znacznym stopniu zniknęły. W końcu wielu ludziom to się udaje, dlaczego nam miałoby się nie udać?

Myślę, że dobry produkt i przekonanie do niego i czystość intencji to jest już jakaś podstawa? Jakiś punkt wyjścia? A potem zobaczymy, co dalej.

No to teraz kolej na linki:
sklep Organic Life jeśli chcesz kupować, używać i już.
I link partnerski, jeśli chciałabyś lub chciał 🙂 spróbować polecać kosmetyki i zacząć na tym zarabiać.

A jeśli nie interesuje Was ani jedno, ani drugie, to i tak wpadajcie do mnie.
Bo ja tu ciągle będę pisać o całkiem innych sprawach. Bo, nawet zastanawiałam się nad tym czy nie podzielić tego wszystkiego na dwa blogi,  żeby nie mieszać tematów, ale doszłam do wniosku, że to jest moje życie. I moje córki, i książki i filmy i te kosmetyki i te próby poradzenia sobie z trudną rzeczywistością i Bóg.
Nie wiem czy to się nie zmieni, ale na razie myślę, że tak jest dobrze. Chyba, że macie inne zdanie na ten temat, to dajcie znać. Zastanowię się nad tym jeszcze raz 🙂

Related posts

Dodaj komentarz