Nie jestem idealnym kierowcą, ale…

nieidealni kierowcy
foto: jwvein

Dzisiaj będzie taki wpis trochę, ale tylko trochę, emocjonalny. Wiecie, czasem tak jest, że czara goryczy przelewa się zupełnie nagle i wydawałoby się z najzupełniej błahego powodu.
Będzie o jeżdżeniu samochodem. Znowu:-)

Jestem kierowcą zupełnie niedługo, od 7 lat. Od 5 jeżdżę regularnie. Nie jestem doskonałym kierowcą, nie jestem najlepszym kierowcą na świecie.
Nie chciałabym się wymądrzać, ani krytykować nikogo, bo sama pewnie popełniam sporo błędów. Jeżdżąc jednak zawsze staram się kierować jedną zasadą. Staram się być uważna i staram się jeździć oprócz tego, że zgodnie z przepisami, to tak, żeby nie utrudniać życia innym kierowcom i pieszym.
Niestety trudno to samo powiedzieć o wielu kierowcach, chyba niestety o większości kierowców. Tak mi się przynajmniej dzisiaj wydaje.

Do  szewskiej pasji doprowadza mnie sytuacja, kiedy ktoś wjeżdża na skrzyżowanie w chwili, kiedy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie uda mu się z niego zjechać i blokuje w ten sposób przejazd innym.
Albo sytuacja, kiedy do świateł ustawia się kolejka samochodów i jeden z nich blokuje zjazd w boczną ulicę jadącym z naprzeciwka.
Albo sytuacja, kiedy kierowca ustawia się na przejściu  dla pieszych nie pozostawiając ludziom możliwości swobodnego przejścia.
Albo sytuacja, kiedy sznur samochodów blokuje rondo w jednym kierunku zamiast pozostawić przejazd jadącym w innym kierunku.
Albo sytuacja, kiedy ktoś z pasa obok wpycha się na chama przede mnie i muszę hamować i na dodatek nie włącza kierunkowskazu.
Długo by tak można.

Nie twierdzę, że ja nie popełniam błędów i być może, że trafiam właśnie na takich kierwców, którym podobne zachowania zdarzają się równie rzadko, jak mnie. Cóż, to możliwe, może mam pecha.
Tylko, że to byłby jakiś niebywały pech. Może więc po prostu jest tak, że przestaliśmy się jako ludzie zupełnie, albo prawie zupełnie przejmować innymi? Bo to my musimy być pierwsi, bo to my jesteśmy najważniejsi, bo inni i ich sprawy nic nas nie obchodzą.
I tego samego uczymy nasze dzieci, jakby nie było.
A o ile łatwiej żyłoby się wszystkim, gdybyśmy tak po prostu byli odrobinę bardziej uważni i empatyczni. Bo przecież wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji, wszyscy się zwykle śpieszymy, jesteśmy źli, że znowu musimy stać w korku. Co komu da to, że zablokuje skrzyżowanie, albo przejście dla pieszych? Nie będzie przecież dzięki temu prędzej u celu.

Żeby nie kończyć w takim minorowym nastroju, dla równowagi trzeba też oddać sprawiedliwość, bo mnóstwo jest kierowców miłych, uprzejmych i uważnych. Są może w mniejszości, ale na szczęście są. I miejmy nadzieję, że będzie ich coraz więcej, bo sytuacja w naszych miastach na pewno nie zmieni się na lepsze, a na pewno nie w najbliższej przyszłości, dlatego lepiej dla nas wszystkich, żebyśmy nauczyli się współdziałać. Dla dobra nas wszystkich, po prostu.

No i taki to dzisiaj wpis, prywata taka, ale musiałam się wygadać, a mój maż, jako, że nie jest kierowcą, nie bardzo mnie rozumie.
Już mi lepiej.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment