Błogosławionych Świąt Bozego Narodzenia

Długo mnie tutaj nie było. Dlaczego, być może niektórzy się domyślą, inni nie, dlatego słowo wyjaśnienia. Krótkie.
Nie potrafię się odnaleźć w nowej rzeczywistości.
Mam 50 lat i przeżyłam w swoim życiu kilka mało komfortowych sytuacji.
Pierwsze jeszcze w dzieciństwie, które przypadło na czasy PRL-u, stanu wojennego, strachu mamy o tatę, który działał w Solidarności. No i naszym, moim i siostry, oczywiście też.
Potem było jeszcze kilka, nie tak traumatycznych może, a może inaczej przeżywanych z racji tego, że byłam już starsza i bardziej pewnych spraw świadoma.
Wszystko jednak było jakoś stałe i oczywiste. Zasady, które się znało i wiadomo było, że wszyscy, jak się wydawało się do nich w mniejszym czy większym stopniu stosują, dawały jakieś ramy, poczucie pewności i do pewnego stopnia bezpieczeństwa.

A teraz nie potrafię się odnaleźć.
W tak krótkim czasie, tak prędko, tak, że nie miałam czasu na to, żeby się jakoś do tego przyzwyczaić, przystosować zmieniło się tak wiele.
Co właściwie?
Cały czas się nad tym zastanawiałam i cały czas się zastanawiałam nad tym czy o tym pisać. I myślałam, że nie będę tego robić, a dzisiaj jednak poczułam, że może jednak spróbuję.
Dlaczego, to może się wyjaśni, jeśli uda mi się odnaleźć dobre słowa.
No to po kolei.

Pandemia

Od tego się zaczęło.
Do czasu jej wybuchu czy ogłoszenia żyłam trochę w takiej błogiej nieświadomości. Świat wydawał mi się dobry, bo ludzie, których znam są dobrzy.
Dziwne, tragiczne historie zawsze były gdzieś tam, daleko, mogłam o nich co najwyżej posłuchać w telewizji.
Kiedy w marcu oglądałam vlogi Polaków żyjących w Chinach, bardzo Chińczykom współczułam, ale przez myśl mi nie przeszło, że to samo będzie działo się u nas.
No i stało się.
Jestem zdrowa, nie zachorowałam. Jestem bezpieczna i mam niesamowite szczęście.
Mnóstwo ludzi tego nie ma. Jedni chorują, niektórzy bardzo ciężko. Umierają. Inni tracą pracę, jeszcze inni firmy. I to są tragiczne sytuacje i ludzie popadają w rozpacz. Niektórzy zostają z tym sami.

Teorie dotyczące pandemii i jej następstw

Znamy je pewnie wszyscy, jeśli nie wszystkie, to na pewno którąś nich.
Pandemii nie ma, to wymysł jakiejś grupy bogaczy, którzy chcą zawładnąć całym światem, a ludzi się po prostu w większości pozbyć. Zastanawiam się tylko jak, bo skoro pandemii nie ma i jest wymysłem, to tylko ze strachu przed nią aż tak wielu z nas nie umrze. Hmm…
I jeszcze jedna teoria, z którą też niestety, dla mnie niestety, się spotkałam. Kosmici. Nazywają ich reptilianie chyba, nie wiem co to słowo oznacza i nie zamierzam się dowiadywać. Podobno żyją wśród nas i właśnie się uaktywniają, żeby nas zniszczyć.
Szczepionki to samo zło.
Zachipują nas, zmienią nam DNA, uzależnią, umrzemy, zwariujemy, zarobią na nas koncerny, będą nas śledzić, bo wprowadzają technologię 5G, co ma jakiś związek z tym chipem, który nam wszczepią. Nie wiem, jak, nie znam się.
Swoją drogą nigdy nie wiem, kto to są ci oni.
No nie wiem co jeszcze, jeśli coś pominęłam, śmiało proszę dopisać.

Strajk Kobiet

Nie wiem co napisać. Brakuje mi zwyczajnie słów.
Jestem kobietą i mam dwie córki. I absolutnie nie identyfikuję się z tym, co dzieje się w związku z tym wydarzeniem, z tym ruchem, organizacją, jak zwał, tak zwał.
Zaczęło się od wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej, ale to tylko pretekst, bo w całym tym przedsięwzięciu chodzi o coś absolutnie innego, w moim przekonaniu oczywiście, co z samą aborcją nie ma nic wspólnego, albo bardzo niewiele.
Zadziało się przy tym bardzo wiele zła, wielu ludzi bardzo zraniono i … chyba żadnej z tych kobiet to w żaden sposób nie obeszło.
W tej całej sytuacji po raz kolejny, co być może ma też związek z nieistniejącą pandemią i strachem z nią związanym (nie jestem psychologiem, więc moje wnioski to jedynie owoc mojej obserwacji) ujawniły się w ludziach rzeczy, o których nawet bym nie pomyślała, nie podejrzewała.
Potworna agresja, nie tylko fizyczna, ale może przede wszystkim, słowna.
Brak cierpliwości.
Brak jakichkolwiek zasad u wielu, po prostu ma być, jak ja chcę i koniec. Brak poszanowania dla ludzkiej godności, odmiennego zdania, dla życia.
Tylko fragmencik jednej z dyskusji w Internecie:
– „Prawo do aborcji, prawem człowieka”…to są jakieś jaja! Szkoda, że nie dowiemy się, co na temat tego prawa mają do powiedzenia abortowani ludzie
– nic nie mają do powiedzenia, bo my jesteśmy ważniejsze

Kiedy tak obserwuje się pewne wypowiedzi, pewne zachowania trzeba dojść do wniosku, że ludzie zapomnieli, że nie żyją tylko i wyłącznie dla samych siebie.
Co ciekawe nie chcą tworzyć społeczeństwa, w którym jeden jest odpowiedzialny za drugiego, ale w razie potrzeby odwołują się do solidarności społecznej i domagają się praw dla siebie, bo uważają, że one im się należą.
Hmm…

Bóg się rodzi, moc truchleje

I w tym wszystkim znowu rodzi się nam Pan Jezus. Przychodzi do naszego pogruchotanego świata. I co z tym zrobimy?
Wszyscy mówimy, że w tym roku święta będą inne.
Część z nas zastosuje się do restrykcji i nie spotka się z rodziną, z którą co roku się spotyka, czasem tylko ten jeden raz w roku.
Nie wręczymy sobie prezentów. Może nie uda nam się kupić tego wszystkiego, co planowaliśmy, chcieliśmy, co zwykle kupujemy, żeby było tak, jak zawsze w święta.

To może być trudne, zwłaszcza to pierwsze czyli niemożność spotkania się z rodziną.
Tak naprawdę jednak, co się zmienia, co będzie inaczej?
Czy jeden czy dwa prezenty mniej mają tak wielkie znaczenie?
Czy brak, powiedzmy, jednego ciasta na świątecznym stole ma takie wielkie znaczenie?
Co jest ważne w Świętach Bożego Narodzenia?

Do osoby wierzącej Jezus przyjdzie tak, jak zawsze. W ubogiej stajence, cichutko. Przyjdzie, żeby za jakiś czas umrzeć na krzyżu za grzechy całego świata.
Powitamy Go z radością w sercach i nową nadzieją, jak każdego roku. A może w tym roku jakoś cieplej, może na Nim się właśnie bardziej w tym roku skupimy?

Dla osoby, która w to wszystko nie wierzy, ważna jest w świętach ta magia, którą każdy zna od dzieciństwa, nastrój, ciepło światełek na choince i możliwość spotkania.
I przecież nikt nam nie zabiera tej magii.
Bo ona rodzi się w sercach bez względu na warunki. Bo ona zależy tylko i wyłącznie od nas.
Ludzie, którzy spędzali czas w obozach koncentracyjnych też tworzyli magię świat. Pomyślcie, jak ona jednak wyglądała. Czy naszą sytuację można w ogóle porównać?
Ktoś zaraz pomyśli, a co mnie to obchodzi? Przecież mamy XXI wiek, jesteśmy lata świetlne od tamtych czasów.
No tak, bardzo się jako ludzie od tamtego czasu rozwinęliśmy ekonomicznie, gospodarczo, technologicznie, ale ludźmi wciąż jesteśmy takimi samymi, jak wtedy.
Tu technologia ma znaczenie tylko o tyle, że może nam umożliwić czy ułatwić to, co możemy robić w normalnych warunkach.
Spotykać się. I korzystajmy z tego. Dzisiaj już chyba tylko najstarsi nie radzą sobie z nową technologią.
I bądźmy dla siebie po prostu ludźmi.

Bądźmy życzliwi, bądźmy cierpliwi, bądźmy tolerancyjni i wyrozumiali. Starajmy się zrozumieć inne zdanie, inny pogląd, jeśli nie zrozumiemy, zaakceptujmy fakt, że ktoś takie właśnie ma. Nie krzywdźmy się nawzajem. Nie gardźmy nikim, choćby wydawał się nam wyjątkowo głupi, bezrozumny, nieczuły.
Bądźmy ciągle i zawsze ludźmi w tym szalonym świecie, który jak karuzelę rozkręciliśmy do niebezpiecznej prędkości i teraz musimy się postarać, żeby ją wyhamować.
Bo jak się tak człowiek za szybko i za dużo kręci, to wiadomo, jaki to skutek przynosi.

Uśmiechnij się jutro będzie lepiej

Zauważyłam, że jest mnóstwo ludzi, którzy wciąż i o wszystko mają pretensje. W każdej sytuacji, w każdym przedsięwzięciu upatrują problemów, a nie widzą światełka nadziei.
Rozumiem, że ktoś może po prostu tak widzieć świat i dzieje się tak z różnych powodów.
Wydaje mi się jednak, że jako ludzie dorośli, którzy przeżyli niejedno w życiu, powinniśmy ćwiczyć się w tym, żeby pielęgnować w sobie nadzieję, żeby uczyć się, jak coraz lepiej rozwiązywać problemy, znajdować rozwiązania dla trudnych sytuacji.
Z bardzo praktycznego powodu – to po prostu bardzo ułatwia życie.

Kiedy siedzę i narzekam, albo co gorsza wściekam się, przeklinam świat, życie, ludzi, zdarzenia; kiedy oskarżam wszystkich i wszystko wokół o sytuację, w której się znalazłam czy znalazłem, coraz bardziej się tylko pogrążam, znajduję kolejne dowody na potwierdzenie dla swojej złości.
A przecież dopóki żyjemy, zawsze możemy znaleźć rozwiązanie.
Zawsze możemy zrobić pierwszy krok, żeby postawić za nim drugi.
Zawsze możemy odnieść drobny sukces, który pociągnie nas do góry.
Zawsze jest nadzieja. Zawsze.
Tylko dlatego ludzie podnosili się z najtragiczniejszych upadków i nieszczęść. Mieli w sercach nadzieję i szukali promyków w najciemniejszej nocy.

Mam koleżankę, od której dawno temu nauczyłam się jednej bardzo przydatnej rzeczy.
Kiedy pracowałyśmy razem, ona zawsze wydawała się radosna i zawsze każdego witała z uśmiechem, który jej towarzyszył przez cały dzień.
To, co robiłyśmy, to nie była praca marzeń ani jej, ani moja, a jednak ja często byłam nieszczęśliwa, a ona wydawała się mimo wszystko zadowolona.
Kiedyś zapytałam ją, jak to robi. A ona uśmiechając się odpowiedziała tak: wstaję z łóżka i bez względu na to, jak się czuję i jaki mam nastrój, uśmiecham się. Raz, drugi, aż w końcu czuję, że mój nastrój się zmienia. To kwestia treningu. Spróbuj, zobaczysz, że to zadziała.
I wiecie co? Działa 🙂

Domyślam się, że teraz ktoś bardzo poważnie podchodzący do życia, albo ktoś, kto jest faktycznie w wielkich kłopotach, pomyśli: Boże, taka stara, a taka głupia i naiwna.
To ja powiem tak: OK, można tak o mnie myśleć, ja się nie obrażę, ale to nie przeszkadza temu, żeby sobie rano stanąć przed lustrem i uśmiechnąć się do siebie na dobry początek.
Warunek tylko jest jeden, to trzeba praktykować, jeden raz nic nie da.
A co do powagi, to powiem tak.
Obserwuję w Internecie kilka osób, które odniosły sukces jako przedsiębiorcy, inwestorzy, trenerzy.
I wiecie co? Oni się wszyscy uśmiechają. Dzisiaj też.
Spróbujcie, to na pewno nie zaszkodzi. A może pomoże?

No to błogosławionych świąt

Błogosławionych na przekór wszystkiemu.
Błogosławionych czyli szczęśliwych.
Wesołych, mimo wszystko.
Odnajdujcie tę radość, wesołość i szczęście w sercach, swoich i bliskich.
Rodzinnych, bez względu na okoliczności i sposób spotkania.
Pełnych nadziei, która niech Was nigdy nie opuszcza
Dla wszystkich, którzy wierzą w narodziny Pana Jezusa i dla tych, którzy w nie nie wierzą


🎄 Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia🎄

Tutaj także bywam