Dawniej to panie było lepiej…Naprawdę?

razem
foto: geralt

Kilka dni temu w lokalnych wiadomościach usłyszałam i zobaczyłam coś, co wprawiło mnie w prawdziwe osłupienie.
Poważnie. Coś, co jakoś tak prawie, że nie przystaje do naszych bardzo nowoczesnych, ultra technologicznych czasów.
Coś bardzo pozytywnego, co przypomniało mi czasy mojego dzieciństwa, kiedy podobne inicjatywy były popularne i promowane. Wiecie czyny społeczne, „Niewidzialna ręka to także ty” i tym podobne historie.
W jednym z małych miasteczek Opolszczyzny, dokładnie w Głuchołazach, powstało miejsce spotkań dla młodzieży i nie tylko.
I nie byłoby w tym nic dziwnego, ani niezwykłego, gdyby nie fakt, że to miejsce zostało stworzone właściwie z niczego.

Był sobie wojenny bunkier. Nikomu niepotrzebny, niszczejący. I ktoś wpadł na pomysł, że można by tam zrobić miejsce dla dzieciaków, żeby miały się gdzie spotkać, posiedzieć, zrobić coś ciekawego, fajnego, pożytecznego.
Władze miasteczka zgodziły się oddać bunkier, wyposażyły go w podłogę i media, ale nie mogły pomóc w jego odremontowaniu.
Tym zajęły się dzieciaki, ich rodzice, animatorzy i radny Głuchołaz, który na ten cel przeznaczył swoje diety.

Sami czyścili ściany i sufity. Sami je wygładzali i malowali. Sami urządzali wnętrza.
W bunkrze nie ma okien, ale mimo to nie brakuje światła, bo zamontowali mnóstwo lampek. Rodzice pomogli klub wyposażyć. Jest na czym posiedzieć, jest gdzie i w czym zrobić sobie herbatę, zjeść kanapkę czy ciastko. Jest sprzęt do oglądania filmów i stół do ping ponga, jest siłownia i stacjonarny rower do trenowania i oczywiście miejsce spotkań.
Dzieciaki spotykają się, żeby pograć w gry planszowe, odrobić lekcje. Bunkier jest miejscem zuchowych zbiórek i spotkań kolarzy amatorów. Zaglądają tu dzieciaki, które dotąd spędzały wolny czas na osiedlowych ławkach, bo przyjść może każdy.
Seniorzy przychodzą spotkać się w swoim gronie, porozmawiać, pograć w szachy czy pośpiewać.
Miejsce cieszy się podobno takim powodzeniem, że trzeba już zacząć myśleć o rozbudowaniu bunkra.

I tak powstało coś właściwie z niczego.
I ta wiadomość jest po prostu genialna. Bo to oznacza, że nie jest źle. Że ludzie wciąż chcą się ze sobą spotykać, że to jest dla nich ważniejsze niż znajomości na portalach, lub granie na komputerze, że wciąż chcą coś robić wspólnie. Że niekoniecznie trzeba mieć Bóg wie jakie fundusze, żeby zrobić coś fajnego.
I że to się udaje.
Brawo Wy, mieszkańcy Głuchołaz.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment