Żłobek. Drugi dom?

Przeczytałam ostatnio artykuł na temat tego ile czasu polskie dzieci spędzają w żłobku ( jeśli już uda się ich rodzicom zdobyć dla nich miejsce oczywiście).

Jesteśmy podobno na jednym z pierwszych miejsc w Europie pod tym względem.
Artykuł do poczytania TUTAJ

Nie ma pewnie idealnego rozwiązania dla wszystkich rodziców, bo jedna mama chciałaby wrócić do pracy szybko, inna wolałaby zostać z dzieckiem dłużej w domu, jeszcze inna nie ma wyboru i musi wracać. Już o tym pisałam, więc nie będę się powtarzać.
Coś jest chyba nie tak urządzone, bo właściwie to żadna z mam czy  tatusiów nie ma wyboru, nawet, gdyby marzeniem któregoś z nich było spędzić z dzieckiem kilka pierwszych lat
Co innego w takiej Szwajcarii na przykład, o czym przeczytałam na blogu Dookola-swiata-w-jeden-dzien. Żłobek traktowany jako kaprys rodziców. Czyli, jak rozumiem, po prostu normą jest, że małe dziecko ma prawo do wychowywania się przy rodzicach, uczenia się od nich, stawiania przy nich pierwszych kroków itd. itp.
Nasze dzieci takiego prawa nie mają.
Trzy miesiące i do żłobka, pod opiekę babci, opiekunki czy kogo tam jeszcze.

I nic dziwnego, że, jak opowiada jedna z moich koleżanek, opiekunka w żłobku właśnie, że rodzice później chcieliby, żeby ich dzieci mogły w placówce zostać jak najdłużej się da i żeby mogły się do niej dostać najwcześniej jak się da.
Niektórzy przywożą dzieci jeszcze śpiące i śpiące już odbierają.
Jakby coś w tych ludziach obumierało, jakiś instynkt. Kiedy już przeboleją fakt, że muszą się z dzieckiem rozstać, jakby starali się dostosować do sytuacji. Może tak, żeby jak najmniej bolało?
Nie wiem, nie potępiam, nie usprawiedliwiam.
Mnie szczęśliwie, dzięki szukaniu rozwiązań, dzięki wielu wyrzeczeniom i pomocy mamy udało się żłobka uniknąć. Nie miałam też potrzeby robienia kariery, co samo w sobie nie jest niczym złym czy nagannym.
Tych chwil z moimi maluchami nie oddałabym za nic.
Wiem jednak, że nie wszyscy mają tak dobrze, jak ja.
A pracodawcy w większości przypadków są nieczuli na tłumaczenia i prośby. I niechętnie ulegają prośbom o wolny dzień czy stosują ruchomy czy elastyczny czas pracy lub godzą się na telepracę.
Swoją drogą to trochę dziwny rozdźwięk między obawą o niż demograficzny, a nieugiętością wobec pracujących rodziców i nie ułatwianiem im życia.

Co wynika z artykułu i z tego mojego pisania? Nic. Absolutnie nic. Sprawa się nie załatwi, żłobki nie opustoszeją.
Może by jednak warto było choć trochę ułatwić rodzicom życie i dać im szanse na wychowywanie pociech?
Krótszy czas pracy na przykład. Albo praca w domu przy komputerze. Albo indywidualne dostosowanie godzin pracy do potrzeb dziecka i rodzica? A może po prostu wyższe wynagrodzenie dla pracującego rodzica, tak, żeby jeden mógł poświęcić się w 100% dziecku.
Nie wiem czy to rzeczywiście takie trudne lub niewykonalne?
Jestem głupia i naiwna?
Dlaczego w cywilizowanej Europie podobne rozwiązania są możliwe?
Przecież dzieci to nasza przyszłość. Nie tylko przyszłość rodziców, ale nas wszystkich.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment