Pan Iskierka

ponury mężczyzna
foto: Altioe

Pracuję w niezbyt ciekawym dla mnie miejscu. Generalnie narzekać nie mam na co. Atmosfera w porządku, spokój, cisza, ale chyba właśnie ta cisza coraz bardziej mi ciąży. No i fakt, że to zupełnie nie moja bajka. Bo pewnie się domyślacie, że automatyka przemysłowa to nie jest moja pasja.
Dlaczego tak, dlaczego nie inaczej, jak sobie daję radzę z tym faktem, to zupełnie inna historia, trochę o niej już opowiadałam we wpisie o moim marzeniu, a ponieważ niezbyt dla mnie przyjemna, to rozwijanie tego tematu chyba sobie jednak daruję.
Dzisiaj chciałam napisać o iskierkach, które czasem rozświetlają te moje nudne, czasem smutne, czasem trudne do wytrzymania dni w pracy.

Iskierka, o której dzisiaj napiszę wcale na pierwszy rzut oka nie wyglądała na iskierkę (ciekawe, co by sobie pomyślał ten, o którym to piszę, gdyby się dowiedział, że tak go nazywam 🙂
Pan na oko 60 lat, na oko nie bardzo sympatyczny, niski, opalony. Duży brzuszek nad gumką dresowych spodni.
Całości dopełniała brązowa koszulka i dresowa, rozpinana bluza tego samego, niebieskiego koloru co spodnie. Całość, koszulka i dres uszyte z takiego wiecie, ne znam się na materiałach, śliskiego, zimnego materiału, który zawsze się jakoś tak leje po człowieku i nie układa. Na głowie biała czapeczka z daszkiem.
Opowiadam o tym wszystkim, ponieważ to w tym przypadku jest dość ważne.
Tacy ludzie przy pierwszym kontakcie robią na mnie złe wrażenie i nie chodzi wcale o to w co są ubrani. Oni po prostu zazwyczaj są gburowaci, niesympatyczni, opryskliwi.

I tym razem też się na to zanosiło. Pan wszedł, coś burknął, a ponieważ kolega coś robił i pan musiał poczekać, stanął sobie z boku i patrzył na nas spod oka, jak mi się zdawało.
Och, westchnęłam sobie w duchu.

I tu nastąpi część, która mnie sprowokowała do napisania tego wszystkiego, do obnażenia swoich słabości, bo przecież wstydzę się tego, że ja, dorosła kobieta mogę się kierować takimi bzdurami przy ocenie ludzi, których spotykam.
Kolega skończył ( ja nie obsługuję klientów) i poprosił pana do siebie.
I w sumie nie wydarzyło się nic szczególnego, ale kiedy zaczęli rozmawiać, a pan zaczął się uśmiechać opowiadając o agregatach, które remontuje, o tym, jak działają, o tym, co tu zrobił, a co tam mu się nie udało nie udając alfy i omegi.  I o tym, co planuje, to nagle to wszystko wydało się nawet dla mnie, fascynujące.
Ten człowiek tak bez sensu i pochopnie przeze mnie oceniony, okazał się człowiekiem z pasją, niezwykle kontaktowym i radosnym. Wciągnął do rozmowy, mnie tylko sprowokował do słuchania, wszystkich, którzy byli w tym momencie w biurze.
A kiedy poszedł, została po nim jakaś radość. Dla mnie na pewno dzień stał się jaśniejszy.

Wniosek? Jasny. Co można by tu jeszcze napisać?
Pewnie nie wyeliminuję zupełnie tego durnego sposobu patrzenia na ludzi, ale mam nadzieję, że częściej będę patrzeć im w oczy, żeby zobaczyć, co tam jest naprawdę.
Niby to wiemy wszyscy, tego uczymy nasze dzieci, żeby pochopnie nie oceniać nikogo, a jednak jest coś w człowieku takiego, że ma jakiś ustalony stereotyp i z automatu klasyfikuje wszystkich, których spotyka.
Może Wam się to nie zdarza, mnie niestety tak.

Tutaj także bywam

Related posts

6 Thoughts to “Pan Iskierka”

  1. Niestety, stereotypy ułatwiają nam do pewnego stopnia funkcjonowanie w świecie, bo podsuwając nam gotowe kategorie, zwalniają z konieczności ciągłego analizowania i przyglądania się uważnie każdemu człowiekowi. A w czasach, kiedy ocieramy się codziennie o kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset osób, to jest ogromna oszczędność energii i do pewnego stopnia takie uproszczenia są nam potrzebne, żeby efektywnie i w miarę komfortowo funkcjonować. Tylko właśnie – warto mieć świadomość, że nasz mózg na co dzień automatycznie generuje nam takie stereotypy. I pamiętać, że stereotyp to tylko stereotyp 😉

    1. admin

      Wow, dzięki Bogu, że nie muszę spotykać się z kilkudziesięcioma osobami w ciągu dnia 🙂 ale w takim wypadku, masz rację, że stereotyp po prostu ratuje skórę.
      Ja mogę sobie pozwolić na przyglądanie się i wyglądanie iskierki w oczach. I to zamierzam, jako się rzekło, robić.

  2. To najbardziej lubię przy poznawaniu ludzi – pierwsze wrażenie. Kiedy już się z kimś zaprzyjaźnię albo przynajmniej poznam bliżej, przypominam sobie, co o tej osobie myślałam jeszcze parę tygodni czy miesięcy temu. I zazwyczaj jestem zaskoczona 🙂

    1. admin

      Przyznam Ci się, że przynajmniej dwóch z moich przyjaciół to ludzie, których przy pierwszym kontakcie bardzo nie polubiłam 🙂 Dlatego zawsze daję sobie i tym, których spotykam jeszcze jedną, albo dwie szanse.

  3. Myślę, że każdemu się to zdarza i nie ma się co biczować tylko tak jak Ty – przeanalizować sytuację i zrozumieć, że popełniliśmy błąd i następnym razem nie oceniać tak pochopnie 🙂

Leave a Comment