Podnieś głowę i rozejrzyj się. Co widzisz?

Idę. Właściwie pędzę, bo znowu późno. Za późno, obawiam się, że nie zdążę.
Jest mi zimno i niewygodnie. Torba bez przerwy spada mi z ramienia, skrzypce obijają się o nogi.
Niosę je starszej Królewnie, z którą nie widziałam się dzisiaj jeszcze od samego rana.
Ze szkoły poszła od razu na zajęcia do szkoły muzycznej. Wrócimy do domu razem dopiero wieczorem.
Za chwilę zacznie się orkiestra.
Nigdy nie wiem, jak o tym mówić, orkiestra, zajęcia z orkiestry, zajęcia orkiestry. Lekcja z panią Miłką. Chyba tak jest najładniej.

Mam już tego dosyć, zwłaszcza w takie dni, jak ten. Zimno, wstrętnie, nie zdążyłam zjeść obiadu, w domu czeka druga córka, z którą po powrocie będę musiała odrobić lekcje, bo z czymś sobie sama nie daje rady.
Marzę o wakacjach. Żebym mogła się przestać śpieszyć, gnać na złamanie karku, przepraszać za spóźnienie, bo znowu nie udało mi się zdążyć.
Marzę o tym, że po powrocie z pracy, nie będę musiała nigdzie wychodzić, przynajmniej nie codziennie.
Tak po prostu nic nie robić, nic nie musieć.
Ta godzina do końca zajęć w szkole muzycznej, to będzie jedyna chwila oddechu dla mnie. Tylko dla mnie.
Może uda mi się poczytać książkę? Jest w torbie i dlatego jest mi też tak ciężko.

I podnoszę nagle głowę i widzę drogę, którą widziałam już tysiąc razy, jakbym widziała ją po raz pierwszy.
Pewnie tego na tym zdjęciu nie widać, ale wyglądała naprawdę wyjątkowo.
Lubię wieczory i lubię światło latarni. Do tego tego dnia unosiła się wszędzie wokół lekka mgła, a tu jej nie było. Wszystko było jakieś wygłuszone, otulone, jakby poza wszystkim, jakby odcięte.
I co dziwne, nie było ani jednego człowieka, a zwykle chodzi tędy mnóstwo ludzi. Chodzą, biegają, jeżdżą na rowerach, w ładne dni przesiadują na ławkach.
W tamtej chwili nie było nikogo i było wyjątkowo cicho, pewnie przez tę mgiełkę wokół. Przez moment zdawało mi się, że słyszę kapiące z drzew krople. I zrobiło mi się jakoś tak dobrze.
Poczułam nagle spokój i przestałam biec. I patrzyłam, żeby zapamiętać to, co widzę i przede wszystkim ten spokój, żeby go potem sobie przypomnieć, kiedy będzie mi potrzebny.
Na lekcję zdążyłam, córka dostała skrzypce na czas, a po moim złym samopoczuciu nie było śladu.
Niewiele czasem człowiekowi do szczęścia potrzeba. Wystarczy podnieść głowę 🙂

Wiecie, te moje zdjęcia są kiepskie. Robione telefonem, a trudno dobre zdjęcie zrobić telefonem.
Można tu pewnie było zastosować jakiś filtr, żeby je upiększy, ale nie chciałam, bo wtedy nie byłoby widać tego o czym chciałam opowiedzieć.
Nie jestem pewna czy teraz to widać, ale mam nadzieję, że chociaż trochę tak.

Tutaj także bywam

Related posts

2 Thoughts to “Podnieś głowę i rozejrzyj się. Co widzisz?”

  1. Ech, ten pośpiech… Zjadacz radości, sprawca Zadyszki, wróg spokoju i harmonii.
    Jak się nastawisz, że nie walczysz to wygrasz z nim, jeśli będziesz stawiać mu mentalny opór, osaczy cięJedyne wyjście, zatrzymać się i pomyśleć, że „jestem ziarnkiem piasku w klepsydrze, smugą światła co biegnie do gwiazd, jestem chwilą, trzciną myślącą wśród traw”…
    A może na te chwile pośpiechu dobra byłaby właśnie Anna Maria Jopek? 🙂 Polecam bo cytat pochodzi właśnie z jej piosenki.
    Brawo za zdjęcie, nieważna jakość. Ważne, że z robiłaś je sama.
    Ps jesteś świetną mamą, wiesz? A do urlopu bliżej niż dalej :)))

    1. Magdalena Forst

      Tak, to bardzo pocieszająca i wzmacniająca myśl. Lubię Annę Marię, słucham czasem, ale ja najbardziej lubię ten fragment: „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam. Na pierwszej stacji, teraz, tu…przez życie nie chcę gnać bez tchu” Tylko chyba nikt chętny do zatrzymywania się nie znajdzie i muszę to wykombinować sama 🙂
      Dziękuję za pochwałę, ale na nią jeszcze nie zasługuję. Muszę się podszkolić w tym temacie.

Leave a Comment