Nie mogę biegać i co teraz?

spacer zamiast biegania
No i stało się, nie mogę biegać. Przepraszam, nie mogę truchtać.
Coś z kolanem. Nie było kontuzji, nic się nie stało. Po prostu, pewnego dnia zaczęło boleć i już, nie chciało przestać.
Udałam się do lekarza pierwszego kontaktu, od niego do ortopedy – skierowanie na CITO!, półtora tygodnia oczekiwania. Kiedy w końcu udało mi się dostać do pana doktora, noga bolała mnie już mniej.
Pan doktor podotykał, poruszał i orzekł: zwyrodnienie rzepki. Jeśli zdjęcie to potwierdzi, będą potrzebne zastrzyki w kolano.
Jakie zastrzyki już nie powiedział. Sprawdziłam sobie w Sieci, chodziło o kwas hialuronowy.
Na kolejną wizytę poczekałam kolejny tydzień i w tym czasie noga przestała mnie boleć zupełnie.
Szczęśliwa i zadowolona oznajmiłam to panu doktorowi, na co ten grobowym głosem i z kamienną twarzą oznajmił: prędzej czy później będzie boleć. Obyło się bez zastrzyków, ale okazało się, że nie mogę biegać, nie mogę chodzić (sic!), mogę jeździć na rowerze i pływać.
To, że pan doktor odesłał mnie z niczym, tzn. nie powiedział co mogę robić, lub co zażywać, żeby zatrzymać czy zregenerować moje kolano, to oczywiście osobna historia. Cóż, miałam pecha. Tego dowiem się gdzie indziej.
Jednak najbardziej zmartwiło mnie to, co powiedział mi o bieganiu  i chodzeniu.

Jak to, to co mam robić? Usiąść i tyć? Mam przecież 46 lat, mam nadzieję, że jeszcze trochę przede mną, więc muszę chodzić! Bieganie z żalem, ale mogę odpuścić, ale z chodzenia nie mogę, bo nawet nie jestem w stanie, zrezygnować.
Tym bardziej, że już w okresie, kiedy noga bolała, pogodziłam się wewnętrznie z tym, że biegać już nie będę i zaplanowałam, że zastąpię truchtanie marszem. Chodzi o zrzucenie wagi, ale też o zdrowie w ogóle. Ponieważ prowadzę mocno siedzący tryb życia, muszę pomyśleć o jakimś rozwiązaniu.
Na rower nie zawsze wsiądę, na basen nie zawsze mam czas się wyrwać, chociaż jeździć i pływać też będę. Jednak to chodzenie mam na wyciągniecie ręki. Przecież codziennie kilka razy wychodzę z psem.

Poza tym przecież sportowcy wciąż doznają kontuzji, regenerują się i działają dalej. Nie porównuję się rzecz jasna do sportowców, daleko mi do nich, ale przecież  ja też mogę się zregenerować i na swoim poziomie działać dalej.
Dlatego będę maszerować. Muszę zrobić tylko małe rozeznanie, jak to robić dobrze i tak, żeby przyniosło efekty w postaci spadającej wagi. Może kijki czyli Nordick Walking będzie dobrym rozwiązaniem? Podobno odciąża stawy kolanowe? Tu trzeba by się chyba trochę podszkolić.
Tak czy inaczej nie zamierzam usiąść i siedzieć. Zrobię małe rozeznanie i w drogę.
Za kilka dni dam znać ja się sprawy mają.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment