dziewczynka
foto: MarcusScottReed

Może jestem trochę dziwna, ale wychowując swoje dzieci martwię się przy okazji o inne dzieci. Dlaczego? Bo moje dzieci mają z nimi bliski kontakt. Są koleżankami i kolegami z klasy, grupy przedszkolnej.

To jest mniej skomplikowane niż mogłoby się wydawać po moim zagmatwanym wprowadzeniu.
Idzie po prostu o to, że dzieci, które mają, powiedzmy sobie, trudny charakter codziennie spędzają część dnia z moimi dziećmi. I mają na nie bezpośredni, a czasem pośredni wpływ.
Bo imponują, bo dowodzą grupie, bo oceniają i wydają opinie, bo lubią dokuczyć, bo bywają złośliwe. Na szczęście z innymi cechami się nie spotkałam i mam nadzieję, że się nie spotkam.

Martwię się tymi dziećmi dla nich samych również. Ze względu na to, że mam córki, mam więcej do czynienia z dziewczynkami.
Naprawdę przykro mi patrzeć na słodkie, malutkie, niewinne twarzyczki, których właścicielki po prostu próbują sobie poradzić. Prawdopodobnie, bo psychologiem nie jestem, mają już teraz zaniżone poczucie własnej wartości i w jakiś instynktowny sposób próbują się ratować. A, że nikt niczego ich nie nauczył, wydaje im się, że najlepszym sposobem jest narzucić innym swoje zdanie i sposób myślenia, sterroryzować, podporządkować, bo wtedy są ważne, coś znaczą.

I od początku idzie za nimi etykietka: a to ta, no czego tu można się spodziewać i zwykle tym słowom towarzyszy machnięcie ręką. Już zresztą pisałam o tym kiedyś TUTAJ.
Dzisiaj piszę z tego powodu, że właśnie zastanawiam się nad tym, jak zareagować w pewnej konkretnej sytuacji. Nie opowiem jakiej, bo nie uzgodniłam tego z córką, zresztą to nie ma w zasadzie znaczenia.
Chodzi o to, że córka nie potrafi sobie za bardzo poradzić z sytuacją, która ma od jakiegoś czasu miejsce w klasie. Sytuacja  w zasadzie niewinna, ktoś mógłby powiedzieć, że robię widły z igły, ale moje dziecko bardzo to przeżywa.
A koleżanka, która jest powodem jej zmartwienia, to właśnie jedna z tych pozostawionych samych sobie dziewczynek. A żeby było śmiesznie moje dziecko i ona tak naprawdę się lubią.

Rozmowa z jej mamą nie wchodzi w rachubę, bo prostu nigdy kobiety nie widzę, nie wiem, jak wygląda.
Z kim porozmawiać? I co właściwie powiedzieć. Nie chcę sprawić, żeby mała ponosiła konsekwencje, tzn. powinna się dowiedzieć, że robi źle, ale nie chodzi mi oto, żeby ją w jakiś sposób karać. Chciałabym, żeby miała szansę i jednocześnie nie chcę, żeby moja rozmowa czy z nauczycielem czy pedagogiem miała jakiś niedobry wpływ na moją córkę. Jeśli nie zareaguję, nic pewnie się nie zmieni.

I jestem w kropce. Prawdopodobnie zaproponuję, żeby córa zaprosiła małą do domu i z nią spróbuję sobie pogadać od serca.Może to pomoże? Może zaproponuję wspólne odrabianie lekcji, może jakiś wspólny spacer? Wiem, że te dzieciaki garną się do ludzi, którzy okazują im zainteresowanie ( i to też jest dla nich bardzo niebezpieczne, bo są całkowicie bezbronne i przecież naiwne).
Nie chcę wchodzić w niczyje kompetencje, ale mam wielką potrzebę zrobienia czegoś.

Tutaj także bywam

One Reply to “Wszystkie dzieci nasze są”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *