- Mamo, mogę założyć sobie konto na Snapchatcie?
- A po co?
- Będę mogła kontaktować się z koleżankami.
- Przecież kontaktujesz się z nimi w szkole.
- No, tak, ale z Gosią z Warszawy się nie spotykam.
- No, ale dzwonicie, albo rozmawiacie na Skypie.
- No tak, ale jakbym się nudziła, to będę miała co robić
Można o czymś pomyśleć, poczytać książkę, pomodlić się, rozwiązać problem, zaplanować coś…myślę sobie.
Nieśmiało wspominam. Uśmiech, może jeszcze nie politowania. Mam nadzieję.
- Kochanie, na Snapchatcie można założyć konto, kiedy ma się 13 lat.
- No, tak, ale Gosia nie ma, a założyła konto.
- Musiała podać nieprawdziwą datę urodzenia.
- A my nie możemy?
- Nie, bo to jest kłamstwo.
- Oj, mamo…
Oj mamo. A czasem: oj mamo, ty mnie nie rozumiesz.
Ostatnio często to słyszę.
Moja królewna wie, że nie powinna tego robić, bo z reguły nie kłamie, ale z drugiej strony, skoro inni to robią, nie wydaje je się to już takie straszne.
Moje dziecko nie ma łatwo. Dopasować się do dzisiejszej rzeczywistości z taka mamą, to nie jest prosta sprawa.
Jest nieszczęśliwa, bo ma poczucie, że zabraniam jej czegoś, co innym wolno i co wydaje się takie oczywiste.
Wcześniej była rozmowa na temat konta na Facebooku.
Prawdopodobnie, gdyby nawet jakieś konto założyła, dzień lub dwa później, przestałaby na nie zaglądać, bo nie ma czasu na surfowanie po Internecie.
Lekcje, szkoła muzyczna, ćwiczenia w domu, zabawa z siostrą, ciągle są jakieś koleżanki w domu. Zwyczajnie nie ma czasu.
A jednak jest problem, bo zabraniam, podczas, gdy innym wolno.
Ostatnio często czegoś zabraniam.
Bo wciąż pojawiają jakieś mało realne prośby, a czasem żądania.
Moje dziesięcioletnie dziecko chce być już „dorosłe”, bo koleżanki już malują rzęsy.
Trudno nam się ostatnio dogadać, ale kurs ciągle trzymamy.
Na razie wygląda na to, że ziarenko posiane na początku, kiełkuje, choć z trudem mu się czasem udaje rozwinąć listki, a czasem córcia próbuje je w swojej bezsilności zniszczyć, choć męczą ją późnej wyrzuty sumienia.
Nie jest łatwo mojemu dziecku w środowisku, w którym przyszło mu funkcjonować.
I nie wiem powoli co robić. Wygląda na to, że trzeba będzie pomyśleć o zmianie środowiska.
Ja mogłabym walczyć, ale Królewna jest na to jeszcze zbyt delikatna.
Ps. A jednak nie. Wspólnie postanowiliśmy, Tata, Królewna i ja, że zostajemy. I… jest całkiem nieźle.
Problemy i nowe propozycje nie zniknęły, ale wygląda na to, że Królewna okrzepła.
Wydaje się silniejsza i pewniejsza siebie i radzi sobie. Raz lepiej, raz gorzej, ale radzi sobie ze stawianiem czoła np. pretensjom w rodzaju: ty nigdy nie możesz iść z nami, bo ciągle chodzisz do tej szkoły, albo ćwiczysz.
Zaskakujące dla mnie nieustająco jest to, jak szybko dzieci potrafią się zmieniać.
Nie wspomniałam, że oprócz zajęć, o których pisałam obie dziewczyny są Mariankami.
Dla niewtajemniczonych, to taka grupa dziewczynek, przy kościele, które spotykają się, służą do Mszy, uczą się o świętych i takie tam różne, świetnie się przy tym bawiąc, choć to może niektórym się nie składać do pary:-)
To też był pomysł starszej Królewny, żadnych nacisków z mojej strony, namówiły ją koleżanki.
I chociaż ostatnio coraz bardziej nachodzą mnie myśli czy ona aby nie ma za dużo tych wszystkich zajęć, to chyba jednak ma to więcej plusów niż minusów.
Bo tak sobie myślę, że dzięki tym różnym środowiskom, w których się obraca, chyba łatwiej jest jej odnaleźć ten swój model.
Wygląda na to, że powoli wybiera to, co jej bardziej pasuje. I na szczęście nasza ingerencja ogranicza się do minimum. Przynajmniej na razie.








Dodaj komentarz