Ciiicho…co słyszysz?

Dzień dobry po kolejnej, krótkiej przerwie.
Nieregularne to moje pisanie zrobiło się ostatnio.
Wakacje. Wiadomo, że więcej czasu spędza się nad wodą, w lesie, w górach i gdzie kto lubi. Ja w tym czasie o wiele mniej zaglądam do Internetu, co prawdopodobnie jest mało profesjonalne, bo nawet małe dziecko dzisiaj wie, że jak Cię nie ma w Internecie, to tak, jakby Cię nie było.
Nic na to jednak nie poradzę, że w Internecie, w nadmiarze, regularnie się gubię, a odnajduję w ciszy.
Regularnie przychodzi na mnie potrzeba zatrzymania się, przemyślenia wszystkiego na nowo, przemeblowania niektórych spraw. Wakacje to dobry czas na to.

A koniec wakacji to od trzech lat dla mnie czas dosyć szczególny. Nigdy tak naprawdę nie wiem, jak o nim opowiedzieć.
Bo z zewnątrz wygląda to całkiem zwyczajnie, dla niektórych dziwnie, dla innych śmiesznie.
Nie uraczę Was dziesiątką zdjęć, bo ich nie zrobiłam. Trochę dlatego, że nie chciałam, trochę dlatego, że mój słaby telefon, przepraszam, smartfon, zastrajkował i coś pomieszał i zdjęć nie udaje się przesłać na serwer. Dlatego będę opowiadać, a Wy musicie sobie wszystko sami wyobrazić.
To znaczy, jeśli chcecie oczywiście 🙂

Wszystko zaczęło się już w  ostatnią niedzielę lipca

Podczas I czytania Pisma Św. w czasie mszy św. usłyszałam ten fragment:

Czytanie z Księgi Rodzaju.

Bóg rzekł do Abrahama: ”Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich mieszkańców są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy też nie; dowiem się”.
Wtedy to dwaj mężowie odeszli w stronę Sodomy, a Abraham stał dalej przed Panem. Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: ”Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu dla owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu. O, nie dopuść do tego. Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?”.
Pan odpowiedział: ”Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu dla nich”.
Rzekł znowu Abraham: ”Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy dla braku tych pięciu zniszczysz całe miasto?”.
Pan rzekł: ”Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu”.
Abraham znów odezwał się tymi słowami: ”A może znalazłoby się tam czterdziestu?”. Pan rzekł: ”Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu”.
Wtedy Abraham powiedział: ”Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu!”.
A na to Pan: ”Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu”.
Rzekł Abraham: ”Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu?”.
Pan odpowiedział: ”Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu”.
Na to Abraham: ”O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu?”. Odpowiedział Pan: ”Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu”.

Pomyślałam sobie w pierwszym momencie, że Pan Bóg jest cierpliwszy niż ja, bo ja przy trzeciej próbie targowania się Abrahama, zaczęłam się denerwować, że chyba przesadza.
Jeden z księży, którzy komentowali ten fragment, skupił się głównie na tym, jak się modlimy, na jakości modlitwy w ogóle. Inny stwierdził, że nic bez Boga zrobić nie można, że wszystko przez Niego się dzieje i z Nim i w Nim.
A mnie w tym, co usłyszałam, dotknęło szczególnie,  jak ważna jest modlitwa, jaką ma moc.
W tym sensie, jak ważne jest to, żeby modlić się za innych, modlić się jedni za drugich.
Za tych, którzy proszą o modlitwę, bo wierzą w jej moc, ale też za tych, którym się wydaje, że nie jest im ona do niczego potrzebna, że poradzą sobie sami.
Abraham swoim targiem mógł ocalić i jednych i drugich. Bóg „ustąpił” przed uporem Abrahama, dał się przekonać.

Dla mnie to jest odpowiedź

To raz, ale jest jeszcze jedna rzecz, która  mnie w tym czytaniu dotknęła. Dziesięciu prawych mogło ocalić całą Sodomę. 
Czasem się zastanawiamy, mamy wątpliwości, musimy mierzyć się z wątpliwościami naszych dzieci – wszyscy robią tak i tak, nie przejmują się, nie liczą się z nikim i z niczym, dlaczego ja tak nie mogę?
Co z tego mam?
Dla mnie to jest odpowiedź.
Nikt z nas nie żyje tylko dla siebie, nikt z nas nie jest sam.

Doświadczyłam tego trochę podczas tygodnia pielgrzymki. Trzeci raz poszłam z pieszą pielgrzymką z Opola do Częstochowy.
I było to inne doświadczenie niż dwa poprzednie. Inaczej jakoś to przeżyłam. Może przez te słowa usłyszane kilka dni wcześniej, które we mnie ciągle są?
Bo taka pielgrzymka to nieustanna modlitwa. Za siebie, za swoje sprawy, ale też, a może przede wszystkim za sprawy innych.
Już wychodząc masz cały bagaż intencji, które powierzyli Ci ludzie, którzy nie mogli pójść. Zabierasz tych, którzy nawet o tym nie wiedzą. A po drodze zbierasz jeszcze innych – tych niesamowitych ludzi, którzy Cię karmią, poją, pozwalają zająć swój dom, pozdrawiają po drodze.
Napisałam bagaż, ale to taki bagaż, który pomaga iść, który niesie.
Kiedy idąc powierzacie kolejne intencje Bogu przez ręce Maryi, masz wrażenie, że On słucha, że zabiera ciężary z naszych pleców, na chwilę bierze na ręce.
To niesamowite uczucie i nie ma w tym żadnej egzaltacji. Jest za to spokój, taki jakiś inny od tego, który możemy zapewnić sobie sami.
Trudno o tym dyskutować z kimś, kto tego nie czuje, nie rozumie, nie chce uznać, śmieje się z nas, ale chyba nie ma potrzeby.
Wiem, że dla kogoś takiego kluczowe będzie słowo, którego użyłam wyżej: wrażenie, ale niektórzy ludzie mają wrażenie, że są samowystarczalni. Czy tacy są?
Ja robię to, w co wierzę. Wiara i gusta to sprawy, o których trudno dyskutować 🙂
Nie jestem idealna i nigdy nie będę, ale będę próbowała być jednym z tych, z powodu których Bóg złożył obietnicę Abrahamowi.

Takie malutkie Post Scriptum

Tak swoją drogą, kiedy nie robi  się zdjęć, nie czuje się tego wewnętrznego przymusu, to świat wygląda trochę inaczej. Trochę inaczej się patrzy.

Kiedy widzisz coś pięknego, patrzysz dłużej, patrzysz jakoś intensywniej, tak, żeby zatrzymać obraz pod powiekami,w pamięci. Potem zamykasz oczy i już, widzisz, przenosisz się w to piękne miejsce, które zapamiętałeś, jest ci dobrze. Nikt nie może tego skomentować, bo to jest tylko Twoje.
Próbowaliście?
A kto jeszcze pamięta czasy, kiedy śmialiśmy się z japońskich turystów, którzy fotografowali wszystko, co napotkali na swojej drodze?
Oczywiście, że będę robić zdjęcia, też je przecież lubię, muszę sobie tylko sprawić lepszy sprzęt 🙂


fotografia tytułowa Fotorech

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment