Co o tym wszystkim myślisz?

pisarka, poetka, blogerka
foto: voltamax

Tak mi się trochę myśli nazbierało ostatnio, dlatego dzisiaj wyjątkowo tych kilka słów ode mnie.
Czytam genialną książkę o Wisławie Szymborskiej, o której niebawem opowiem, a dzisiaj podzielę się kilkoma refleksjami, które w związku z tą lekturą się u mnie pojawiły.
Dziś refleksja pierwsza.

Wyobrażacie sobie swoje życie bez tych wszystkich Facebooków, Twitterów, Instagramów i innych platform, portali czy jak je tam nazwać, od których się wszyscy uzależniliśmy?
Wiem, że wielu z Was pamięta takie czasy, kiedy tego wszystkiego nie było, ja też pamiętam, ale czy wyobrażacie sobie dzisiaj życie bez nich?
Bo to przecież dobrodziejstwo. Tylu ludzi na wyciągnięcie ręki, na jedno kliknięcie, pytasz i masz odpowiedź, komentarz za komentarz.
Doceniam to.

A jednak mnie to męczy mimo wszystko. Nadmiar informacji? Konieczność odniesienia się wciąż do nowego tematu? A przecież ja nie zawsze mam zdanie na dany temat.
Czasami zbytnia natarczywość ze strony innych? Czasami niepotrzebna krytyka, bo JA muszę wypowiedzieć swoje zdanie, a przede wszystkim to krytyczne.
A po co? Przecież to boli niejednokrotnie. I co komu przyszło z tej krytyki. Satysfakcja dla krytykującego?
A może wszystko to razem po trochę ( czy po trochu?) mnie męczy?

Nie myślicie, że jednak czas bez tego wszystkiego był piękniejszy? I spokojniejszy przede wszystkim?
Pani Wisława Szymborska dożyła chwili, kiedy „eksperci” zaczęli się na forach wypowiadać na temat jej nowych wierszy. Nie wiedziała o tym, wiedział jej sekretarz.
Ona żyła swoim rytmem, w którym pisała wiersze, oddawała je do druku i czekała spokojnie na recenzje ze strony czytelników i krytyków, przyjaciół i osób, które chciały być zaprzyjaźnione.
Recenzje, nie jedynie nachalną krytykę.
Jasne, że zdarzali się i tacy, którzy pisali listy i pouczali co i w którym wierszu powinna zmienić, ale ile tego mogło być? I było traktowane trochę z przymrużeniem oka, bo mogło tak być traktowane.
Kiedy nowy tomik rozchodził się wśród czytelników, kiedy był czytany, kiedy pozwalał się pokochać, lub nie, kiedy układał się, rozgaszczał w głowach i w sercach, pani Wisława już mogła gromadzić nowe pomysły, szukać nowych słów, składać je w nieoczekiwane kompozycje. Mogła robić swoje wyklejanki i pokonywać językowe trudności, które tak lubiła.
W ciszy swojego mieszkanka była  bezpieczna.

Nie jestem pisarzem, nie jestem poetką, piszę tylko blog.
Ja wiem, że to wytwór dzisiejszych czasów, że nie miałby racji bytu bez tego, czego się dzisiaj czepiam.
O co mi więc tak naprawdę chodzi?
Tęsknię do spokoju chyba, a mój blog to takie miejsce, gdzie mogę sobie bezkarnie o tym napisać.
Gdzie mogę te moje myśli poukładać i z boku obejrzeć i dojść na przykład do wniosku: wariatka, nikt z tego nic nie zrozumie.
Zostawię to jednak, bo może ktoś z Was myśli czasem podobnie i trochę podskórnie zrozumie o co mi chodzi i skąd ta tęsknota. Jakaś bratnia dusza 🙂
I nie myślcie, że nie chcę, żebyście napisali słówko. Chcę oczywiście, bo lubię sobie pogadać.

Książka jest genialna. Niebawem ją kończę, choć bardzo tego żałuję. Napiszę kilka słów, to może lepiej zrozumiecie skąd te głupoty dzisiejsze.
A może ktoś już czytał „Nic zwyczajnego” Michała Rusinka?

Tutaj także bywam

Related posts

10 Thoughts to “Co o tym wszystkim myślisz?”

  1. Tak, Magdo, krytyka boli.Mamy prawo u siebie ma stronie do.mniej doskonalego tekstu, na, do spontanicznej refleksji.Czytalam.ostatnio sporo krytycznych tekstów w sieci i stąd wzięły się moje przemyślenia dotyczące jakości wpisów i wpływu czestego pisania na jakość. Z przyjemnością stwierdzam, ze nawet jak piszesz o rzeczach banalnycj, zawsze można z nich wyciągnąć refleksję, ważne przesłanie. I o to chodzi. Serdecznosci

    1. admin

      Dziękuję Jolu za dobre słowo. Który to już raz :-), taka już refleksyjna jestem, co zrobić 🙂

  2. Ja osobiście się cieszę, że mogę żyć w czasach z takimi możliwościami. A gdy zdarza mi się czasami mieć tego dość, to przechodzę w tryb offline i już. Szybko jednak to mija 😉

    1. admin

      Każdy z nas jest trochę inny i inaczej znosi, przeżywa te same sytuacje. Przepraszam, że odpowiadam dopiero dzisiaj, ale właśnie na dwa dnia się wyłączyłam 🙂 Ja generalnie staram się nie narzekać i dopasować do wymogów czasu, w którym funkcjonuję, ale refleksje mnie co jakiś czas napadają i mam taką potrzebę, żeby o nich pisać. Kiedy byłam młodsza, miałam takie marzenie, że z przyjaciółmi będziemy się spotykać przy winie, żeby rozmawiać (naczytałam się Poświatowskiej i Cortazara :-)) o literaturze, sztuce czy o czymkolwiek ważnym dla nas i nic z tego nie wyszło. W rzeczywistości wirtualnej spotykam świetnych ludzi, ale brakuje tego kontaktu, ja to nazywam prawdziwego i stąd pewnie te moje „przemyślenia”. Wszystko jest szybko, wszystko szybko znika, pojawia się nowe. Wiesz o co chodzi. A możliwości? Owszem, jak się człowiek dobrze za to wszystko zabierze, ogarnie, co trzeba, są nie do przecenienia. Ach, dużo by można o tym pisać. Pozdrawiam i powodzenia.

  3. Wspominam czasy, kiedy social media nie było w takim rozkwicie, kiedy liczyły się głównie bezpośrednie spotkania, wszystko miało swój urok i klimat, jakby było intensywnie, a może się mylę. Wyczekiwało się na rozmowę, posiłkowało ręcznie pisanymi listami, podsyłało sobie zdjęcia… Nie jestem przeciwko nowym kanałom komunikacyjnym, jakie rozwinęły się we współczesnym społeczeństwie, sama z nich bardzo chętnie korzystam, moja praca zawodowa na nich bazuje, a jednak z sympatią wracam myślami do czasów, kiedy ich nie było. 🙂
    Książki jeszcze nie miałam okazji przeczytać, mam nadzieję, ze nie będę musiała długo czekać na spotkanie z nią. 🙂
    Bookendorfina

    1. admin

      Tak, to miłe wspomnienia. Kiedy jednak przyglądam się moim dzieciom, to mi się wydaje, że w człowieku jest coś, co zawsze będzie za tym tęsknić, a one przecież ne znają świata bez komputera, Intenetu itd. Mimo to ostatnio moja starsza córka, 10 – latka wpadła na pomysł, żeby napisać do przyjaciółki z Warszawy list. Taki zwykły, na papierze, ozdobiony własnymi rysunkami. Często jest tak, że kiedy mają do wyboru planszówkę i komputer, wybierają planszówkę, bo gramy całą rodziną.
      Myślę, że wszystko jest dla ludzi, bo przecież te wszystkie zdobycze bardzo nam pomagają, nie można tylko przesadzić w żadną stronę. A niestety tak łatwo się uzależnić od ciągłego spoglądania, sprawdzania. I właściwie czego.
      Jeśli jeszcze nie czytałaś książki, to może masz ochotę na moje przemyślenia na jej temat 🙂 http://www.zycie-jest-piekne.eu/nic-zwyczajnego/

  4. Z jednej strony tak, z drugiej, tak jak Ty, doceniam możliwość promowania się w internecie. Gdyby nie to, pisałabym pewnie do szuflady, a dzięki social mediom zdobyłam już paru fanów, ale i sama znalazłam ciekawe blogi, na które nigdy bym bez tych różnych Facebooków nie trafiła. 🙂
    Dlatego fajnie się po prostu wylogować. Wykonać swoją social mediową pracę, która oczywiście przynosi wiele radości i wrócić do tzw. „realnego świata” (słowo „real” chyba już wyszło z mody :)), żeby sobie od internetów odpocząć. Z książką i herbatą na przykład. Albo z przyjaciółką i kawą. 😉

    1. admin

      Dokładnie tak, jak piszesz czyli złoty środek. Trzeba tylko trzymać się w ryzach, bo łatwo dać się złapać w sidła 🙂

  5. Jak ze wszystkim, tak i z SM – mają swoje wady i zalety. Ale również uważam, że ważne są chwile, kiedy jesteśmy offline. Tylko tak zaspokajam swoje potrzeby rodzinne i towarzyskie 🙂

    1. admin

      I to jest zdrowe podejście 🙂 mam wrażenie, że niektórzy z nas do tego dojrzewają, że ta równowaga jest bardzo ważna, bo nikt, nawet ja, nie neguje przecież, że SM to dobry wynalazek, co udowadnia choćby ta niedawna historia dwóch sióstr, które odnalazły się po latach dzięki FB.

Leave a Comment