Majowe święto. Piękny dzień.
Niespodzianka, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze dzień wcześniej sypał śnieg.
Robimy sobie wolne od gotowania i idziemy zjeść do naszego, a ściślej, naszych dzieci ulubionego miejsca.
Będziemy jedli francuskie naleśniki.
Kolejka, jak zawsze, ale nas to nie zniechęca.
Musimy się podzielić: ktoś musi stanąć do kolejki, ktoś musi upolować stolik.
Oczywiście nie od razu, żeby dać szansę zjedzenia tym, którzy są przed nami.
Podział jest prosty – ja nigdy nie poluję.
Słaba w tym jestem, zawsze daję się zepchnąć na bok.
Kiedy byłam w wieku starszej Królewny i w kolejkach stało się za wszystkim, przeżyłam traumę, kiedy po trzech godzinach stania po cukier, po dojściu do lady, starsze panie, które stały ze mną ( może zresztą były w wieku, w którym ja dzisiaj jestem, kto to wie) wypchnęły mnie z kolejki.
Tak mi już zostało.
Polują Królewny z tatą.
Siadamy, naleśniki wjeżdżają na stół.
Mniam.
Zdjęć nie będzie, bo jak jem, to nie fotografuję 🙂 ale, jak naleśniki wyglądają, to wiecie, prawda?
Ładne są i smaczne. Zwłaszcza te polane czekoladą.
O tym, że smaczne najlepiej świadczy fakt, że kiedy ostatnio stałam w tej kolejce, to przypomniałam sobie, jak przyszłam tam po raz pierwszy, lata temu.
Była to kliteczka z trzema stolikami i francuskimi piosenkami do francuskich naleśników.
A dzisiaj to eleganckie miejsce, zawsze oblegane przez chętnych.
Jemy i trochę rozmawiamy.
No, ale, że kiedy się je to się nie gada, bo się w brzuszku źle układa, to bardziej się przyglądamy.
Ja się przyglądam.
I co widzę? To, co zwykle.
Ludzie siedzą przy stolikach. Dwoje, troje, czworo. Jedni z dziećmi, inni bez.
Co robią? Gapią się w smartfony!
Najbardziej mnie uderzył widok pewnego przystojnego taty z córką, na oko 12 – 13 lat.
Siedzieli we dwójkę i czekali, pewnie na mamę.
Dziewczynka coś opowiadała z uśmiechem na buzi.
Kilka razy padło: tato słyszysz?
A tato rozparty na krześle, wpatrzony w swój piękny smartfon, w pięknym futerale, mruczał yhy, nooo.
Po chwili dziewczynka zamilkła. Bardzo ciężko westchnęła i sięgnęła po swój smartfon.
I tak już siedzieli we dwójkę do przyjścia mamy.
Potem już nie patrzyłam, bo smutno mi się bardzo zrobiło.
Wszyscy wokół rozmawiali ze sobą wciąż zerkając na telefon.
Każdy go trzymał, albo kładł na stole. I wciąż zaglądał na wyświetlacz.
Dorośli, dzieci.
Nie rozumiem i pewnie nigdy już tego nie zrozumiem.
Co może być ciekawego na tym małym wyświetlaczu? Na co można tak długo patrzeć?
Przeczytanie sms-a czy wiadomości na FB zajmuje może minutę.
Co można jeszcze robić, kiedy siedzi się w towarzystwie?
Przecież chyba nie ogląda się filmów, nie przegląda całej tablicy na FB czy Instagramie czy na czym tam jeszcze ( już się więcej nie popiszę).
Co ludzie robicie, kiedy się tak wgapiacie w te wyświetlacze, a obok Was marnieje jakaś duszyczka spragniona Waszego towarzystwa?
Ostatnio usłyszałam od pewnej nastolatki, że kiedy spotyka się z kolegą, to rozmawiają ze sobą przez sms-y siedząc obok siebie, bo tak jest im lepiej się porozumieć…???
Raz mi się zdarzyło zrobić coś podobnego.
Odrabiałam lekcje z Marysią. Szło opornie, to chciałam wykorzystać chwilę, bo co tak będę siedzieć.
Jak zobaczyłam jej wzrok, to mi się wszystkiego odechciało.
A wyrzuty sumienia miałam jeszcze przez tydzień.
Może popatrzcie kiedyś w te oczy obok, to sami się przekonacie czy warto spędzać cały wolny czas w wirtualnym świecie.
Jeśli kogoś uraziłam, to przepraszam oczywiście, ale podejrzewam, że każdy z nas ma coś na sumieniu.
Może zresztą nie widzicie w tym wszystkim nic złego, a ja jestem po prostu pomału i nieuchronnie wapniakiem?
Trudno mi jednak pogodzić się z takim stanem rzeczy, bo bez względu na wiek, doświadczenie, pozycję czy co tam jeszcze człowiek po prostu potrzebuje czuć się wysłuchany, zaopiekowany, ważny.
A wygląda na to, że najzwyczajniej na świecie zaczyna, a może już przegrał z wirtualną rzeczywistością i gadżetami








Dodaj komentarz