Świat rozwija się dzięki kryzysowi

My rozwijamy się dzięki kryzysowi chociaż nic na to na początku nie wskazuje

Kryzys to słowo, które odmienia się w ostatnim czasie przez wszystkie przypadki.
Kryzys ekonomiczny, kryzys rodziny, kryzys wartości, kryzys polityczny.
Było nieciekawie, a w czasach koronawirusa zrobiło się o wiele gorzej.
Straszeni jesteśmy ze wszystkich stron. Tracimy grunt pod nogami.
Boimy się coraz bardziej, coraz mniej wiemy już co robić, jak się zachowywać, w co wierzyć.
W dobie wszechobecnego Internetu docierają do nas informacje, których wolelibyśmy nigdy nie zobaczyć, nie usłyszeć, nie przeczytać.
Ludzie powtarzają sobie coraz dziwniejsze historie i snują najbardziej niesamowite scenariusze.
Nawet jeśli nie chcesz o tym słyszeć, starasz się tego unikać, znajdzie się ktoś niezwykle przejęty, kto po prostu będzie musiał Ci o tym opowiedzieć. Bo prawdopodobnie sam się boi.
Nie pomożesz mu, ale razem raźniej się bać, prawda?
I jeśli usiądziesz i zaczniesz to wszystko śledzić, to prawdopodobnie, jeżeli nie jesteś wybitnie odporny psychicznie lub wszechstronnie wykształcony, możesz zacząć się bardzo bać, albo popadać powoli w paranoję.
Zaczniesz się zastanawiać, najpierw bardzo nieśmiało, nad tym czy aby w tym wszystkim nie ma przypadkiem jednak trochę sensu, trochę prawdy.
Aż w końcu myśl: a co, jeśli to prawda zagnieżdża się w głowie na dobre.

I w tym momencie musisz wybrać

Musisz wybrać, w którą stronę patrzysz. W stronę światła czy w stronę ciemności. Jak chcesz żyć po prostu.
Czy chcesz się zamknąć, zabarykadować w obawie przed końcem świata, zemstą Boga, szczepionkami, chipami, 5G i różnymi innymi zagrożeniami, o których tu nawet boję się pisać, żebyście nie pomyśleli, że postradałam rozum.
Chcesz tak czy przeciwnie, chcesz pomimo okoliczności, na które w większości nie masz wpływu, cieszyć się każdą chwilą, każdą obecnością, każdym oddechem, spotkaniem, zdarzeniem.

Do niedawna pewne rzeczy do nas nie docierały, tzn. do mnie na pewno nie docierały. Pewne sprawy wydawały się oczywiste i nie podlegające wątpliwości.
Inne znowu, wydawało się, że nas zupełnie nie dotyczą, że są gdzieś tam, daleko.
I nagle, pewnego dnia zabrakło w sklepie papieru toaletowego i mydła.
To był moment, kiedy przeraziła mnie możliwa konieczność zmiany wszystkiego, co znam. Przypomniało mi się dzieciństwo, kiedy godzinami stało się w kolejkach, a na koniec często odchodziło się z kwitkiem. Puste haki w sklepach. Czasy, kiedy nie znałam prawie smaku banana czy pomarańczy.
Potem zastałam zamknięte drzwi kościoła, potem moi rodzice bali się ze mną spotkać, potem ktoś powiedział mi, że ktoś znalazł się w szpitalu psychiatrycznym, tak bardzo się przeraził, a inny z powodu osamotnienia i rozpaczy powiesił się w swoim domu. I jeszcze moja córka co jakiś czas pytała: mamo, a jeśli zachorujemy i umrzemy?
Jeden mi mówił, żebym broń Boże nigdzie nie wychodziła, drugi, że ta cała epidemia to ściema, inny, że to jest jakiś wielki plan, a jeszcze inny, że to przecież totalna bzdura.
Ale ja już wiedziałam, gdzieś w środku, że muszę w tym wszystkim sama dla siebie znaleźć ścieżkę, żeby nie zwariować.
I w tym wszystkim ktoś powiedział, modlę się za Ciebie.
I postanowiłam przestać słuchać i oglądać to, co sprawiało, że się bałam i chociaż słuchałam ludzi, którzy koniecznie chcieli mnie uświadomić (żeby nie sprawiać im przykrości) to puszczałam to wszystko, co mówili mimo uszu. Już potrafiłam, bo tak wybrałam.
I któregoś dnia wysłuchałam świetnej rozmowy Maćka Wieczorka z Jackiem Walkiewiczem. I chociaż ta rozmowa dotyczyła spraw zupełnie niezwiązanych z pandemią, to jest naprawdę bardzo inspirująca.

Jeśli chcesz ludzie mogą być inspiracją

I bez względu na to czy to się komuś wyda naiwne, tchórzliwe, mało odpowiedzialne, to przepraszam, ale to jest mój wybór i mam do niego prawo.
Cytując za Panem Jackiem „…na większości rzeczy się nie znamy, nie musimy zawsze zabierać stanowiska”
Uff, ta wiedza przydałaby się chyba większości z nas.
Czułam to już od dawna, że za dużo tego gadania wszędzie, wygłaszania opinii, konieczności zajmowania stanowiska, opowiadania się po jakiejś stronie…
Najczęściej tego nie robiłam, ale trochę się obawiałam, że to może jakaś moja słabość 🙂
Ludzie mogą być inspiracją, albo powodem do frustracji. Nie masz wpływu na to, kogo spotykasz, ale masz wpływ na to, z kim zostajesz.
Nie masz wpływu na to, co do Ciebie mówią, ale możesz zdecydować czy chcesz słuchać, masz wpływ na to, co z tego dla siebie zabierzesz, bądź odrzucisz.
Dzisiaj bombarduje nas taka masa informacji, że trzeba mieć jasno wytyczone granice. W sobie samym, dla siebie.

Zamiast wartościować lepiej opisywać

Pan Jacek w rozmowie użył terminu precesja, który odnosi się do astronomii, ale w tym wypadku oznacza mniej więcej tyle, że kiedy my podążamy w jakimś wybranym, określonym przez nas kierunku, tzn. mamy cel, mamy marzenie i staramy się je realizować, to jakby obok nas, niezależnie od nas, odbywa się inny ruch, który sprawia, że napotykamy na naszej drodze ludzi, rzeczy, zdarzenia, które sprawiają, że jesteśmy bliżej lub po prostu ten cel osiągamy.
Długie zdanie wyszło, przepraszam 🙂
Czy mamy wpływ na to, co nas spotyka? W zasadzie nie, ale biorąc pod uwagę, to, co wyżej napisałam, można się zastanawiać.
To wcale nie znaczy dla mnie, że, jak głoszą niektóre trendy mogę wszystko czy sky is the limit ( dla mnie niebo to jest cel). Bo często jest tak, że to, czego ja chcę, nie zawsze jest dla mnie najlepsze. I mogę się z tym zgadzać, albo i nie.
I tak jednak, mimo wszystko, mam wybór. Mogę nie robić nic i wtedy nic się nie wydarzy, mogę robić, co w mojej mocy, a wtedy, jak lubią mawiać niektórzy, wszechświat nam sprzyja. Niech będzie. Ja tam myślę, że to Bóg nam pomaga, ale nie będziemy się kłócić o słowa.
Przydarzyła nam się pandemia, izolacja, strach, obawa o życie nasze i naszych bliskich i przyjaciół. Obawa o pracę i źródło utrzymania.
Przydarzył nam się chaos, jakiego chyba nikt z nas wcześniej nie znał.
Możemy rozpaczać, możemy się wściekać na Boga, na los, że jest niesprawiedliwy i okrutny, że na to wszystko nie zasłużyliśmy.
Możemy. Tylko po co? Czy to cokolwiek zmieni?
A może opiszmy to sobie? I tyle. To pomoże zauważyć, gdzie jest jesteśmy.
A to już może pomóc.
To nie ma teraz znaczenia czy to jest dobre czy złe. Czas pokaże, co może z tego wyniknąć. A my teraz możemy czy może powinniśmy po prostu skupić się na życiu. Swoim i ludzi obok. Tworzenie daje sens, miejsce na tajemnice jest potrzebne.
Tworzenie niekoniecznie musi oznaczać coś wielkiego czy wyjątkowego. Każdego dnia tworzymy coś nowego, choćby dobrą atmosferę 🙂

Lepiej być szczęśliwym niż mieć rację

Oczywiście mogę się mylić. Oczywiście to, co piszę może być dla wielu naiwne.
Znowu się powtórzę, każdy z nas ma wybór. Ja wybieram tak.
Wybieram światło, wybieram Boga, modlitwę, nadzieję, miłość.
I być może, że żyjemy w czasach ostatecznych, nie możemy tego przecież wiedzieć.
Na to człowiek wierzący (wierzący w Boga) jest zawsze przygotowany 🙂
Czy to cokolwiek zmienia?
Czy jeśli wpadniemy w rozpacz, będziemy biegać i starać się gorączkowo zabezpieczać lub przeciwnie, spokojnie będziemy robić swoje i poświęcimy czas dla ludzi, których kochamy, jesteśmy w stanie cokolwiek zmienić?
Tak. Możemy wpłynąć na jakość naszych dni, nawet tych ostatnich chwil.
Czy to jest ważne czy ma jakiekolwiek znaczenie? Dla mnie tak. I myślę, że nie tylko dla mnie.

Dwie krople

Lasy płonęły –
a oni
na szyjach splatali ręce
jak bukiety róż

ludzie zbiegali do schronów –
on mówił że żona ma włosy
w których się można ukryć

okryci jednym kocem
szeptali słowa bezwstydne
litanię zakochanych

Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno

tak mocno że nie poczuli ognia
który dochodził do rzęs

do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni
jak dwie krople
zatrzymane na skraju twarzy

My rozwijamy się dzięki kryzysowi

Ten wiersz Zbigniewa Herberta przypomniał mi się, kiedy tak sobie o tym wszystkim myślałam. Pasuje, prawda?
Ach, a skąd w takim razie dzisiejszy tytuł mojego wpisu: świat rozwija się dzięki kryzysowi?
Wydaje się chyba, że tu nie pasuje. A jednak.
Bo każdy z nas zmuszony do przemyślenia wielu spraw, może się odrobinę rozwinąć.
Nie wspominając już nawet o takich oczywistościach, jak pomysły różnych przedsiębiorców, naukowców, młodych ludzi o otwartych umysłach i wielkich sercach i odwadze, które bardzo realnie i namacalnie zmieniają wiele rzeczy na lepsze.
Okazało się w ostatnim czasie, że mamy wielu takich ludzi i nawet o tym nie wiedzieliśmy.
I suma tych wszystkich małych i większych rozwojów da taki większy, już namacalny wielki rozwój.
Ja wiem, że mnie niektórzy po prostu wyśmieją, bo to tak trochę naiwnie brzmi, ale co mi tam, tak właśnie chcę myśleć.
I tak myśleć będę.
No to co? Rozwijajmy się 🙂

Aha, Ps. bym zapomniała: część śródtytułów i to co pogrubiłam w tekście to cytaty z rozmowy z panem Jackiem. Nie dosłowne, bo zapisywałam sobie na szybko, ale sens jest zachowany.
Aha i jeszcze jeden drobiazg: zdjęcie wykonała moja młodsza córka 🙂

Tutaj także bywam

Related posts

2 Thoughts to “Świat rozwija się dzięki kryzysowi”

  1. Ania

    Wiele w tym racji. Poprawiłaś mi humor. Fajnie, że piszesz. Pozdrawiam ☺

    1. Magdalena Forst

      Bardzo się cieszę, że mi się ta sztuka udała 🙂 I dziękuję za miłe słowo 😀

Pozostaw odpowiedź Magdalena Forst Anuluj pisanie odpowiedzi