Wpis o niczym z wiosną w tle

kwitnąca jabłoń
foto: eloneo

Siedzę i siedzę. Myślę i myślę. Zastanawiam się co napisać. I wiecie, co? Nie wiem.
Tak mam od kilku dni.
I doszłam do wniosku, że nie będę ściemniać i pisać na siłę, bo co to wszystko wtedy jest warte? Poznacie przecież.
Po co w takim razie w ogóle piszę? Nie musi Was przecież obchodzić, że mam lekki dołek.

Mam dylemat. Bo z jednej strony nie lubię obnosić się z własnymi kłopotami, jakie by one tam nie były.
Z drugiej strony, zauważyłam, że już od jakiegoś czasu niektórzy z Was zaglądają do mnie dosyć regularnie. A skoro jest poniedziałek, to mogą się spodziewać jakiegoś nowego tekstu.
Nie, nie wyobrażam sobie, że właśnie teraz ktoś siedzi przed monitorem i z utęsknieniem wpatruje się w niego w oczekiwaniu na to czy ukaże się jakieś wiekopomne zdanie na moim blogu 🙂
Tylko, wiecie, naczytałam się, że systematyczność, że regularność, że to warto, bo to podnosi prestiż, bo nie wolno dawać o sobie zapomnieć, bo jest całe mnóstwo innych, nowych, lepszych blogów.

I wiem o tym, że są lepsze, sama kilka czytam i wcale, jak na razie przynajmniej, nie pretenduję do ich grona.
Żal by mi jednak było tych kilku życzliwych duszyczek, które tu do mnie zaglądają i chyba mnie lubią.
No i co tu robić, kiedy nie mam Wam co dać?
Kiedy pusto we mnie, kiedy nic nie wydaje mi się sensowne do opowiedzenia?
To minie, nie ma się czym martwić. Zauważyłam, że takie stany pojawiają się u mnie dość cyklicznie. Powodów jest kilka, ale nie warto o nich opowiadać.

Szukam więc w myślach, co by Wam tu ładnego wrzucić, żeby wynagrodzić to moje marudzenie i pierwsze, co przyszło mi do głowy i nie chce już z niej wyjść, to „Wiosna” Antonio Vivaldiego.
Utwór, który kojarzy mi się z dzieciństwem. Uwielbiałam go, bo zawsze obok Skaldów, pojawiał się w radio z początkiem wiosny i zawsze czułam radość, chociaż nie zdawałam sobie wtedy sprawy z powodów tej radości.
To jedyny utwór na skrzypce, który tolerowała moja mama.

Posłuchajcie, uśmiechnijcie się i do zobaczenia w kolejnym, lepszym wpisie 🙂

 

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment