Moja córka wie, jak zorganizować mi czas

królewna
foto: MariangelaCastro

Gdyby nie to, że plan lekcji moich dzieci zmienia się codziennie, gdyby nie fakt, że w poniedziałek i czwartek piszę tutaj i gdyby nie kilka drobiazgów, które organizuję sobie, żeby nie zgnuśnieć, gdyby nie próby chóru w piątki, to nie wiedziałabym chyba jaki jest dzień tygodnia.
Dni są takie do siebie podobne.
Dzięki Bogu, że są te drobiazgi, które sprawiają, że życie daje się lubić.

I nic się nie zmieniło. Moja dusza ciągle się unosi. Może brzmi to dziwnie, ale najlepiej oddaje stan mojego ducha, a nie przychodzi do głowy nic innego.
Nic się nie zmieniło, staram się to w sobie podtrzymywać, jednak poważniejsze przedsięwzięcia muszę odłożyć trochę w czasie. Na horyzoncie pojawiły się kłopoty starszej królewny.
A to ona i młodsza królewna są najważniejsze, wiadomo.
Głowa pracuje, pomysły układam w szufladkach. I robię wszystko, żeby rozwiązać problemy córci.

Pewnie wielu z Was powie: co to za problemy? Bo chodzi głównie o to, że mam wrażenie, że moje dziecko trochę się gubi, nie radzi sobie ostatnio ze swoimi emocjami, nie możemy się dogadać i co gorsza ciągnie do nieodpowiedniego towarzystwa.
Tak, tak, jestem jak stary zgred – nieodpowiednie towarzystwo. No, ale dla małej wrażliwej osóbki, druga osóbka, która nie liczy się z nikim i z niczym, z jej uczuciami również, nie jest moim zdaniem dobrym towarzystwem.
Tym bardziej, że stanowi również, jak się okazuje, zagrożenie fizyczne.
Nie wiem czy dzieci zawsze takie były? Współczesne, jakby sobie nie zdawały sobie sprawy z tego, że ludzkie ciało, tym bardziej małe, jest bardzo delikatne i że można mu wyrządzić krzywdę.

Oczywiście, że wiem o co chodzi. Córka musi sprawdzić co może.
Chce się wpasować w to, co z jakiegoś powodu wydaje się jej ciekawe i atrakcyjne ( pytanie o to, dlaczego wydaje jej się atrakcyjne to, co moim zdaniem zupełnie takie nie jest, lub wręcz przeciwnie, jest oczywiście zupełnie bez sensu).
Coś próbuje, coś udaje, czasami się zastanawiam kim jest w danej chwili.
Chce się malować. Bo koleżanki już się malują. A mama się nie zgadza. Moja córka ma 10 lat, tak dla przypomnienia.

Jasne jest, że to, co ja mam do  powiedzenia jest w tej chwili nudne i według niej nieżyciowe. Przecież zasad nikt nie przestrzega, to niby dlaczego ona powinna?
Słucha, kiedy odpowiadam na to pytanie. Wiem, że się zgadza, ale oficjalnie śmieje się i żartuje. I pozostaje mi tylko nadzieja, że moje przypominanie trafia tam, gdzie powinno, mości sobie wygodne gniazdko i w odpowiedniej chwili da o sobie znać. Ta nadzieja jest uzasadniona, bo miejsce pod gniazdko było przygotowywane od samego początku.
Denerwuje moją królewnę to, że wciąż chcę się z nią pożegnać całusem w szkole. Bo koleżanki uważają, że jestem dziwna.

Martwię się, walczę, tłumaczę, przytulam i słucham. Krzyczę czasami niestety też. Cóż, nie jestem wcale idealna.
Czasem trochę ustępuję, czasem pozwalam na coś, na co wcale nie chciałabym pozwolić, żeby jej pokazać, że wiem, że jest coraz starsza, że jej ufam.
Widzę, że moje starsze dziecko jest rozdarte pomiędzy tym, co wie od rodziców i tym, co mówią koleżanki.
Czyli jednym słowem, w zasadzie można by powiedzieć, że nadużywam słów kłopoty i problemy, prawda? Przecież to norma.
Może dlatego tak to przeżywam, że sądziłam, że to wszystko dopiero przede mną, że mam jeszcze kilka lat.

No, ale 10 lat, nie 10 lat poradzić sobie muszę. Dlatego odkładam na razie moje plany i pomysły, bo potrzebny mi jest czas, który będę mogła poświęcić moim dzieciom.
Dzieciom, bo młodsza królewna bardzo przeżywa kłopoty siostry.

Tutaj także bywam

Related posts

2 Thoughts to “Moja córka wie, jak zorganizować mi czas”

  1. Lunka1969

    Może cię to wcale nie pocieszy, ale z biegiem lat będzie ci jeszcze trudniej… Słowo „obciach” mój syn zaczął odmieniać przez przypadki w wieku, mniej więcej, 10 lat właśnie. Szczyt krytycyzmu przypadł mu w okresie gimnazjum. To bardzo skomplikowany czas. U nas było trochę ulgi bo daliśmy się wykazać…Skautom.
    Dziecko w pewnym wieku lgnie do otoczenia i właśnie tam upatruje swoich wzorów postępowania. Akceptacja rówieśników znaczy dla dziecka w tym wieku dużo więcej niż zdanie ” wiecznie trzęsącej się i wszytko kontrolującej mamuśki”. Niestety, bywa, że w pewnym wieku „podlotek” traktuje nas jak zło konieczne, jak kontrolera biletów w autobusie, któremu trzeba udowodnić, że nie jedzie się ” na gapę”. Zbyt próżni i zbyt kochający wolność by bez szemrania przyjmowac rodzicielskie ograniczenia oficjalnie, tak naprawdę błagają nas o stanowcze wytyczenie granic, do opowiedzenia się: to się dobre, a tamto już nie. I jeszcze coś: jak najdelikatniej należy dzieciom tłumaczyć, że zło często przybiera pozornie niewinną postać…. Dobrze byłoby znaleźć jakiegoś dorosłego mentora, którego dziecko lubi i któremu ufa. Uwierz, ciocia czy starsza kuzynka jest w stanie przekonać córkę, że to co robi jest niewłaściwe. Trzeba uzbroić się w stoicką cierpliwość, życzliwość, często liczyć do dziesięciu zanim powie się jedno zdanie, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy czasem nie dzielę włosa na czworo, czy sprawa jest rzeczywiście warta „afery”, wybrac się do bibioteki po książkę Faber i Mazlish ” Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” i zastosować metodę badaczek- autorek. Empatia, empatia, empatia i cierpliwość, oraz poczucie humoru i pozwolenie na to, aby dziecko zetknęło się z pogodnymi, nie zaangażowanymi emocjonalnie w sprawę mentorami , aby wyraźnie wytyczyć im granicę i przestrzegać regulaminu> Np przyjście do domu później niż o umówionej porze skutkuje konkretną sankcją, wcześniej wspólnie ustaloną. U nas skauting, zbiórki, poczucie wspólnoty, wysiłek fizyczny na obozach i biwakach nieco „odparował” poziom testosteronu u nastolatka, ale bywało ostro. NIe ma idealnych rodziców. Powodzenia, nie zniechęcaj się:))))

    1. admin

      Rzeczywiście nie pocieszyło mnie to, co napisałaś, ale…uspokoiło. Okazuje się, że trochę intuicyjnie, postępuję przynajmniej w części chyba całkiem nieźle. No i mamy szczęście, bo jest Babcia, moja Mama. To ona jest u nas tą osobą z zewnątrz, nie wtrąca się, ale jest zawsze, kiedy jest potrzebna, zawsze ma czas i cierpliwość, której mnie czasem brakuje i co najważniejsze obie dziewczyny są w nią wpatrzone, jak w obrazek i słuchają tego, co mówi, przyjmują i stosują. W ostatnim czasie ze dwa razy uratowała sytuację.
      No i trochę mam nadzieję, że u nas tym wentylem, o którym piszesz będzie instrument i wszystko, co wiąże się ze szkołą muzyczną. Dzieje się trochę fajnych rzeczy i widzę, że Ania jest tym coraz bardziej zainteresowana. Najgorsze w tym wszystkim dla rodzica jest to, że wszystko jest takie delikatne, że taka cieniutka jest granica między tym, kiedy jest dobrze, a tym kiedy zaczyna się coś psuć. A człowiek nie zawsze na czas się orientuje. No, ale taka nasza rola, ja się na pewno nie poddam:-)
      Jolu dziękuję Ci za ten wspaniały komentarz, za czas, który mi poświęciłaś. Cudowne jest to, że w każdym momencie życia można spotkać kogoś, na kogo można liczyć.
      Aha, a jeszcze mi powiedz, gdzie sprzedają stoicka cierpliwość? Kupiłabym trochę:-)

Leave a Comment